연락처

ARTYKUŁ W THE KOREA TIMES


Miałam wielki zaszczyt dać wywiad do jednej z największych gazet w Korei – The Korea Times 🙂 Tłumaczenie zamieszczam poniżej.

Polska powieść „Koreańska Syrena” opowiada współczesną fikcję o haenyeo

Oliwia In, Polka, która od ponad 12 lat mieszka w Korei, ma w planach wydać swoją pierwszą książkę pt. „Koreańska Syrena” w swoim ojczystym kraju.

In zaczęła studiować historię sztuki i studia koreanistyczne w Warszawie, dostała stypendium rządu Korei przyjeżdżając tu, żeby studiować modę na Uniwersytecie Yonsei.

Zakochała się w turystycznym raju położonym na południu Korei – wyspie Jeju i nawet wzięła na niej ślub w 2016 roku. To wtedy pierwszy raz zobaczyła nurkującą haenyeo (kobietę morza) i ten widok ją zafascynował.

„Haenyeo nurkują bez żadnej aparatury do oddychania i zostają pod wodą długie minuty – od razu skojarzyły mi się z mitologicznymi syrenami”, powiedziała In. „Mogłyby przecież używać sprzętu do nurkowania, ale to bez niego wydają się być nawet bliższe naturze. Dla mnie wydają się być jakimiś fantastycznymi morskimi stworzeniami”.

Jako osoba po kierunku modowym In zainteresowała się także unikatowym ubiorem haenyeo.

„Mulsojungi (dawny ubiór haenyeo zasłaniający talię i klatkę piersiową, wiązany po boku) był prosty, ale zrobił na mnie wrażenie. Zaintrygowało mnie, że nosiły go na długie połowy nawet podczas zimy. Wyobrażałam sobie tylko jak bardzo mogło być im zimno. To ich poświęcenie dla rodziny wzbudziło mój podziw”, powiedziała In.

In sama przymierzyła dawny kostium haenyeo jako część swojego badania i żeby doświadczyć chociaż trochę tego, co mogły czuć kobiety morza.

„Ubierając go zauważyłam podobieństwo do hanboku (tradycyjnego stroju koreańskiego), ponieważ dawny strój składał się z wysokich spodni i bluzki na kształt jeogori. Nie mogłam sobie jednak wyobrazić połowów z dna oceanu w takim kostiumie.”

Styl życia haenyeo zainspirował ją do napisania fikcyjnej powieści, która tkwiła w jej głowie od lat.

Pracowałam dla dużej korporacji zajmującej się e-commerce, ale starałam się znaleźć czas na spisanie tego, co się zagnieździło w mojej głowie. Ta historia, która pojawiła się z nienacka skłoniła mnie w końcu do napisania książki. Mimo, że był to pierwszy raz, kiedy chwyciłam za pióro, czułam się naturalnie niemal jak ryba w wodzie”, powiedziała.

„Chciałam również wypromować zawód haenyeo przez tę książkę. Pomimo, że haenyeo zostały wpisane na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO, zawód jest na skraju wyginięcia przez postępujący wiek czynnych zawodowo haenyeo. Jeżeli coraz więcej osób zainteresuje się haenyeo, może znajdzie się więcej chętnych do zawodu, nawet wśród obcokrajowców”.

Książka opowiada historię młodej haenyeo zwanej Hemi, która odziedziczyła zawód po matce i babci.

„Bohaterka troszczy się o naturę, wyławiając odpadki podczas swoich połowów. Pragnie także założyć szkołę haenyeo, żeby podtrzymać tradycję i zawód. Męski bohater Minho jest młodzieńcem, który wyjeżdża na wyspę, żeby zastanowić się nad swoją przyszłością i w końcu zakochuje się w Hemi”, wyjaśnia In.

„Minho po zobaczeniu nurkującej Hemi nazywa ją syreną. Stąd syrena w tytule książki”

Koreańską syreną książka została nazwana ze względu na popularność Korei i hallyu w Polsce.

Język polski jest moim rodzimym językiem, dlatego chciałam się podzielić informacjami o Korei z Polakami, tym bardziej, że w Polsce wzrosło zainteresowanie Koreą. Dlatego starałam się zawrzeć w książce jak najwięcej informacji z koreańskiej kultury, wyjaśniając pojęcia jak banchan czy kimchi, itp.”, wyjaśnia In.

Książka jest właśnie drukowana w Polsce i powinna być w sprzedaży pod koniec lutego.

„Jeżeli książka spodoba się polskim czytelnikom, chciałabym wydać też angielsko-języczną wersję. Kto wie może kiedyś uda się na jej podstawie nakręcić dramę (koreański serial) albo namalować webtoon. Mogę mieć przecież wygórowane marzenia”.

In zaczęła także blogować o haenyeo i Korei w zeszłym roku.

Także w ten sposób chciałam się podzielić tym, co wiem na temat haenyeo z Polakami. Zaczęłam od ogólnych informacji na temat haenyeo, kontynuując o ich historii i ubiorze. Podzieliłam się także moim spojrzeniem na haenyeo jako na eko-feministki oraz publikowałam moje wiersze z ilustracjami”, powiedziała.

Chciałabym kontynuować blogowanie o haenyeo, jak również o Korei i jej kulturze – języku, jedzeniu czy atrakcjach turystycznych, które warto odwiedzić, kiedy w końcu otworzą się granice na nowo. 😊

Przepis na koreańską zupę-gulasz z kimchi, czyli kimchi jjigae

Pamiętaj, miej przygotowane składniki albo najedz się na zapas, bo możesz się poważnie oślinić.

Po cały filmik z przepisem zapraszam na mój You Tube – Oliwia w Korei lub na sam dół 😉, a przepis pisany znajdziesz tu 👇

김치찌개

CZAS PRZYGOTOWANIA: około 20~30min.

STOPIEŃ TRUDNOŚCI: bułka z masłem

PORCJE: 2~3 

SKŁADNIKI:

  • puszka tuńczyka  
  • 200~300g tłustego mięsa wieprzowego pokrojonego w niedużą kosteczkę (jeżeli nie jadasz mięsa, zostań przy samym tuńczyku) 
  • 200~300g dobrze ukwaszonego kimchi  
  • 4 łyżki wody z kimchi  
  • pół cebuli pokrojonej w piórka  
  • 1~2 ząbki drobno posiekanego czosnku  
  • łyżeczka oleju sezamowego (opcjonalnie)  
  • 2 łyżki oleju  
  • 2 łyżki pasty gochujang  
  • łyżka pasty doenjang (pasty z soi)  
  • około łyżki cukru  
  • tofu (opcjonalnie) 
  • 500ml wody 

PRZEPIS:

Zaczynamy od podsmażania mięsa wieprzowego w głębokim rondelku lub garnku na rozgrzanym oleju (polecam dodać łyżeczkę oleju sezamowego do smaku, będzie bardziej aromatycznie!). – Jeżeli nie jecie mięsa zacznijcie od razu od podsmażania tuńczyka (ja wlewam całą puszkę łącznie z wodą). – Kiedy widzisz, że mięso się już ładnie podsmażyło, dodaj tuńczyka. Smaż jeszcze chwilkę (2min.) razem ciągle mieszając, żeby się nie przypaliło. Dodaj pastę gochujang i doenjang i cały czas podsmażaj mieszając. Dodaj cebulę i czosnek i mieszaj do momentu aż poczujesz, że wszystkie zapachy zaczną się ze sobą mieszać i tworzyć piękną kompozycję 😀 (mniam!). Teraz do akcji wkracza kimchi. Pamiętaj, że z nieukiszonego kimchi nie będzie dobrego kimchi jjigae. Nie ma takiej opcji… To jak robienie bigosu ze świeżo ukwaszonej kapusty – no po prostu nie! Potnij je uprzednio na nieduże kawałeczki (kąski) albo wrzuć do rondelka i potnij nożycami kuchennymi w koreańskim stylu 😉 Wymieszaj wszystko znowu razem i smaż około 1~2min. Dodaj wodę z kimchi, wymieszaj wszystko, zmniejsz ogień i gotuj około 5min. pod przykrywką, ale uważając, żeby się nie przypaliło. Jeżeli czujesz, że może Ci się przypalić, dodaj odrobinę wody! Kiedy wszystkie smaki połączą już się w idealną harmonię, dodaj pozostałą wodę. Gotuj pod przykryciem dodatkowe 5~10min. Na średnim ogniu. Po tym czasie dodajemy naszą tajną broń i mus w kuchni koreańskiej – cukier! Na szczęście poratuje nas łyżeczka 😉 Gotujemy jeszcze dodatkowe 5~10min. Wrzucamy pokrojone w kostkę lub w kochę tofu i przykrywamy jeszcze na chwilę garnek, żeby się tam zadomowiło. Przygotuj co najmniej jedną miskę ryżu na osobę i voilà! Smacznego! 맛있게 드세요, masike dysejo! 

Z kimchi jjigae jak z dobrym bigosem, na następny dzień smakuje nawet lepiej! Trzeba jednak pilnować, żeby tofu dodać już do miski, a nie do garnka, coby się nie zepsuło!

Jeżeli uwielbiacie kimchi i chcecie go w zupie więcej, to nie ma sprawy! Ostrość zupy bardziej niż na ilości kimchi opiera się na ilości gochujang i wody z kimchi. Możecie czarować z proporcjami. Jak dla mnie te są idealne i nie jest ona przesadnie ostra, taka akurat – 밥도둑, bap doduk – złodziej ryżu, czyli coś co skłania cię do zjedzenia kolejnej jego miski 😉  

ZAMÓW KSIĄŻKĘ KOREAŃSKA SYRENA

POWIEŚĆ O MIŁOŚCI, O SZUKANIU CELU W ŻYCIU, O MARZENIACH, Z KOREĄ W TLE


*kolorystyka może się różnić od ilustracji

STRESZCZENIE FABUŁY

Młoda poławiaczka małż Hemi, która żyje z bycia „kobietą morza”, zawodu utrzymującego niegdyś tysiące kobiet i ich rodziny na koreańskiej wyspie Jeju, a teraz będącym zawodem na wyginięciu, spotyka przystojnego chłopaka z seulskiego światka, ale z zagubionym sercem – Minho. Czy pomoże mu odnaleźć kierunek życia, czy może sama zgubi swój ster?

OPINIA RECENZENTA

Antoine de Saint-Exupéry powiedział kiedyś, że „Czytelnika nie można zniewalać, czytelnika się urzeka.” To mogę powiedzieć o tej książce. Emocje bohaterów, ich dobroć i autentyczność po prostu mnie urzekły. Uczucia Minho i Hemi były moimi uczuciami. Kiedy oni się śmiali, ja się śmiałam, kiedy oni płakali, ja także płakałam…

Czytelniczka Julia Niemiec

*Pozostałe recenzje i opinie o książce w komentarzach na dole strony. Zostaw i swój komentarz 😍


ZŁÓŻ ZAMÓWIENIE

  • po złożeniu zamówienia numer konta do uiszczenia zapłaty zostanie przesłany mailowo (nie jest to email wysyłany automatycznie, więc proszę o cierpliwość) 🙂
  • zamówienia będą realizowane stopniowo w kolejności wpłaty na konto i w zależności od ilości zamówień wysyłka może potrwać nawet do dwóch tygodni (szacowany czas wysyłki podam mailowo)

KOREAŃSKA SYRENA

okładka miękka, liczba stron: 304, wymiary: 148 x 210

wymiar naklejek: 150 x 150 (arkusz 9 naklejek)

UWAGA! Składając zamówienie zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych w celach wysyłkowych oraz księgowych przez Oliwię In.

Strój haenyeo


Z TOPLESS SYRENY W „PRO-NURKA” 

Kobiety morza – haenyeo nawet w dwudziestym pierwszym wieku wydają się być nieco do tyłu z czasem. Może i w strojach do nurkowania, za to w mogących się wydawać mało profesjonalnymi goglach, bez butli tlenowych – wiele im tak naprawdę brakuję do dobrze zaopatrzonych nurków. Jednak dawne kobiety morza miały dużo bardziej ekstremalne ubiory. Dzisiaj napiszę, jak na przestrzeni wieków ewoluował strój haenyeo . 

Niczym mityczne syreny – czasy „wolnych piersi” 

Jak wspominałam w pierwszym artykule o haenyeo (MÓW MI HAENYEO), pisano o nich już w 삼국사기 (Kronice trzech królestw) – najstarszym z zachowanych zabytków koreańskiego piśmiennictwa historiograficznego. W innych tekstach z okresu dynastii 조선 Joseon (czyt. dzioson), która trwała od 1392 do 1898 roku, można też odnaleźć sporo wzmianek o kobietach morza, a szczególnie o ich frywolnym ubiorze, a może raczej jego braku – erze wolnej piersi – haenyeo w wersji topless. Można wyczytać m.in.: „z jednej strony w błocie pięć kobiet nurków odrywa od skałek suchotki, a wszystkie one mają na sobie stroje do nurkowania zasłaniające ciało tylko do połowy” (z ilustrowanej dokumentacji wyprawy na Jeju – 탐라순력도 耽羅 巡歷圖, rok 1702). Tym strojem jaki zakładały, żeby osłonić dolną część ciała miała być zwykła bielizna. Korea jest krajem mocno konserwatywnym pod względem ubioru (zmieniło się wiele, ale nadal) i już sam mocno wycięty dekolt może budzić kontrowersje, ale jak widać wieki temu było inaczej. A może wyspa Jeju i jej mieszkańcy rządzili się innymi prawami, jak tubylcy z dżungli lasów Amazonii? Tego już nie wiadomo… Wiadomo jednak, że podobna – „przewiewna kultura” – towarzyszyła też haenyeo zza wschodniej granicy, z Japonii. Dokumentacji, nawet tych fotograficznych, o japońskich topless haenyeo można znaleźć już całkiem sporo. W każdym razie z nieokreślonych bliżej powodów (w dawnych tekstach są wzmianki o zakazie łowienia topless), kobiety morza musiały się w końcu zacząć zakrywać i tu pojawił się strój haenyeo. 

zdjęcie z roku 1913, http://www.hani.co.kr

Strój do pływania 물소중이 mulsojungi 

Od około 1930 roku haenyeo zaczęły nosić specjalny strój, przystosowany do połowów – 물소중이 mulsojungi (o tym, co było pomiędzy toplessem a mulsojungi nie wiadomo). Główną częścią stroju były krótkie spodnie z wysokim stanem, unoszące się ponad piersi i zapinane przez ramię na jedną szelkę. Wiązało się je wzdłuż jednego z boków na całej długości. Dodatkowo jako górną część zakładały koszulę z bufiastymi rękawami, przypominającą kształtem 저고리 jeogori (czyt. dziogori) od 한복 hanboku (tradycyjnego stroju koreańskiego). A na głowę wkładały 물수건 mulsugeon (dosłownie wodny ręcznik), który pełnił funkcję czepka. Zestaw ten był wykonany z tego, co się miało pod ręką – mogło to być prześcieradło, worek… Niby trochę lepiej, ale cały czas sporo nagości, nie mówiąc już o zerowych funkcjach ochronnych – czy to przed zimnem, czy przed poobijaniem się o skałki. Nie mniej jednak mulsojungi był uroczy i na stałe wpasował się w kulturę haenyeo, które do dzisiaj zakładają go do tradycyjnych tańców i innych występów. Sama miałam okazję przymierzyć tradycyjny strój haenyeo, a nawet mieć w nim sesję fotograficzną, z której jedno ze zdjęć umieszczam poniżej.  

zdjęcie i strój zrobione przez Little haenyeo

Boja haenyeo – 테왁 tewak (czyt. tełak) , do której przymocowane są sieci też z czasem ewoluowała z wydrążonej tykwy, w wypełnioną styropianem, najczęściej jaskrawo-pomarańczowej boję.  

Haenyeo jako nurek 

Około roku 1970 z Japonii na Jeju zaczęły napływać pianki do nurkowania. Rodziny haenyeo mieszkające za morzem, korzystając z dobrobytu, żyjącego wtedy na dużo wyższym poziomie, sąsiedniego państwa, przywiozły na Jeju coś, co miało być rewolucyjne. Wbrew pozorom nie wszystkie jednak haenyeo zareagowały pozytywnie na taką przemianę. Zżyte z naturą haenyeo od razu stwierdziły, że poprawienie ich warunków pracy może wywołać nadmierną eksploatację „matki morza” i nawet wzniosły protest. W końcu jednak poddały się trendom czasu i przyjęły skafander do nurkowania jako swój oficjalny uniform, w zamian wyznaczając ścisłe reguły dotyczące ich pracy – m.in. miesiące wolne od połowów określonych owoców morza. W ten sposób czas przebywania w morzu wydłużył się z około godziny do nawet siedmiu godzin. Wydawać by się mogło, że same plusy: ochrona przed wyziębnięciem organizmu, przed zadrapaniem, możliwość wyżycia z samego połownictwa (wcześniej kobiety musiały pracować dodatkowo na polu), ale taka wygoda przyniosła ze sobą listę dodatkowych chorób. Zapominając o wycieńczeniu organizmu i głodzie, haenyeo są narażone nie tylko na chorobę dekompresyjną powodowaną przez niskie ciśnienie, ale również na różne choroby układu pokarmowego i tym podobne.

Pianki haenyeo szyte są na miarę, uwzględniając ponoć nawet charakter właścicielki – dopasowane lub luźniejsze. Te co bardziej aktywne zawodowo haenyeo potrafią je wymieniać nawet dwa razy do roku. Poniżej znajdziecie zdjęcie współczesnej haenyeo i jedno ze zdjęć zrobionych przeze mnie przed szatnią haenyeo 😊 

Czy zaciekwiałyście/liście się już tematem kobiet morza? Może macie jakieś pytania? 😊 

„HAENYEO” SUKYEONG CHO

Szukając materiałów na nowe artykuły na YT, natrafiłam na poniższą piosenkę, skomponowaną i zaśpiewaną przez pewną młodą artystkę z samej wyspy Jeju.

Moją interpretację tekstu piosenki (troszeczkę ubarwiłam, żeby ładniej zabrzmiało po polsku) znajdziecie poniżej.

„해녀” „Haenyeo”


 
검고 푸른 이 새벽에 그대 어디로 떠나나  

Dokąd się Ona udaje tym ciemnym niebieskawym świtem 

 
눈을 비비며 뱉은 그 한숨이  

Jej westchnienie zza przecieranych oczu 

 
내가 잠든 이 곳까지 들리네  

Słychać aż tutaj, na mym nocnym posłaniu 

 
비바람에 내 몸이 부서져도  

Nawet jeżeli moje ciało poobija się o deszczowy wiatr 

 
난 또 다시 일어설 수 밖에 없네  

Nie mam innego wyjścia jak podnieść się i iść dalej 

 
누굴 위한 마음일까  

Dla kogo bije moje serce? 

 
그건 어떤 다짐일까  

Skąd to postanowienie? 

 
누굴 위한 마음일까  

Dla kogo bije moje serce? 

 
그건 아름다움일까  

Czy można to nazwać pięknem? 


 
비바람이 오늘도 날 붙잡아도  

Nawet jeżeli deszczowy wiatr mnie dzisiaj złapie w swe sidła 

 
난 또 다시 걸어갈 수 밖에 없네  

Nie mam innego wyjścia jak po prostu iść przed siebie 

 
누굴 위한 마음일까  

Dla kogo bije moje serce? 


그건 어떤 다짐일까  

Skąd to postanowienie? 


누굴 위한 마음일까  

Dla kogo bije moje serce? 


그건 아름다움일까  

Czy można to nazwać pięknem? 

PIERWSZE KOREAŃSKIE EKO-FEMINISTKI — HAENYEO


CZYLI HISTORIA “KOBIET MORZA”, CZĘŚĆ DRUGA

W dzisiejszym bazgroleniu kontynuuję o koreańskich dwunożnych syrenach – haenyeo. Tym razem spróbuję Wam przybliżyć pojęcie eko-feminizmu, o którym wspomniałam w pierwszym artykule o haenyeo. Od razu mówię, że jest to trudne i złożone zagadnienie i tutaj skupię się na odniesieniu go wyłącznie do kobiet morza. 

Moje streszczenie pojęcia “eko-feminizmu” 

Eko-feminizm odnosi się do przyrody jako poszerzonej strefy kobiecości. Gdzie pokrzywdzona, eksploatowana i niedoceniona przyroda jest uważana za będącą w dużej mierze pod kontrolą mężczyzn – tak jak same kobiety w patriarchalnym społeczeństwie. Eko-feminizm doszukuje się wspólnych cech natury i kobiet podkreślając, że kobiety powinny być szanowane i wyzwolone spod wszelkiej opresji. Ruch ten skupia się jednak nie tylko na dyskryminacji kobiet, ale również na innych dyskryminacjach społecznych – takich jak rasizm, podział na klasy czy grupy wiekowe i wszelkie inne formy ucisku, w dążeniu do powszechnej równości.  

Pokazuje to, że eko-feminizm to coś odrębnego od feminizmu czy samej ekologii. Jego ideologia ma na celu zrzeszenie ludzi, dążenie do wzajemnego zrozumienia i zrozumienia otaczającej nas natury. Niektórzy eko-feminiści uważają nawet, że najwłaściwszym modelem społecznego życia byłoby życie w niewielkich wspólnotach – czymś w rodzaju eko-wiosek.  

I tutaj przenosimy się do wiosek haenyeo.  

Haenyeo jako eko-feministki 

Haenyeo od zarania dziejów po dzień dzisiejszy tworzyły niewielkie zgrupowania, w których nie tylko wypływały na wspólne połowy, ale także prowadziły aktywne życie społeczne. Największym na to dowodem są tak zwane 불턱 bulteok (gdzie 불 bul oznacza ogień, a 턱 teok podwyższenie), czyli zagrody z kamienia powulkanicznego wybudowane przy morzu, które były formą schronienia przed zimnem dla haenyeo. W takich zagrodach rozpalało się ognisko nie tylko, żeby się ogrzać i wysuszyć po połowach, było to też miejsce wymiany wiedzy na temat morza i jego ochrony, miejsce pogłębiania relacji, miejsce na plotki i dyskusje o sposobach na polepszenie życia w wiejskiej społeczności.

na zdjęciu po lewej: 불턱 bulteok

Haenyeowa społeczność różniła się od mocno zhierarchizowanego wiekowo koreańskiego społeczeństwa – tutaj każdy miał prawo głosu i pomimo że najwyższe rangą haenyeo były najbardziej poważane (rangi haenyeo przydzielane są według umiejętności, nie wieku), każda z kobiet mogła się poczuć potrzebną i szanowaną.

*w wersji PC kontynuuj czytanie od góry

“Łatwiej być krową niż kobietą.” 

Ponadto haenyo to przodowniczki koreańskiego matriarchalizmu. Jako kobiety, które wzięły odpowiedzialność za rodziny na swoje barki – w wielu wypadkach mężczyźni zajmowali się wychowaniem dzieci – obróciły dotychczasowy patriarchalny model Korei do góry nogami. Na wyspie Jeju zrodziło się nawet powiedzenie „łatwiej być krową niż kobietą”, które wskazuje na to, że wcale nie było im łatwo żyć, pełniąc funkcję tych – utrzymujących całe rodziny i wspierających wiejską społeczność. W cięższych czasach haenyeo po dniu pracy w morzu pracowały dodatkowo na roli. Mówi się, że nie zaprzestawały połowów nawet w zaawansowanych stadiach ciąży, a po samym porodzie nie zwlekały z powrotem do wody. Z czasem zawód stał się na tyle opłacalny, że poprzestały na samych połowach.

Praca jako haenyeo nie jest jednak zwykłą formą zarobku – tylko po to, żeby wyżywić własną rodzinę. W haenyeowym społeczeństwie „ta”, która złowiła więcej, dzieliła się z „tą”, która złowiła mniej, a szkody po tajfunach wyrządzone w wiosce są często pokrywane z haenyeowych funduszy.  

Haenyeo były też nieugiętymi powstańczyniami, narażającymi życie w walce o swoje prawa i wyzwolenie spod reżimu Japonii. To one jako jedne z pierwszych sprzeciwiły się okupantom Japońskim i ruszając ze swoimi bojami w dłoniach, protestowały m.in. przeciwko wykorzystywaniu ich jako siłę roboczą.  

Oprócz tego haenyeo brały czynny udział w życiu kulturalnym wyspy, uczestnicząc w różnego rodzaju występach podczas Festiwalu Kultury Halla (dawnego festiwalu kulturalnego na wyspie Jeju). Nawet do teraz tworzą one zgrupowania zapoznające ludzi z kulturą haenyeo – śpiewając wspólnie tradycyjne „połowicze pieśni” i tańcząc w dawnych tradycyjnych strojach do nurkowania. 

Zastanawiać by się tylko można, gdzie tu ta cała ekologia. W końcu haenyeo to poławiaczki – wydawało by się – intruzki w morskiej otchłani. Kobiety morza nauczyły się jednak współistnieć z naturą i zachować w niej równowagę, a nie ją eksploatować.  W swoim połowiczym systemie mają ściśle określone reguły. Haenyeo wyznaczyły miesiące, w których dają odpocząć poszczególnym zasobom morskim i „sieją je”, tak żeby morska flora i fauna odrodziła się na nowo. Nigdy też nie ogołacają swojego domu, jakim jest dla nich morze. Wiedzą, kiedy powiedzieć „dość!”. 

Haenyeo przyczyniają się też do oczyszczania mórz wyławianiem morskich śmieci, a będące ich znakiem rozpoznawczym – jaskrawo pomarańczowe boje zrobione są ze styropianu z odzysku. Nic dziwnego, że nawet delfiny uznają haenyeo za „swojaków” i potrafią nurkować z nimi ramię w ramię.  

Poniżej podrzucam krótki film dokumentarny o życiu młodej haenyeo (po angielsku). Pokazuje on wyspę Jeju sprzed 40 lat i ma ten urokliwy dawny i swojski klimacik. Uważam, że można też przez niego dobrze zaobserwować, jak ważną rolę sprawowały kobiety morza na wyspie. 

Jak Wam się podoba model życia haenyeo? Czy znacie jakieś inne przykłady, które można by było podpiąć pod termin eko-feminizmu? Mam nadzieję, że miło Wam się czytało 😊


Źródła: wikipedia, theme.archives.go.kr, Muzeum Haenyeo, http://www.jejuweekly.com

10 koreańskich potraw, za które Twoje podniebienie Ci podziękuje (część druga)


Wracam z pozostałą listą koreańskich smakołyków. Z tą listą dziesięciu potraw, które tutaj polecam, nie musisz się martwić o swoje kubki smakowe i zmarnowaną kasę. Ubierz tylko dobre nieobciskające dresy, bo możesz zechcieć poprosić o dokładkę. 
 
Nie popełniajmy też drugi raz tego samego błędu i tym razem zjedzmy coś, zanim się weźmiemy za lekturę! 😉 

5. 김치찌개 Kimchijjigae 

Jeżeli interesujecie się chociaż trochę Koreą albo samą kuchnią azjatycką, to na pewno kimchi nie jest Wam obce. Mało z Was może jednak wiedzieć, że kimchi nie występuje tylko w wersji z ukwaszonej na ostro kapusty pekińskiej – każda kiszonka, nawet ta w wersji łagodnej będzie w Korei określana mianem kimchi. Kimchi to już temat na zupełnie oddzielny post, więc wróćmy do naszej bohaterki kimchijjigae, czyli – zupy na bazie kimchi. W skład wywaru na kimchijjigae wchodzi najczęściej mięso wieprzowe, które nadaje jej tego tłustego i głębokiego smaku, pasta z chili – gochujang i woda z kimchi. W zupie pływa: kimchi, mięsko i tofu. Z kimchijjigae jak z bigosem, im więcej razy odgrzewana, tym smaczniejsza, dlatego moim zdaniem najlepiej smakuje w wersji domowej, ale te w restauracjach też są niczego sobie 😉 Dobra kimchijjigae powinna być porządnie kwaśna i ostra z umiarem. Najłatwiej ją dostać we wcześniej wymienionych kimbapowych rajach albo knajpkach z bbq (ceny wahają się od 6,000~8,000 won, do 24zł). W miejscach, specjalizujących się w kimchijjigae dostaniecie ryż w dużej misce. Wymieszacie go z pokruszonymi glonami i tym, co udało Wam się wyłowić z zupy. Taki sposób jedzenia polecam najbardziej, chociaż znowu rozchodzi się tutaj o wspólną michę (jest podawana w dużym garnku na palniku – wersja „płać, ale gotuj sam”). 

6. 짜장면 Jjajangmyeon 

Tak zwany jjajangmyeon to „koreańska chińszczyzna”. Dlaczego? Bo ma niewiele wspólnego z prawdziwym chińskim jedzeniem. Może mieliście już do czynienia z 짜파게티 jjapagetti, czyli jjajangmyeonem w jego instant wersji? Musicie wiedzieć, że prawdziwy jjajangmyeon smakuje o niebo lepiej! Makaron z sosem jjajang może na pierwszy rzut oka odstraszać swoim czarnym zabarwieniem, którego nadaje mu pasta z czarnej soi. Oprócz pasty, w sosie można znaleść dużo cebuli i małe kawałki wieprzowiny. Sos jest mocno słony, ale nie bardziej niż sosy znane nam z kuchni polskiej 😉 Przed jedzeniem warto poprosić o nożyczki i przeciąć sobie makaron, bo można się nieźle namęczyć z wciąganiem makaronu w oryginalnej długiej wersji (i Koreańczycy też tak robią, więc wsi nie będzie). Do jjajanga podadzą Ci marynowaną na żółto rzepę i surową cebulę. Jeżeli odwiedzacie knajpkę w co najmniej dwie osoby, to domówcie sobie koniecznie 탕수육 tangsuyuk, czyli panierowaną wieprzowinę w słodko-kwaśnym sosie (polecam najmniejszą porcję, bo i tak będzie duża). Jjajangmyeon jest jedną z tańszych potraw w Korei, a jego ceny wahają się od 4,000 do 8,000 won. 

7. 불고기 Bulgogi 

Nazwa bulgogi oznacza w dosłownym tłumaczeniu ogniste mięso. Jest to ultra cieńko pokrojone mięso wołowe lub wieprzowe, zamarynowane na słodko. Mówią, że bulgogi należą do dań najbardziej ukochanych przez obcokrajowców, ale czy ja wiem? Mnie na początku odrzucał fakt, że w kuchni koreańskiej używa się sporo cukru i wiele potraw jest „cukierkowych” (wyobraźcie sobie bagietkę z czosnkiem na słodko – mój koszmar po dziś dzień, albo hot-doga obtoczonego w cukrze). Tak czy inaczej bulgogi to jedno z dań reprezentujących Koreę, a i ja się w końcu do słodkości, w „konkretnym wydaniu”, przekonałam, więc polecam! Ciężko jest znaleźć miejsce z typowymi bulgogi w formie bbq i przysmak ten jest dość kosztowny. Dlatego polecam 뚝불 ddukbul, czyli bulgogi we wcześniej wymienionej kamionce – 뚝배기 ttukbaegi – gotowane w ciepłym wywarze z makaronem sojowym. Jest dużo łatwiej dostępny, tańszy i moim zdaniem smaczniejszy 😉 

8. 파전&막걸리 Pajeon + Makkolli 

Pajeon i Makkolli przenosi nas pod parasolkę. Jest to menu, które nasuwa się Koreańczykom na myśl w deszczowe dni. Dlaczego? Nie wiem 😀, a to co udało mi się wyguglować, to jakieś dziwaczne teorie, więc pomijam. 

Więc czym jest ta tajemnicza para: pajeon i makkoli? Pajeon to nic innego jak zwykły placek z porem (파 pa, w nazwie oznacza pora, a 전 jeon, to sam placek). Makkolli to mętne wino na bazie sfermentowanego ryżu. Już taka to tradycja, że spożywa się je razem. Placków jeon jest wiele odmian i ja (jako że jestem antyporowa) polecam bardziej 김치전 kimchijeon, 해물파전 haemulpajeon – placek z owocami morza albo 부추전 buchujeon, czyli placek ze szczypiorem. Knajpki z plackami mają swój specyficzny klimat, który często przenosi nas w czasie do dawnej Korei. 

9. 떡튀순: 떡볶이, 튀김, 순대 Teokbeokki, Thwikim, Sundae

Tteokbeokki, o których już wspominałam przy gimbapie, cieszą się dużą popularnością szczególnie wśród koreańskiej młodzieży, ale nie tylko 😉 Te przypominające kopytka kluski ryżowe (mogą być też zrobione na bazie mąki), mają swoich nieodłącznych przyjaciół w postaci: sundae – koreańskiej wersji kaszanki wypełnionej zamiast kaszy makaronem, oraz thwikim, czyli różnorodności smażonych w głębokim oleju. Najlepiej zamówić je właśnie w takim komplecie i całość jeść, maczając w ostrym sosie głównego dania – tteokbeokków. Do kaszaneczki podają gotowaną na parze wątróbkę (najczęściej pytają, bo nie wszyscy tutejsi lubią wnętrzności). Rarytasy głęboko smażone to głównie: batat, kałamarnica, papryczka, zlepek warzywny lub mały rolls wypełniony makaronem sojowym. Tteokbeokki tak jak wiele innych koreańskich potraw (pewnie zdążyliście już zauważyć) można też dostać w wersji, w której gotuje się je sobie samemu, na palniku w dużej brytfannie. W knajpkach serwujących je w takiej formie można domówić ulubione składniki i często wybrać też rodzaj sosu (znane mi dostępne wersje to: karbonara albo jjajang). 

10. 칼국수 Kalguksu 

Ostatni bohater tej uczty to kalguksu – zupka z mącznym makaronem. Klasyczna wersja kalguksu będzie wywarem z małż z zatopionymi w nim małżami, cukinią i wspomnianym makaronem. W tym wydaniu można by to danie uznać za taki „skoreańszczony rosołek”. I pomimo tego, że i tak jest dobry (gluten power!), to chcę polecić Wam dużo bardziej złożoną potrawę, w której skład kalguksu także wchodzi – 샤샤브샤브 shabu-shabu. Tutaj znowu zasiadamy ze wspólnym garnkiem na palnikach, ale za to z uśmiechniętą, na widok zastawionego warzywami i mięsem stołu, gębą. Shabu-shabu to potrawa rodem z Japonii, ale oczywiście w Korei przyjęła już swoje własne kształty. Na stole w restauracji z shabu-shabu stoi przed nami podgrzewana miska z wywarem, talerz pełen warzyw, osobny talerz z mięsem, makaron do kalguksu, ryż z surowym jajkiem i sosy. Jest to danie wieloetapowe, gdzie najpierw gotujemy warzywa, potem dodajemy do nich po kawałku mięsa (są też wersje z owocami morza) i delektujemy się ich świeżo ugotowanym smakiem, doprawionym sosami. Jak już zjemy mięso i większość warzyw, dodajemy makaron kalguksu. Wywar robi się mocno mączny, nasycony smakiem jarzyn i mięsa. A kiedy już pękają nam brzuchy i myślimy, że to koniec (bo tak by nawet wypadało), na stół wchodzi ryż, który jest mieszany z resztkami wywaru i jajkiem. Jest on lepszy niż jakiekolwiek risotto, które miałeś okazję spróbować, więc mimo pękających w szwach spodni, będziesz jadł do upadłego.

Czy zrobiona przeze mnie lista brzmi zachęcająco? A może Wam mało? Może macie większe żołądki i szersze dresy i potrzeba Wam dodatkowych propozycji? Dawajcie znać, na którą z 10-ciu potraw narobiłam Wam najbardziej smaka! 😉  

10 koreańskich potraw, za które Twoje podniebienie Ci podziękuje (część pierwsza)


Tym postem zaczynam serię artykułów, które pomogą Wam poznać Koreę bliżej. Nie tylko od strony kuchni. Zależy mi głównie na tym, żeby być pomocną osobom, które planują przyjazd do Korei i nie wiedzą, z której strony go ugryźć. Uważam, że byłoby wielkim osobistym kataklizmem zmarnować tak daleką i niemało kosztowną podróż na jedzenie niesmacznych posiłków czy zwiedzanie nieciekawych miejsc (nawet na picie niedobrej kawy)! Tym, którzy nie planują podróży do Korei, ale chcą się po prostu dowiedzieć o niej więcej, też się przyda trochę koreańskiej kultury “na ząb”. 

W wyborze 10 koreańskich potraw, za które Wasze podniebienie Wam podziękuje, a kubki smakowe zaczną tańczyć niczym na dźwięk BTSowych hitów, pomogła mi „lista 40 potraw, bez których Koreańczycy nie potrafią żyć” i moje osobiste preferencje 😉

1. 비빔밥 Bibimbap

Zacznę od czegoś, co powinno zasmakować każdemu, wizualnego mistrza na koreańskim stole – bibimbap. Ta kolorowa, niczym koreański tradycyjny strój, potrawa jest jednym z moich ulubionych koreańskich dań, nie tylko ze względu na swoje walory smakowe. Jest też zdrowa i stosunkowo tania (w restauracji powinna Cię kosztować pomiędzy 7,000~8,000 won, około 21~24 zł). 비빔 bibim oznacza mieszanie, a 밥 bap ryż. Kalkulacja jest więc prosta – jest to „zmieszany ryż”. Tym, co się miesza z ryżem i nadaje bibimbapowi pięknego ubarwienia są: różnego rodzaju warzywa, kiełki i osadzone majestatycznie w samym środku – jajko sadzone (z płynnym żółtkiem). Nie można też zapomnieć o 고추장 gochujang – paście z papryczek chilli, którą należy dokładnie wmieszać w ryż razem z warzywami. Jest ona podawana zazwyczaj osobno lub leży na stole w butelce, która przypomina keczup, ale zdarza się, że dodają ją do ryżu, więc tym z Was, którzy są nieodporni na ostrości, polecam upewnić się, że dostaną pastę w osobnej miseczce i wymieszać ją w odpowiedniej dla Was proporcji. Jedzenie bibimbapu bez pasty i dodatku oleju sezamowego byłoby przestępstwem smakowym. Jeszcze większym przestępstwem, którego dopuszcza się wielu obcokrajowców jest jedzenie bibimbapu przed wymieszaniem składników, a jeżeli będziecie go jeść pałeczkami a nie łyżką, zostaniecie uznani za zwykłego turystę, który nie ma większego pojęcia „co z czym i jak”. 

Wersji tej potrawy można spotkać setki i choć Wikipedia opisuje ją jako potrawę mięsną z dodatkiem pokrojonej drobno wołowiny, zapewniam Was, że dużo łatwiej jest dostać jej bezmięsną wersję. Dlatego klasyfikuję ją jak potrawę wege. Bibimbap jest też dostępny w dwóch rodzajach misek: w metalowej misce albo tak zwanym — 뚝배기 ttukbaegi, glinianym naczyniu, które utrzymuje ciepło przez długi czas. Bibimbap jedzony z ttukbaegi nie stygnie łatwo, więc nie polecam go „potliwym”. Do bibimbapu dostaniesz kimchi, którego możesz się najeść do woli, ponieważ w Korei wszystkim przystawkom przysługuje dokładka. Te, co fajniejsze miejsca podają do potrawy jakiś rodzaj zupy (ja uwielbiam miyeokguk – zupę z glonów miyeok, w Polsce znanych jako wakame). 

2. 김밥 Gimbap 

Gimbap uznany byłby w Polsce za sushi, a dokładniej za rollsy – maki. W Korei jednak gimbap to gimbap, a sushi to sushi. Gimbap można znaleźć na każdym rogu ulicy, najczęściej w 김밥천국 Gimbapcheonguk, czyli dosłownie „gimbapowym raju” — knajpkach z tanim jedzeniem, lub w osobnych gimbapowniach (koszt jednej rolki to około 3,000~4000 won, 9~12zł).
Gimbap różni się od rollsów tym, że w jego skład wchodzą głównie warzywa, więc jest idealny dla wegetarian (oczywiście są też wersje z mięsem, więc warto porządnie przeskanować menu albo, w razie braku angielskojęzycznej wersji, po prostu zapytać). Jako dodatek dostaje się najczęściej kimchi i 단무지, czyli marynowaną i zabarwioną na żółto rzepę. Gimbap je się pałeczkami, po kawałku na raz i bez zanurzania w sosie sojowym (ja lubię położyć na kawałek gimbapa kimichi i chapnąć w całości). Jeżeli jecie we dwójkę to polecam zamówić dodatkowo 비빔면 bibimmyeon (zimny makaron na ostro, zazwyczaj bez mięsa, ewentualnie może być nim udekorowany) albo 떡볶이 tteokbeokki (ja je nazywam ryżowymi kopytkami z pikantnym sosem) – dla tych z ognistymi kubkami smakowymi. Dla tych mniej odważnych proponuję 갈비만두 galbimandu – mięsne pierożki.  

Uwaga: do wielu gimbapów dodają liścia perilla , który ma specyficzny zapach (ja go unikam, jak mogę), więc jeżeli się okaże, że Ci nie smakuje, to po prostu przy następnym zamówieniu poproś o gimbap bez 깻잎 ggaenip. 

3. 삼겹살 Samgyeopsal 

Samgyeopsal, tu już coś mocno mięsistego – koreańskie grillowanie. Sam samgyeopsal to nic innego jak boczek wieprzowy.

Możesz sobie od razu pomyśleć, że oznacza to dużo tłuszczu i mało mięsa? Niby tak, ale w całej kombinacji, w jakiej jest konsumowany, zapewniam, że to coś więcej niż zwały tłuszczu. Samgyeopsal czy też inny rodzaj mięsa, jaki można dostać w koreańskiej „grillowni”, smażysz sobie najczęściej sam (są miejsca, gdzie pomaga w tym personel). Najpierw kładziesz cały kawałek mięsa na grill, a po podsmażeniu go, tniesz nożyczkami na małe kawałeczki. Tak podsmażony kawałek mięsa maczamy w sosie 쌈장 ssamjang (쌈 oznacza zawijanie, czyli jest to „sos do zawijania”), kładziemy na liściu sałaty, dodajemy według uznania: kimchi (można podsmażyć na krawędziach grilla), podsmażony lub surowy czosnek, inną zieleninkę, która znajduje się na stole (opcjonalnie ryż) i takie całe zawiniątko wkładamy na raz do ust (przestępstwem jest je przegryzać!). Do mięska powinni Wam podać 된장찌개 doenjangjjige (zupę ze sfermentowanej fasoli, najczęściej na bazie małży, ale może być z dodatkiem mięsa), która zazwyczaj wjeżdża na stół jedną miską i może budzić kontrowersje. W Korei to normalne, że je się całą bandą z jednej miski i mimo że po Covidzie może się sporo zmienić, ostrzegam na zapas (zawsze można sobie domówić kolejną porcję). Polecam zamówić dodatkowo 계란찜 gyeranjjim, czyli jajko spieniane na parze. Przy zamawianiu trzeba zwrócić uwagę na to, że cena za około 150~200g mięsa jest ceną od osoby i zamówienie należy złożyć według liczby osób siedzących przy stole. 

4. 삼계탕 Samgyetang 
 

Samgyetang to jedna z potraw leczniczych, czyli takich, które poleca się na osłabienie organizmu. Nic dziwnego, bo to prawdziwa bomba odżywcza – cały kurczak zatopiony w wywarze zrobionym na bazie składników koreańskiej medycyny naturalnej, takich jak żeń-szeń, jujuba, imbir. Kurczak nadziewany jest kleistym ryżem, a częstym dodatkiem do potrawy jest 인삼주 insam-ju, czyli żeńszeniowa wódeczka serwowana przed posiłkiem. Samgyetang podawana jest w wyżej wymienionym ttukbaegi, więc trzeba uważać, żeby na starcie nie oparzyć sobie podniebienia. W Korei wierzy się, że gorąc zwalcza się gorącem, dlatego zupa ta jest szczególnie popularna w najgorętsze dni roku (초복 chobok , 중복 jungbok , 말복 malbok ), które mają wyznaczone osobno daty w kalendarzu księżycowym. Warto takich dni unikać, bo restauracje serwujące samgyetang są zatłoczone. 

5. 치맥 chimaek, czyli 치킨 chicken & 맥주 maekju (piwo) 

Kto nie spróbował koreańskiego smażonego kurczaka, nie może powiedzieć, że jadł prawdziwego smażonego kurczaka! Koreę możnaby było nawet nazwać krajem kurczaka. Jest to jeden z najukochańszych przysmaków Koreańczyków. Nic więc dziwnego, że „kurczakowni” w Korei jest prawie tyle, co kawiarni (a Korea to kraj 1001 Kawiarni). Większość z nich specjalizuje się w sprzedaży na wynos, ale jest też dużo miejsc, gdzie można usiąść z kurczakiem i kuflem piwa. Jeżeli myślisz, że kurczak z KFC jest dobry, to tylko dlatego, że nie byłeś w Korei – kraju, gdzie największe gwiazdy telewizji stają się oficjalnymi twarzami marek „kurczakowych”. W Korei kurczak najlepiej smakuje zamówiony na dowóz podczas piknikowania nad rzeką Han (wtedy piwo należy nabyć wcześniej w jednym z pobliskich sklepików). Przy zamawianiu kurczaka ma się najczęściej opcję, żeby zamówić go „pół na pół” — najlepsze połączenie to pół kurczaka zwykłego panierowanego i pół tego w ostro-słodkim sosie, który wcale taki ostry nie jest (przy zamówieniu powiedz: 후라이드반양념반, czyt. huraidyban – jangnjomban). Do wyboru są wersje z kośćmi (cały kurczak w kawałakach) lub bez kości (białe mięsko). Do kurczaka podają pokrojoną w kosteczki marynowaną rzepę w zalewie – ma to zredukować uczucie tłustości podczas posiłku, na co Koreańczycy są bardzo wyczuleni (taką funkcję m.in. pełni też kimchi, a w koreańskich restauracjach z włoskim jedzeniem słodkie pikle podawane do spaghetti). Kolejna forma smażonego kurczaka, która jest czystą przyjemnością dla podniebienia to 닭강정 dakgangjeong – mięso z kurczaka (bez kości) panierowane, głęboko smażone i dodatkowo podsmażane na gorącym blacie z różnego rodzaju sosami. Dakgangjeong sprzedają tylko na wynos, najczęściej na targach albo w budkach z ulicznym jedzeniem.  
 
Jesteście ciekawi kolejnych koreańskich przysmaków? Ponieważ zaśliniłam się przy pisaniu i pora, żebym wrzuciła coś na ząb, zakończę dzisiejsze bazgrolenie na kurczaku, a resztę potraw opiszę w kolejnym poście. Wam też życzę smacznego! 🙂