10 koreańskich potraw, za które Twoje podniebienie Ci podziękuje (część pierwsza)


Tym postem zaczynam serię artykułów, które pomogą Wam poznać Koreę bliżej. Nie tylko od strony kuchni. Zależy mi głównie na tym, żeby być pomocną osobom, które planują przyjazd do Korei i nie wiedzą, z której strony go ugryźć. Uważam, że byłoby wielkim osobistym kataklizmem zmarnować tak daleką i niemało kosztowną podróż na jedzenie niesmacznych posiłków czy zwiedzanie nieciekawych miejsc (nawet na picie niedobrej kawy)! Tym, którzy nie planują podróży do Korei, ale chcą się po prostu dowiedzieć o niej więcej, też się przyda trochę koreańskiej kultury “na ząb”. 

W wyborze 10 koreańskich potraw, za które Wasze podniebienie Wam podziękuje, a kubki smakowe zaczną tańczyć niczym na dźwięk BTSowych hitów, pomogła mi „lista 40 potraw, bez których Koreańczycy nie potrafią żyć” i moje osobiste preferencje 😉

1. 비빔밥 Bibimbap

Zacznę od czegoś, co powinno zasmakować każdemu, wizualnego mistrza na koreańskim stole – bibimbap. Ta kolorowa, niczym koreański tradycyjny strój, potrawa jest jednym z moich ulubionych koreańskich dań, nie tylko ze względu na swoje walory smakowe. Jest też zdrowa i stosunkowo tania (w restauracji powinna Cię kosztować pomiędzy 7,000~8,000 won, około 21~24 zł). 비빔 bibim oznacza mieszanie, a 밥 bap ryż. Kalkulacja jest więc prosta – jest to „zmieszany ryż”. Tym, co się miesza z ryżem i nadaje bibimbapowi pięknego ubarwienia są: różnego rodzaju warzywa, kiełki i osadzone majestatycznie w samym środku – jajko sadzone (z płynnym żółtkiem). Nie można też zapomnieć o 고추장 gochujang – paście z papryczek chilli, którą należy dokładnie wmieszać w ryż razem z warzywami. Jest ona podawana zazwyczaj osobno lub leży na stole w butelce, która przypomina keczup, ale zdarza się, że dodają ją do ryżu, więc tym z Was, którzy są nieodporni na ostrości, polecam upewnić się, że dostaną pastę w osobnej miseczce i wymieszać ją w odpowiedniej dla Was proporcji. Jedzenie bibimbapu bez pasty i dodatku oleju sezamowego byłoby przestępstwem smakowym. Jeszcze większym przestępstwem, którego dopuszcza się wielu obcokrajowców jest jedzenie bibimbapu przed wymieszaniem składników, a jeżeli będziecie go jeść pałeczkami a nie łyżką, zostaniecie uznani za zwykłego turystę, który nie ma większego pojęcia „co z czym i jak”. 

Wersji tej potrawy można spotkać setki i choć Wikipedia opisuje ją jako potrawę mięsną z dodatkiem pokrojonej drobno wołowiny, zapewniam Was, że dużo łatwiej jest dostać jej bezmięsną wersję. Dlatego klasyfikuję ją jak potrawę wege. Bibimbap jest też dostępny w dwóch rodzajach misek: w metalowej misce albo tak zwanym — 뚝배기 ttukbaegi, glinianym naczyniu, które utrzymuje ciepło przez długi czas. Bibimbap jedzony z ttukbaegi nie stygnie łatwo, więc nie polecam go „potliwym”. Do bibimbapu dostaniesz kimchi, którego możesz się najeść do woli, ponieważ w Korei wszystkim przystawkom przysługuje dokładka. Te, co fajniejsze miejsca podają do potrawy jakiś rodzaj zupy (ja uwielbiam miyeokguk – zupę z glonów miyeok, w Polsce znanych jako wakame). 

2. 김밥 Gimbap 

Gimbap uznany byłby w Polsce za sushi, a dokładniej za rollsy – maki. W Korei jednak gimbap to gimbap, a sushi to sushi. Gimbap można znaleźć na każdym rogu ulicy, najczęściej w 김밥천국 Gimbapcheonguk, czyli dosłownie „gimbapowym raju” — knajpkach z tanim jedzeniem, lub w osobnych gimbapowniach (koszt jednej rolki to około 3,000~4000 won, 9~12zł).
Gimbap różni się od rollsów tym, że w jego skład wchodzą głównie warzywa, więc jest idealny dla wegetarian (oczywiście są też wersje z mięsem, więc warto porządnie przeskanować menu albo, w razie braku angielskojęzycznej wersji, po prostu zapytać). Jako dodatek dostaje się najczęściej kimchi i 단무지, czyli marynowaną i zabarwioną na żółto rzepę. Gimbap je się pałeczkami, po kawałku na raz i bez zanurzania w sosie sojowym (ja lubię położyć na kawałek gimbapa kimichi i chapnąć w całości). Jeżeli jecie we dwójkę to polecam zamówić dodatkowo 비빔면 bibimmyeon (zimny makaron na ostro, zazwyczaj bez mięsa, ewentualnie może być nim udekorowany) albo 떡볶이 tteokbeokki (ja je nazywam ryżowymi kopytkami z pikantnym sosem) – dla tych z ognistymi kubkami smakowymi. Dla tych mniej odważnych proponuję 갈비만두 galbimandu – mięsne pierożki.  

Uwaga: do wielu gimbapów dodają liścia perilla , który ma specyficzny zapach (ja go unikam, jak mogę), więc jeżeli się okaże, że Ci nie smakuje, to po prostu przy następnym zamówieniu poproś o gimbap bez 깻잎 ggaenip. 

3. 삼겹살 Samgyeopsal 

Samgyeopsal, tu już coś mocno mięsistego – koreańskie grillowanie. Sam samgyeopsal to nic innego jak boczek wieprzowy.

Możesz sobie od razu pomyśleć, że oznacza to dużo tłuszczu i mało mięsa? Niby tak, ale w całej kombinacji, w jakiej jest konsumowany, zapewniam, że to coś więcej niż zwały tłuszczu. Samgyeopsal czy też inny rodzaj mięsa, jaki można dostać w koreańskiej „grillowni”, smażysz sobie najczęściej sam (są miejsca, gdzie pomaga w tym personel). Najpierw kładziesz cały kawałek mięsa na grill, a po podsmażeniu go, tniesz nożyczkami na małe kawałeczki. Tak podsmażony kawałek mięsa maczamy w sosie 쌈장 ssamjang (쌈 oznacza zawijanie, czyli jest to „sos do zawijania”), kładziemy na liściu sałaty, dodajemy według uznania: kimchi (można podsmażyć na krawędziach grilla), podsmażony lub surowy czosnek, inną zieleninkę, która znajduje się na stole (opcjonalnie ryż) i takie całe zawiniątko wkładamy na raz do ust (przestępstwem jest je przegryzać!). Do mięska powinni Wam podać 된장찌개 doenjangjjige (zupę ze sfermentowanej fasoli, najczęściej na bazie małży, ale może być z dodatkiem mięsa), która zazwyczaj wjeżdża na stół jedną miską i może budzić kontrowersje. W Korei to normalne, że je się całą bandą z jednej miski i mimo że po Covidzie może się sporo zmienić, ostrzegam na zapas (zawsze można sobie domówić kolejną porcję). Polecam zamówić dodatkowo 계란찜 gyeranjjim, czyli jajko spieniane na parze. Przy zamawianiu trzeba zwrócić uwagę na to, że cena za około 150~200g mięsa jest ceną od osoby i zamówienie należy złożyć według liczby osób siedzących przy stole. 

4. 삼계탕 Samgyetang 
 

Samgyetang to jedna z potraw leczniczych, czyli takich, które poleca się na osłabienie organizmu. Nic dziwnego, bo to prawdziwa bomba odżywcza – cały kurczak zatopiony w wywarze zrobionym na bazie składników koreańskiej medycyny naturalnej, takich jak żeń-szeń, jujuba, imbir. Kurczak nadziewany jest kleistym ryżem, a częstym dodatkiem do potrawy jest 인삼주 insam-ju, czyli żeńszeniowa wódeczka serwowana przed posiłkiem. Samgyetang podawana jest w wyżej wymienionym ttukbaegi, więc trzeba uważać, żeby na starcie nie oparzyć sobie podniebienia. W Korei wierzy się, że gorąc zwalcza się gorącem, dlatego zupa ta jest szczególnie popularna w najgorętsze dni roku (초복 chobok , 중복 jungbok , 말복 malbok ), które mają wyznaczone osobno daty w kalendarzu księżycowym. Warto takich dni unikać, bo restauracje serwujące samgyetang są zatłoczone. 

5. 치맥 chimaek, czyli 치킨 chicken & 맥주 maekju (piwo) 

Kto nie spróbował koreańskiego smażonego kurczaka, nie może powiedzieć, że jadł prawdziwego smażonego kurczaka! Koreę możnaby było nawet nazwać krajem kurczaka. Jest to jeden z najukochańszych przysmaków Koreańczyków. Nic więc dziwnego, że „kurczakowni” w Korei jest prawie tyle, co kawiarni (a Korea to kraj 1001 Kawiarni). Większość z nich specjalizuje się w sprzedaży na wynos, ale jest też dużo miejsc, gdzie można usiąść z kurczakiem i kuflem piwa. Jeżeli myślisz, że kurczak z KFC jest dobry, to tylko dlatego, że nie byłeś w Korei – kraju, gdzie największe gwiazdy telewizji stają się oficjalnymi twarzami marek „kurczakowych”. W Korei kurczak najlepiej smakuje zamówiony na dowóz podczas piknikowania nad rzeką Han (wtedy piwo należy nabyć wcześniej w jednym z pobliskich sklepików). Przy zamawianiu kurczaka ma się najczęściej opcję, żeby zamówić go „pół na pół” — najlepsze połączenie to pół kurczaka zwykłego panierowanego i pół tego w ostro-słodkim sosie, który wcale taki ostry nie jest (przy zamówieniu powiedz: 후라이드반양념반, czyt. huraidyban – jangnjomban). Do wyboru są wersje z kośćmi (cały kurczak w kawałakach) lub bez kości (białe mięsko). Do kurczaka podają pokrojoną w kosteczki marynowaną rzepę w zalewie – ma to zredukować uczucie tłustości podczas posiłku, na co Koreańczycy są bardzo wyczuleni (taką funkcję m.in. pełni też kimchi, a w koreańskich restauracjach z włoskim jedzeniem słodkie pikle podawane do spaghetti). Kolejna forma smażonego kurczaka, która jest czystą przyjemnością dla podniebienia to 닭강정 dakgangjeong – mięso z kurczaka (bez kości) panierowane, głęboko smażone i dodatkowo podsmażane na gorącym blacie z różnego rodzaju sosami. Dakgangjeong sprzedają tylko na wynos, najczęściej na targach albo w budkach z ulicznym jedzeniem.  
 
Jesteście ciekawi kolejnych koreańskich przysmaków? Ponieważ zaśliniłam się przy pisaniu i pora, żebym wrzuciła coś na ząb, zakończę dzisiejsze bazgrolenie na kurczaku, a resztę potraw opiszę w kolejnym poście. Wam też życzę smacznego! 🙂

6 myśli na temat “10 koreańskich potraw, za które Twoje podniebienie Ci podziękuje (część pierwsza)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s