KSIĄŻKA ROZDZIAŁ 1 (CZĘŚĆ DRUGA)

PERŁA I WILKI


Minho leżał na łóżku na wpół nagi z rękami splecionymi pod głową, wpatrując się w sufit. Spojrzał na telefon, leżący na stoliku obok, aby upewnić się tylko, że znowu obudził się przed budzikiem. Zegarek wskazywał piątą rano. Westchnął głośno i ponownie skierował wzrok na sufit, myśląc o tym, co mu się przyśniło. Znowu ten sen. Zgraja wilków goniąca za nim przez las. W końcu wpada w wielką dziurę wydrążoną w ziemi, a wilki otaczają go, wyjąc i warcząc. Zawsze budzi się w momencie, kiedy jeden z wilków próbuje do niego skoczyć. Sen zaczął pojawiać się po tym, jak dostał pracę w jednej z większych korporacji – prestiżowe stanowisko, nie ukrywając, będące w dużej mierze zasługą znajomości jego ojca. Wyglądało to tak: codzienne nadgodziny, praca w weekendy, częste kolacje firmowe i picie do białego rana, po czym szybki prysznic na rozbudzenie i znowu praca. Jednym słowem kołowrotek i brak czasu na to, żeby nawet wydać zarobione pieniądze. To właśnie, już od pięciu lat, była codzienność Minho.
Dorastał w bogatej rodzinie. Jego ojciec był szefem dużego przedsiębiorstwa, więc mógł zapewnić mu wszystko: najlepszą edukację, dodatkowe lekcje u drogich korepetytorów, studia na prestiżowej uczelni za granicą. Na szczęście Minho od dzieciństwa sam z siebie był żądny wiedzy, chętnie czytał, a nauka nie sprawiła mu większego kłopotu. Zawsze był wdzięczny rodzicom za wysiłek włożony w jego wychowanie, dlatego był bezproblemowym synem, zgadzającym się, w większości spraw, z ich decyzjami. Po bankructwie firmy ojca, chłopak stał się w pewnym stopniu odpowiedzialny za utrzymanie poziomu ich życia. Chciał im zapewnić byt w podobnym standardzie jak dawniej i był gotów podjąć się wielu wyrzeczeń. Miał plan, by szybko wspiąć się po szczeblach kariery i dzięki doświadczeniu, które zdobędzie, otworzyć w końcu, własną firmę. Przynajmniej tak mu się wydawało na samym początku. Minho był trochę idealistą i miał skłonność do przeceniania swoich możliwości. Cóż, do tej pory jego życie było usłane różami. Nie miał większych powodów do zmartwień i narzekania. Myślał, że samo bycie niezależnym finansowo mogłoby go w pełni usatysfakcjonować i że spełnianie oczekiwań rodziców to jego pierwszorzędny obowiązek. W końcu był jedynakiem z dużym poczuciem odpowiedzialności za rodzinę. Nie wiedząc jednak czemu, stracił zapał szybciej, niż myślał. Życie w hierarchii koreańskiej korporacji dało mu się we znaki i po pięciu latach za biurkiem czuł, że wypalił się do ostatniej iskierki. Musiał przystopować.
Cały czas wpatrując się w sufit, sięgnął znowu po telefon i włączył swoje ulubione hawajskie melodie, które potrafiły go chociaż trochę zrelaksować, przypominając mu czasy studiów i wypady na surfing, na Hawaje. Wracał myślami do wiatru we włosach i chwil beztroski, kiedy nie musiał się martwić o to, co będzie dalej. Obracając się na bok, poczuł nagle zapach jaśminu unoszący się z poszewki – zapach szamponu Riny, który został po nocach spędzonych razem. „No tak, znowu zapomniałem, żeby ją wyprać”, pomyślał.
Rozstał się z Riną już prawie dwa tygodnie temu, ku wielkiemu sprzeciwowi rodziców, a w szczególności mamy, która niemal wybrała mu partnerkę, swatając go z córką dobrze ustawionych znajomych. Oczywiście nie zdecydowałby się na związek z nią, gdyby nie była w jego typie. Była bardzo ładna, choć nie naturalnie piękna, a raczej wyrzeźbiona zgrabną ręką i skalpelem chirurga: gęste błyszczące włosy, biała cera, wysoki nos, duże usta, duże oczy. Figurę miała niczym dziewczyna z Maxima: duże piersi, podniesione pośladki, klepsydrowa talia – jednym słowem ideał koreańskiego standardu urody. Czy mogło mu to przeszkadzać? Nie, oczywiście na początku był nią oczarowany. Rina nie tylko była idealna. Wydawało się też, że mają dużo wspólnego. Lubili te same filmy, muzykę, lubili chodzić na siłownię, wyrośli w podobnym elitarnym otoczeniu i obydwoje doświadczyli życia w USA. Nic więc dziwnego, że szybko pomiędzy nimi zaiskrzyło, a ich rozmowy skupiły się na planowaniu wspólnej przyszłości. Rina lubiła też mamę Minho i w bardzo umiejętny sposób potrafiła jej się przypodobać, najczęściej drogimi upominkami i zapraszaniem jej do najlepszych spa. Jej ojciec był milionerem, więc Rina spała na fortunie. Luksusowe marki, najdroższe samochody, penthouse w samym centrum Gangnamu10, prywatni trenerzy fitness i zabiegi kosmetyczne były dla niej codziennością. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze idealnego faceta. Minho spełniał jej wymagania: był wysoki i przystojny, miał pełne usta, nieco orli nos, lekko skośne, ciemnobrunatne oczy, z których jedno miało bardziej opadniętą powiekę niż drugie i wyraźnie zarysowaną linię szczęki. Jego wyjątkowo szerokie barki dodawały kształtu jego muskularnej sylwetce. Nie zaliczał się może do seulskiej elity, ale pracował w renomowanej firmie, był dobrze wychowany i inny niż reszta zadufanych w sobie chłopaków z jej otoczenia – był po prostu dobrym człowiekiem, o dobrych wartościach. Pieniądze nie były dla niego wszystkim. Rina miała dosyć na koncie, żeby nie martwił jej status finansowy partnera. Minho też nie przeszkadzało to, że Rina była znacznie bogatsza od niego, a widząc troskę dziewczyny o jego rodziców, był pewien, że dzięki niej w pewnym stopniu będzie mógł zre- kompensować rodzicom to, co zostało im odebrane po bankructwie firmy ojca.
Na początku ich związek sprawiał wrażenie idealnego. Byli jak typowa instagramowa para. Po pewnym czasie ten układ zaczął wykańczać go równie mocno, jak korporacyjny wyścig szczurów. Wiedział, że długo nie pociągnie w relacji, w której przestał się odnajdywać. Postanowił zadbać wreszcie o siebie i odciążyć głowę. Na pierwszy odstrzał poszła Rina. Nie była to dla niego łatwa decyzja, ale wiedział, że dla dobra wszystkich potrzebuje od niej odpocząć. On też już nie był taki słodki i uroczy jak trzy lata temu – na początku ich związku. Ciągle przemęczony nie potrafił sprostać jej oczekiwaniom wobec randek i czasu spędzanego razem. Męczyło go jej ciągłe kry- tykowanie innych i narzekanie na wszystko, mimo że przecież miała więcej, niż ktokolwiek i kiedykolwiek mógłby sobie nawet zamarzyć. Coraz bardziej przeszkadzało mu to, że przechwa- lała się swoim statusem, swoim wykształceniem – również kupionym jej przez rodziców. Z czasem sama jej uroda przestała być wystarczająca, a wręcz zaczęła razić go swoją nienaturalnością: sztucznie wyrzeźbione ciało, twarz lalki, laminowany uśmiech na zawołanie, wymuszona grzeczność, pogardzanie innymi, brak tematów do rozmów – lista argumentów przeciw wspólnemu życiu z dnia na dzień robiła się coraz dłuższa.

Coraz dotkliwiej czuł, że jako wysoki przystojniak jest dla niej po prostu dodatkiem do drogich ubrań i dobrą bazą genów dla ich przyszłych dzieci. Przy rozstaniu były łzy, awantura i szantaż, ale Minho postawił w końcu na swoim. Czuł się z tym lepiej. Zyskał czas na czytanie książek. Stracił nagrzaną pościel i zapach jaśminu unoszący się w sypialni, gdy budził się nad ranem.
Minho sięgnął po telefon. Odruchowo sprawdził portal z wiadomościami ze świata, „kolejny powód do bólu głowy”. Po chwili jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech. „Może i zostało mi jeszcze kilka piekielnych dni podlizywania się przełożonym, ale już niebawem to wszystko się skończy”, pomyślał. Nowy rozdział w jego życiu wreszcie się zacznie, skończą się nocne pogonie wilków, a on nabierze sił na nowy start i odnajdzie swoje prawdziwe pragnienia, czyli to, co zawsze kryło się pod powłoką wymagań rodziców.


10. Gangnam  – jedna z  dwudziestu pięciu dzielnic Seulu, położona w  połu- dniowo-wschodniej części miasta, znana z wysokiego poziomu bogactwa i standardu życia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s