Opowiadanie: Pomiędzy wierszami


Pomiędzy wierszami 


– Auć! – zajęczał z bólu. 

Uderzył młotkiem w gwoździa z tak dużą mocą, że kciuk go podtrzymujący został przygnieciony przez jego główkę, powodując pęknięcie skóry. Świeża krew spływała po opuszku palca niczym krople deszczu mknące teraz jedna za drugą po oknach jego kawiarenki. No tak, potrzebuję czegoś, co mnie postawi na nogi. Kto w taką pogodę zabiera się za robotę bez kubka kawy? Młody mężczyzna zwalał swoje potknięcie na warunki atmosferyczne.  

Wbijanie wszelkich kołków było dla niego przecież chlebem powszednim. Chlebem o zapachu drewnianych wiórów. Zapach ten unosił się także w tym małym pomieszczeniu – drzwi na zaplecze prowadziły do pracowni stolarskiej.  

– To może poczekać – powiedział do siebie, odkładając na bok przedmiot przypominający zaokrągloną deskę do krojenia. Na ciemnym tle drewna orzecha włoskiego barwna żywica rozlana była na kształt czegoś, co przywodziło na myśl lazurowe morze z kłębiącymi się białymi falami – dekoracja z raisin art1, o którą poprosił przyjaciółkę mającą warsztat na tej samej ulicy. Miało to dodać nieco nadmorskiego klimatu temu małemu wnętrzu. Ponieważ przecznicę dalej znajdowała się plaża Sokcho2, stwierdził, że połączenie jego kunsztu z fachem znajomej może przynieść im dodatkowy zarobek.  

Z szuflady kawiarnianej komody wyciągnął różowy plaster z postacią Apeach3 — coś, w co zwykła go zaopatrywać jego ex: słodkie opatrunki, różowe majtki i krzykliwe skarpetki. Teraz został po niej tylko ten mały lepki skrawek.  

Wyssał nadmiar krwi i zrobił sobie opatrunek, po czym uruchomił ekspres do kawy. Włączył też młynek, a zapach świeżo zmielonych ziaren zaczął natychmiast unosić się w powietrzu.  

Wtem usłyszał odgłos odsuwających się kawiarnianych drzwi. Nie był pewien, czy się nie przesłyszał, więc stał, nie odwracając się jeszcze przez pewną chwilę, aż stukot szyby w drewnianym obramowaniu się natężył i utwierdził go w przekonaniu, że nie śnił na jawie.  

– Kawiarnia jest jeszcze… – zaczął mówić, ale obracając głowę, zobaczył dziewczynę. Przekroczyła już próg, i ze sporych wielkości czarnym pakunkiem pod pachą, stała tak otrząsając się z deszczu. Położyła bagaż w kącie pod ścianą i oparła nad nim żółtą parasolkę.  

Czyżbym źle zawiesił znak? Pomyślał i zerknął na drewnianą tabliczkę wywieszoną na drzwiach. Jednak napis ‘otwarte’ skierowany był do środka, co wskazywałoby na to, że nie popełnił błędu.  

– Podwójne espresso – powiedziała, zanim jeszcze usiadła na jednym z dwóch taboretów przy ladzie. Były to jedyne miejsca siedzące.  

– W menu nie… 

– Ale ma pan ekspres do kawy, prawda? – rzuciła znaczące spojrzenie w kierunku maszyny. – Więc nie powinno być problemu ze zrobieniem espresso. 

Zrobił wielkie oczy. Nie dość, że była intruzem, to jeszcze zdawała się czuć tutaj jak u siebie. Jej uroda powstrzymywała go przed powiedzeniem czegoś dosadnego. Klient to przecież nasz pan. Tłumaczył sobie swoją łagodność w stosunku do niej w myślach.  

– Acha. No dobrze, ale nie mamy kubków do espresso. Podam pani w kubku do cappuccino – odpowiedział. 

Będąc tyłem do niej, nasypał zmieloną kawę do metalowego filtra, uderzając z hukiem o blat. Jak mógłbym wyprosić taką laskę? To by dopiero było nieludzkie. Jeszcze w taką ulewę. Nie zdążył się przyjrzeć jej twarzy, ale nad wyraz głęboki dekolt wołał do niego przekonującym: zostańmy tu na moment razem! 

W tle dało się słyszeć dźwięk kropli kapiących z parasolki na foliowe opakowanie, które okrywało zawartość czegoś, co przyniosła ze sobą.  

Zaleje mi całą drewnianą podłogę. A jeżeli nie jest ładna? Czy ta cała krzątanina ma w ogóle jakikolwiek sens? Pomyślał zupełnie jakby ta wizyta, miała się zakończyć śniadaniem podanym do łóżka, a nie miał w zwyczaju sypiania ze swoimi klientkami, mimo że jego lokal przyciągał wiele kobiet niekoniecznie z ‘kawowych powodów’. Niektóre zostawiały swoje numery telefonów, przypinając je do tablicy, na której można było przechowywać karty klienta z uzbieranymi pieczątkami.  

Może to przez ten poranny wypadek i plaster, który przypominał mu o byłym związku, który zakończył się przed dwoma laty. Może to zwykły samczy instynkt, a może ten, przesiąkający jego duszę nostalgią deszcz, ale nagle poczuł się samotny i jej towarzystwo nie drażniło go tak bardzo, jak powinno, biorąc szczególnie pod uwagę jej bezczelne zachowanie.  

Czarny napój ściekał prosto do białego kubka, a on tymczasem sięgnął po iPhona, postanawiając puścić muzykę. Jak otwarte to otwarte. Streaming ‘Rainy Jazz’ zaczął przygrywać w tle. 

– Proszę. – Podał jej kubek i kątem oka zaczął się jej przyglądać. 

Miała długie nieco falowane, naturalne włosy, które oplatały jej niewielkich rozmiarów głowę. Make-up, który nosiła na sobie, nie tworzył wrażenia, że jej twarz jest w innym odcieniu od szyi, lecz porcelanowo beżowa cera spływała jakby z czubka jej czoła aż po samą szparkę w dekolcie. Była idealnie ładna z gęstymi rzęsami, kształtnym nosem i lekko różowymi ustami, którymi właśnie oplatała krawędź kubka, wdychając aromat trunku. Miała zamknięte oczy. Tworzyło to dla niego okazję na powędrowanie wzrokiem po niej nawet niżej. Cienki sweter w lawendowym odcieniu wycięty w głęboki serek osuwał jej teraz z jednego ramienia, ujawniając białe ramiączko jej stanika, które prowadziło do koronki wychylającej się nieśmiało spoza a kryjącej jej pełne piersi.  

Barista przełknął ślinę. 

– Zapach gorzkiej kawy, potrafi przypominać o słodkich niewinnych wspomnieniach pierwszej miłości… – powiedziała nagle, otwierając oczy i kierując wzrok przed siebie.  

– Słucham? – zapytał wybity z zamyślenia. Zrozumiał, co powiedziała, ale nie był pewien czy mówi do niego.  

– Ach nic. Po prostu mówiłam do siebie.  

– Acha – odpowiedział. Przypomniało mu się, że potrzebuje kawy na przebudzenie. – Czy będzie miała pani coś przeciwko jeżeli też zrobię sobie kawę? Nie miałem jeszcze okazji się napić.  

– Ależ skąd. Czy wyglądam na taką, której mogłoby to przeszkadzać? – Podniosła na niego wzrok. W jej głosie była pewność, ale jej źrenice drgały. 

Po tak nagłym wparowaniu tutaj i bezprecedensowym zamówieniu — owszem. Pomyślał, nie wiedząc, czego można się po niej znowu spodziewać.  

– Nie wygląda, pani.  

– Nie miałam innego wyjścia, jak skryć się przed deszczem tutaj. Jestem zbyt przywiązana do swoich butów, a wszystko jest jeszcze zamknięte – powiedziała do mężczyzny odwróconego do niej plecami. 

Chciał powiedzieć: tutaj też jest zamknięte, ale ugryzł się w język.  

– Muszą być drogie? – zapytał. 

– Nie, raczej niosą ze sobą wiele wspomnień.  

– W takim razie, te wspomnienia muszą być drogie. 

– Tak, to się akurat zgadza. To wspomnienia jeszcze ze studiów. Niby tak bliskie, a już tak odległe. Jak ten czas leci… – Westchnęła. 

– Czyli już po studiach? Powiedziałbym, że pani cały czas studiuje. Wygląda pani młodo – skomplementował ją, ale miał to w zwyczaju także wobec innych klientek. Tym razem był jednak zupełnie szczery. 

– Co mi po tym? – Przełknęła powoli powietrze po raz kolejny. – A pan też skończył uniwersytet? – zadała dość bezpośrednie pytanie. 

Stanął za ladą z kubkiem ciepłego americano w ręku. 

– Tak, ja też jestem po studiach. Studiowałem w Seulu, potem wróciłem w swoje rodzinne strony – odpowiedział. 

– Seul był zbyt przytłaczający?  

– Nie sam Seul, a bardziej praca, która nie spełniła moich oczekiwań.  

– A co było z nią nie tak? – dziewczyna zadała kolejne pytanie na skraju granicy grzeczności. 

– Skończyłem studia graficzne i myślałem, że będzie to bardziej kreatywna praca, ale jak się okazało, byłem tylko ołówkiem w cudzych rękach. 

– O, czyli pan też jest po studiach artystycznych? – Uniosła na niego wzrok, zatrzymując na chwilę dłużej. 

– Tak, a pani też? 

– Ja skończyłam malarstwo. – Napiła się kawy. – Też w Seulu – dodała. 

– O, a mogę zapytać, gdzie?  

Na pierwszy rzut oka nie wyglądała dla niego na turystkę i nawet wydała mu się znajoma z widzenia, więc nie posądzał ją o to, że jest ze stolicy. 

– Na Uniwersytecie Hongik4. – Wzięła kolejnego łyczka. 

– No, co pani mówi? Przecież ja też tam studiowałem. – Z podekscytowania tym faktem uderzył dłonią o blat. Musiał przyznać, że ucieszył się tym, że coś ich łączy.  

– Ha, ha. Cóż za zbieg okoliczności, sonbaenim5. – Uśmiechnęła się.  

– Skąd pani wie, że jestem starszy. Czy aż tak to po mnie widać? – Postawił na lekko zaczepny ton, żeby zmniejszyć poczucie dystansu. 

– Czy nie mówimy ‘oppa6’ do każdego mężczyzny, który odniósł sukces? – odpowiedziała z tą samą nutą w głosie. 

– Sukces to pojęcie względne. Jeżeli stała grupa klientów i spełnienie zawodowe oznaczają sukces, to chyba faktycznie można mnie tak określić. – Kąciki jego ust uniosły się w wyrazie satysfakcji. – Jaki był numer pani roku na studiach? 

Jej grymas też wydawał się teraz pogodniejszy. Trzymała kubek obydwiema dłońmi, patrząc się wciąż na wprost. 

– Rocznik 137.  

– To możliwe, że się nawet minęliśmy na kampusie. Ja jestem z rocznika 10. 

Zamyślił się na chwilę. 

– Kiedy to oglądaliśmy wspólnie filmy, choć trzymał inną za rękę… – powiedziała półszeptem dziewczyna. 

– Słucham?  

– Ach nic. Po prostu mówiłam do siebie. 

Dziewczyna zaczynała go coraz bardziej intrygować. Jej wygląd przemówił już do niego na samym początku, teraz jej artystyczne usposobienie i te urywki jej myśli, w których zdawało się, że mówi wierszem, pociągały go w niewyjaśniony sposób. 

– Lubi pani kino? – Zaczerpnął wątek z jej wypowiedzi. 

– Tak, lubię.  

– Ja też. Na studiach byłem nawet w kółku filmowym. Zwykliśmy robić sobie wieczory filmowe w ‘budynku naukowym’. – Tym razem to on zapatrzył się przed siebie. Nagle krople deszczu pełznące po szybach lokalu wydały mu się poruszać wstecz, przywołując stare wspomnienia. – Wyświetlaliśmy filmy na ścianie. Było nas sporo, więc część siedziała na ławkach, a część na podłodze. Najpierw obejrzeliśmy cały repertuar… 

– Park Chan Wook – powiedziała nagle. 

– Tak, Park Chan Wook. Skąd pani wiedziała? 

– Park Chan Wook, mój ulubiony reżyser – dodała. 

– Ha, ha. A już myślałam, że czyta mi pani w myślach. Zaczęliśmy właśnie od Park Chan Wook, potem Bong Joon Ho i tak dalej. Filmy spędzały nam sen z powiek.  

– Teraz to wszystko wydaje się snem przez mgłę, ale takim, który wyrył się w pamięci… 

– Słucham?  

– Ach, znowu musiałam zacząć mówić do siebie. – Uśmiechnęła się, podnosząc tylko jeden kącik ust. 

Było w tym wyrazie twarzy coś uwodzicielskiego. A może to jej włosy, które przy odwróceniu się lekko w przeciwną stronę opadły na jej gołe ramię i zakryły kawałek jej piersi. 

Przełknął ślinę. 

– Ale wie pani co? Ma to jakiś sens. Te wszystkie chwile są teraz jak klatki ze starego filmu — zamglone i nie wyraziste, jednak ciągle żywe. 

– Hmm… – Dziewczyna westchnęła. 

Mężczyzna usłyszał głos dobiegający z jej żołądka. Jego wzrok cały czas mimowolnie podążał w jej stronę. Kątem oka zauważył, jak łapie się za brzuch. Wiedział już, że nie może jej stąd tak po prostu wypuścić. Przez te kilkanaście minut rozmowy zdążyła skruszyć tę część jego zatwardziałego serca, która mówiła mu, żeby nie wdawał się w kolejne poważne związki. Teraz musiał złamać swoje twarde zasady i zapytać się jej o dane kontaktowe.  

Wyciągnął spod lady ciastko z orzechami makadamii. W ten sposób może uda mi się ją tutaj przetrzymać do obiadu. Moglibyśmy pójść razem na makaron gryczany z sashimi. Zadowolony z siebie przesunął talerzyk z ciastkiem pod jej nos. 

– Na koszt firmy.  

Dziewczyna, która właśnie opierała brodę o rękę podpartą na blacie, spojrzała raz na ciastko przed nią raz na baristę stojącego nad nią. 

– Niestety, podziękuję. Nie mogę nic jeść i nie mam apetytu – powiedziała. 

Chłopak sponurzał.  

– Nawet to jedno niewinne ciasteczko? – Próbował zmienić jej zdanie swoim urokiem osobistym.  

Spojrzał na różowy plaster na swoim palcu. To musiał być ostatni raz, kiedy mizdrzyłem się tak do kogoś.  

Dziewczyna pokiwała tylko przecząco głową. 

– Chyba nie chodzi o dietę, bo nie wygląda na to, żeby była tutaj potrzebna – powiedział. 

– Zgadza się to dieta. Jutro idę na ślub. 

– To cały czas jeszcze obowiązuje swatanie na ślubach? Już dawno nie byłem, ale pamiętam, że kumple też się stroili jak na własne wesele w nadziei, że spotkają na nim swoją drugą połówkę. Ha, ha. 

– To jest własne wesele – odpowiedziała, cały czas nie zmieniając pozycji. 

– Tak? Czyli mówi mi pani, że wychodzi jutro za mąż?  

– Zgadza się. 

Barista poczuł ukłucie w sercu. 

– Więc co tu pani robi dzień przed ślubem? Czy narzeczony jest z Sokcho? – zapytał niedowierzająco. 

– Nie, jest z Seulu. Ma dom w centrum Gangnam, jeździ najdroższym modelem Genesis. Jest około mojego wzrostu, trochę łysiejący, ale do ślubu zrobił sobie przeszczep włosów. – Wzięła kolejnego łyka kawy.  

Dopiero wtedy mężczyzna zauważył, że popija ją jakby niemal piła soju8 — za każdym razem robiąc zdegustowaną minę. Zastanawiało go, dlaczego wyjawiła nagle szczegóły, o które nawet ją nie pytano? Nie wiedział, co ma na to odpowiedzieć. Nie wyglądała jak, pełna oczekiwania na nową drogę życia, panna młoda.  

– Co tu pani robi dzień przed ślubem? – powtórzył pytanie. 

– To taka moja ostatnia panieńska wycieczka.  

– Acha… – Zatkało go. Ostatnie pół godziny wzbudziło w nim emocje, o których istnieniu już dawno zapomniał i kumulowało w nim uczucia, których być może jeszcze nie doświadczył. A nagle zdawało się zostać na siłę wycięte jak nieudana klatka z filmu. Nie wiedzieć czemu zrobiło mu się słabo, jakby chciał cofnąć stan swojego serca do stanu sprzed jej poznania, ale teraźniejszy stan nie dawał za wygraną.  

– Czy warto by było wtedy modlić się o śmiałość, zebrać w sobie ostatki odwagi. Nikt tego nie wie, a teraz już za późno… – wybełkotała znowu dziewczyna.  

– Słu… – nie dokończył pytania, orientując się, że znowu mówi pod nosem. – Nie wydajesz się szczęśliwa jak na kogoś, kogo ma jutro spotkać najpiękniejszy dzień w życiu – powiedział w końcu.  

– A czym jest szczęście? – Nagle podniosła na niego wzrok, opierając cały policzek o wnętrze swojej dłoni. 

Dopiero teraz miał szansę przyjrzeć się jej oczom, ale jej przeszywające spojrzenie go onieśmieliło. Zaczął nerwowo porządkować kubki na blacie. 

– Hmm… szczęście. Szczęście to też pojęcie względne… Czy nie jest to stan duszy? Swojego rodzaju spełnienie? Pokój? – przecierając kolejną szklankę, skierował wzrok znowu na nią. Patrzyła się na jego ręce. 

– Kto wie, może bycie panią domu przyniesie mi szczęście? Może codzienne zastawianie stołu do śniadania mojemu mężowi, wymyślanie nowych banchan9 i testowanie przepisów da mi spełnienie? A może stanę się jedną z tych, żyjących na utrzymaniu męża i chwalących się tym, jakimi są dobrymi połówkami i mamami, w głębi duszy zaś tłumiących głęboką depresję z powodu tego, z czego musiały zrezygnować? – mówiła z obojętnością w tonie. 

Mężczyzna mimowolnie wyobraził ją sobie w swojej kuchni. Był ranek, ona stała odwrócona plecami do niego w tym samym swetrze i tylko w swetrze, bez niczego pod spodem. On zaszedł ją od tyłu, obejmując jedną ręką w tali, drugą szukając jej piersi pod miękkim moherowym dekoltem. Pochylił się, wąchając jej włosy. Pachniały espresso.   

– Lepsze to niż życie w oneroom10 i chodzenie cały czas w tych samych butach, które przywołują tylko smutne wspomnienia – dodała.  

To go wyrwało z, niebędącego na miejscu, snu na jawie.  

– Kupię ci nowe buty – powiedział, nagle schodząc na nieformalny ton11.  

– Ha, ha. – Zaśmiała się pod nosem. Spojrzała na niego. – Dziękuję. To była przenośnia. Mam też inne buty. 

Dla niego ‘kupno butów’ to też była przenośnia. Forma wyznania, ale odpowiedział na jej reakcję tym samym — śmiechem. Jej wzrok go znowu speszył, choć tym razem zdążył na chwilę zagłębić się w jej spojrzeniu. Gdyby nie to, że miała być od jutra czyjąś żoną, czuł, że mógłby z tymi oczami zaznajomić się na dłużej. Miał pewność siebie w stosunkach męsko-damskich. Zerknął na jej dłonie. Nie ma pierścionka. Czyżby to był znak, że do dzisiaj jest wolna. Szansa, żeby ktoś ją odciągnął od ołtarza? Nagle nawiedziły go setki myśli. Czy ten wyzywający dekolt ma coś sugerować? Noc ze mną na pewno sprawiłaby, że wyrobiłaby sobie nowe pojęcie szczęścia. 

– Nie masz pierścionka? – zapytał, nie tracąc czasu na formy grzecznościowe i burząc dystans po najkrótszej linii oporu. 

– Od jutra będę nosiła obrączkę aż do znudzenia.  

– Więc dzisiaj pozostaje dzisiaj, a od jutra zaczynasz nowe życie? – zapytał, żeby wybadać, czy idzie dobrym tropem. 

– Chyba można tak to ująć.  

W jego wnętrzu budowało się coraz to większe napięcie. Zrobiło mu się ciepło.  

– Nie masz nic przeciwko temu, żebym włączył klimę? – Był wrzesień i cieplejsze letnie dni już przeminęły. – Czyli zakładasz, że możesz skończyć w całkiem niezadawalającym stanie, wchodząc w to małżeństwo. – Torował sobie drogę. 

– Ale mogę równie dobrze skończyć jako ceniona artystka, która dzięki wsparciu finansowemu męża mogła sięgnąć po swoje marzenia. Tego scenariusza się trzymam.  

Teraz chłopak był zdezorientowany. To jesteś szczęśliwa czy nie? Chcesz tego czy nie? Zaczęły w nim narastać negatywne uczucia.  

– To tylko wiersz na pożegnanie, żeby nie wracać myślami do przeszłości… – powiedziała przyciszonym głosem. 

– Słucham?! – Tym razem jego ton był podniesiony, lekko zaprawiony podirytowaniem. 

Od dawna miał problem z zaburzeniami kontroli złości, kiedy nie mógł dostać tego, co chciał. Spojrzał znów na różowy plaster na jego palcu. Zagryzł zęby. 

– Ach nic. Po prostu… 

– Tak wiem. Po prostu mówiłaś do siebie – przerwał jej w połowie, siląc się na uśmiech. Liczył, że szanse nie są jeszcze zaprzepaszczone.  

Dziewczyna była spokojna, zupełnie jakby nie była zdziwiona jego reakcją, ale jej oczy wydały mu się szkliste.  

Weź się w garść. Być może to miłość twojego życia, a ty nie możesz nawet na ten krótki czas pohamować emocji, które niszczyły kolejne związki w twoim życiu? Zacisnął pięść. Potrzebuję chwili, żeby ochłonąć.  
– Poczekaj chwilkę, skorzystam tylko z toalety – powiedział. 

Nie mówiąc nic, skinęła tylko głową.  

Podświadomie czuł, że to przypadkowe spotkanie mogło być punktem zwrotnym w jego życiu. Chciał się zmienić teraz dla niej — nieznajomej, która przez zaledwie godzinę ich rozmowy miotała jego uczuciami, niczym niesionymi przez porywisty wiatr — na wszystkie strony. Wziął kilka głębokich wdechów, przeglądnął się w lustrze, żeby podbudować pewność siebie. 

Za płócienną zasłoną oddzielającą część roboczą od kawiarni słychać było cały czas kojące dźwięki jazzu i stukot kropli deszczu obijających się o witrynę.  

Kawiarnię zastał pustą. Drzwi wejściowe były lekko odsunięte, wpuszczając do wnętrza ulewę, która łączyła się z istniejącą już kałużą, która została po parasolu. Najpierw instynktownie zerknął do jej kubka. Kawa była prawie nieruszona. Czemu więc zamówiła espresso? Pomyślał. 

Podszedł do drzwi, żeby ją zawrócić, ale mimo że narażając się na zmoknięcie, wychylił się, dziewczyny nie było w zasięgu jego pola widzenia.  

Wąska uliczka tonęła w strugach deszczu, a woda wzbierała niebezpiecznie pod sam próg. 

O co tu chodzi? Może zaraz wróci? I wtedy zobaczył obraz zawieszony na gwoździu, który kilka godzin temu nabawił go skaleczenia. Przedstawiał parę siedzącą tyłem — dziewczyna z głową opartą o ramię partnera oraz małą postać w rogu, która stała za projektorem — dziewczyna z włosami sięgającymi jej do pasa. Sięgnął po obraz, żeby przyjrzeć się jej z bliska, gdy coś zza niego wypadło prosto pod jego stopy. Na małej karteczce zgiętej wpół widniało:  

To tylko wiersz na pożegnanie, żeby nie wracać myślami do przeszłości. Do Deong Seok sonbaenim. 

Nogi zrobiły się u niego jak z waty. Z przykucniętej pozycji, w której czytał liścik, przysiadł na podłodze, opierając łokcie o kolana.  

Kątem prawego oka zauważył coś pod krzesłem, na którym jeszcze kilka minut temu siedziała dziewczyna. Były to jej przemoknięte zamszowe mokasyny.  


1 Raisin art – w dosłownym tłumaczeniu ‘sztuka żywicy’. Sztuka z wykorzystaniem syntetycznej żywicy. 

2 Sokcho – nadmorskie turystyczne miasteczko nad wschodnim wybrzeżem Korei Południowej. 

3 Apeach – Jedna z postaci koreańskiego komiksu Kakao Friends, wzorowana na owocu brzoskwini, w różowym kolorze. 

4 Uniwersytet Hongik – najbardziej prestiżowy uniwersytet artystyczny w Korei, z głównym kampusem w Seulu. 

5 Sonbaenim – grzecznościowe zawołanie na osobę starszą rocznikiem, na studiach.  

6 Oppa – starszy brat po koreańsku, lub zawołanie na starszego od siebie mężczyznę w wypadku kobiety. 

7 Sposób w jaki mówi się w Korei o roku rozpoczęcia studiów to dwie pierwsze cyfry numeru studenta na uniwersytecie, będące też ostatnimi cyframi danego roku.  

8 Soju – koreański bezbarwny trunek alkoholowy produkowany głównie na bazie ryżu. Przeciętne soju zawiera ok 16% alkoholu. 

9 Banchan – przystawki do ryżu. 

10 Oneroom – koreańskie określenie na kawalerkę. 

11 W Korei używa się formy grzecznościowej w stosunku do nowo poznanych osób nawet jeżeli wydają się być podobne wiekiem.  

Moje spotkanie z syreną – czyli rozmowa z haenyeo


W lipcu miałam okazję spędzić dwa tygodnie na wyspie Jeju w ramach programu Digital Nomad, który sponsorował mi hotel i zaprosił do uczestniczenia w kilku atrakcjach turystycznych. Pierwszą z nich i tą, która najbardziej mi zapadła w pamięci była poniższa przygoda, ponieważ dała mi w końcu okazję do rozmowy z prawdziwą haenyeo. Dzielę się z Wami krótkim “wywiadem”, jaki przeprowadziłam z tą dzielną kobietą morza 🧜‍♀️

Na początku rozmowy
W motorówce, w drodze powrotnej

Haenyeo Yeong Ja Cheon (천영자), wiek około 70 lat 

Seniorka haenyeo Yeong Ja Cheong zaczęła połowy w wieku 19 lat. Teraz ma już za sobą ponad pięćdziesięcioletni staż w zawodzie.  

Spotkałyśmy się na wyspie 형제섬, Hyeongje-seom (Braterska Wyspa) – jednej z wysepek na wybrzeżu wyspy Jeju. Siedząc na plaży w daszku z dużym rondem w kolorze fuksji, chroniącym jej twarz przed słońcem, czekała na nas – turystów podekscytowanych na myśl, że za chwilę będziemy mogli zobaczyć życie pod taflą wody – coś co dla niej było więcej niż powszedniością. Choć nie była ubrana w swój skafander, ja, od razu dostrzegłam w niej haenyeo – jej oczy emanowały nieopisanym smutkiem i bólem, głębokie jak ocean, kryjące w sobie tysiące podwodnych wspomnień.  

  • Jest Pani haenyeo, prawda? – zapytałam jak tylko udało mi się zejść z pontonu. 
  • Tak – opowiedziała na odczepnego.  

Ale mnie przestało już interesować pływanie z rurką i zamiast z resztą ekipy stać i przysłuchiwać się instrukcjom przed nurkowaniem, postanowiłam spędzić trochę czasu z osobą, która mnie fascynowała. 

Nie pamiętam dokładnego przebiegu naszej rozmowy, ale czułam, że babcia haenyeo o imieniu Yeong Ja powoli otwiera przede mną serce. 

  • Ciężko Pani, czyż nie? – zagaiłam rozmowę. 
  • Ciężko, ciężko, już nie mam siły, dlatego wolę sobie popracować tutaj – odpowiedziała. 
  • Nie dziwię się, przecież wstrzymują panie oddech ponad granicę ludzkiej wytrzymałości. Są panie jak syreny – powiedziałam, dotykając jej ramienia w geście pokrzepienia. 

Uśmiechnęła się lekko.  

  • A po wynurzeniu się wydają panie piękne delfinie dźwięki – dodałam. 
  • Sumbisori. Ahoj-ahoj. Tak robimy po wypłynięciu, jak wydychamy długo powietrze z płuc – zademonstrowała haenyeo. 
  • No właśnie. To niesamowite! – powiedziałam. – A na jak długo potrafi Pani wstrzymać oddech? 
  • Jak byłam w formie to nawet do trzech minut – odparła. 
  • Ale jak to w ogóle możliwe? – Było to pytanie, które mnie najbardziej ciekawiło. 
  • Oj tam, człowiek nie może nie oddychać przez tyle czasu. Trzeba oddech połykać i przedłużać. 

 Pokazałam mi jak to robi. 

  • Naprawdę? Nie miałam pojęcia, że istnieje taki sposób! – odpowiedziałam zachwycona [czyżby to oznaczało, że ja też mogę wstrzymać oddech na dłużej niż 20sekund!?] 
  • To taki sekret – uśmiechnęła się. 
  • To z pewnością widziała też Pani delfiny!  
  • Często pływamy między delfinami. One lubią ludzi. Jak się do mnie zbliżają, to podkulają płetwy, tak żeby mnie nie skrzywdzić. I patrzą tymi swoimi wielkimi oczami – powiedziała wprawiona już w lepszy humor. 
  • Łał, to musi być dopiero przeżycie! – Nagle zachciałam być haenyeo. – Czy teraz nie ma sezonu ochrony słuchotek? – zadałam kolejne pytanie z mojej listy faktów do sprawdzenia. 
  • Teraz jest sezon ochrony ślimaków morskich, od czerwca do sierpnia. Słuchotki są chronione od października do grudnia – odpowiedziała. – W tym roku był taki urodzaj ślimaków morskich w sezonie, że łowiłam nawet po sto kilogramów dziennie – dodała dumnie. 
  • Łał, aż sto kilogramów? To niebywałe! 
  • Ale ślimak morski już coraz tańszy…tym bardziej, że granice handlowe z Japonią są teraz zamknięte. Więc nie ma lekko – powiedziała zmartwiona. 
  • Rozumiem…I sprzedają to panie od razu? 
  • Przechowujemy do dwóch dni w morskich spiżarniach i potem sprzedajemy – powiedziała. – A ostatnio widziałam nawet młode rekina młota. Pracuję już w zawodzie pięćdziesiąt lat, ale to był mój pierwszy raz. I tylko pomyśleć, że gdzieś tam musi być jego mama – dodała z trwogą, ale i z ekscytacją w głosie.  
  • Ojej. Słyszałam, że przez globalne ocieplenie pojawia się tu wiele egzotycznych gatunków, ale że rekiny już się pojawiły! Nie bała się, Pani? 
  • Bałam się. W głębinach morza jest wiele takich momentów. To ciężka praca, dlatego jest już nas coraz mniej. Ale kiedyś to jeszcze pracowało się na polu, potem sprzedawało na targu owoce morza, wychowywało dzieci…  
  • Ach… Słyszałam, że kiedyś, to było nawet ciężej. Potrzeba więcej młodych haenyeo. A ile haenyeo jest w Pani oddziale?  
  • Było nas dziewięćdziesiąt. Teraz zostało tylko trzydzieści. I tam jesteśmy też podzielone na drużyny. 
  • To jak często Pani pracuje? Z tego co wiem to haenyeo pracują przeciętniej około 10 dni w miesiącu. Zgadza się? 
  • U nas tylko około 5-6, bo drużyny wypływają w morze na zmianę. Dlatego pracuję też tutaj dorywczo. 
  • Ponoć morze latem potrafi być zimniejsze niż to zimą. To prawda? 
  • Temperatura morza spóźnia się o jedną porę roku. Teraz jest jeszcze zimne, dlatego zawsze mamy kombinezony. Na lato 2mm, zimą 5mm, a na resztę roku 3mm. 
  • Duszno w tych kombinezonach jak w saunie? 
  • Tak, haha.  
  • Dostają panie na te stroje dofinansowanie? 
  • Jest tutaj takie dofinansowanie rządowe, ale wyrządza więcej szkody niż dobra. Jeżeli ma się ponad 70 lat i jest się czynną zawodowo, dostajemy 100,000 won (około 300zł), jeżeli ma się ponad 80 lat to dwa razy tyle. I przez to wiele babć naraża swoje życie. 
  • Ach… nie powinno tak być. Są panie wpisane na listę UNESCO, a cały czas nie zapewniają paniom żadnych emerytur? Powinni raczej dawać wsparcie tym już nieczynnym zawodowo, a nie zachęcać do pracy w tak zaawansowanym wieku. 
  • No właśnie. A babcie chcąc dostać dodatkowy grosz potem tracą życie. Ostatnio znowu doszły nas słuchy o tym, że jedna z nas utonęła. – Westchnęła ciężko. 

Przytuliłam ją.  

  • Jest Pani dzielną kobietą. Jestem godna podziwu. Sama bym chciała spróbować swoich sił jako haenyeo, ale nie mam odwagi. 
  • Jak masz jakieś pytania, to dam ci mój numer, pytaj. Byłam kiedyś w telewizji w programie “Ciężki zawód” i jeszcze jakimś innym. Wtedy byłam jeszcze najwyższa rangą, przewodziłam haenyo w naszej drużynie. Poza tym inne babcie mówią dialektem i potem nikt ich nie rozumie. Ale ja już nie chcę żadnych wywiadów. No chyba, że ciebie coś interesuje, to pytaj.  

Powiedziała, a ja się wzruszyłam. Chwila cierpliwości i ciepła sprawiła, że znalazłam swoją haenyeo mentorkę. 

  • Ma Pani taką ładną skórę i nie jest Pani opalona. Jak to możliwe? 
  • Smaruje się Isa Knox. Wypróbowałam już chyba wszystkie kremy z filtrem, ale ten jest najlepszy. 
  • To musi Pani koniecznie wystąpić jako modelka w ich reklamie. To by dopiero było wiarygodne. 
  • Chciałabym! – Śmiała się. 

Po chwili snorklingu wyszłam na brzeg, ale przy ściąganiu gogli słona woda napłynęła mi do oczu. Babcia Yeong Ja wytarła mi oczy ręcznikiem zawieszonym przez jej ramię.  

Całe doświadczenie zakończyło się wspólnym prysznicem w szatni haenyeo, przypominającej koreańskie tradycyjne sauny – wykafelkowana balia z wodą pośrodku, nisko osadzone prysznice dookoła. 

Może na pierwszą polską haenyeo nie koniecznie się nadam, ale ten krótki czas utwierdził mnie w moich celach i zbudował pomiędzy mną a starszą haenyeo małą więź, którą mam zamiar pielęgnować 💙