Moje spotkanie z syreną – czyli rozmowa z haenyeo


W lipcu miałam okazję spędzić dwa tygodnie na wyspie Jeju w ramach programu Digital Nomad, który sponsorował mi hotel i zaprosił do uczestniczenia w kilku atrakcjach turystycznych. Pierwszą z nich i tą, która najbardziej mi zapadła w pamięci była poniższa przygoda, ponieważ dała mi w końcu okazję do rozmowy z prawdziwą haenyeo. Dzielę się z Wami krótkim “wywiadem”, jaki przeprowadziłam z tą dzielną kobietą morza 🧜‍♀️

Na początku rozmowy
W motorówce, w drodze powrotnej

Haenyeo Yeong Ja Cheon (천영자), wiek około 70 lat 

Seniorka haenyeo Yeong Ja Cheong zaczęła połowy w wieku 19 lat. Teraz ma już za sobą ponad pięćdziesięcioletni staż w zawodzie.  

Spotkałyśmy się na wyspie 형제섬, Hyeongje-seom (Braterska Wyspa) – jednej z wysepek na wybrzeżu wyspy Jeju. Siedząc na plaży w daszku z dużym rondem w kolorze fuksji, chroniącym jej twarz przed słońcem, czekała na nas – turystów podekscytowanych na myśl, że za chwilę będziemy mogli zobaczyć życie pod taflą wody – coś co dla niej było więcej niż powszedniością. Choć nie była ubrana w swój skafander, ja, od razu dostrzegłam w niej haenyeo – jej oczy emanowały nieopisanym smutkiem i bólem, głębokie jak ocean, kryjące w sobie tysiące podwodnych wspomnień.  

  • Jest Pani haenyeo, prawda? – zapytałam jak tylko udało mi się zejść z pontonu. 
  • Tak – opowiedziała na odczepnego.  

Ale mnie przestało już interesować pływanie z rurką i zamiast z resztą ekipy stać i przysłuchiwać się instrukcjom przed nurkowaniem, postanowiłam spędzić trochę czasu z osobą, która mnie fascynowała. 

Nie pamiętam dokładnego przebiegu naszej rozmowy, ale czułam, że babcia haenyeo o imieniu Yeong Ja powoli otwiera przede mną serce. 

  • Ciężko Pani, czyż nie? – zagaiłam rozmowę. 
  • Ciężko, ciężko, już nie mam siły, dlatego wolę sobie popracować tutaj – odpowiedziała. 
  • Nie dziwię się, przecież wstrzymują panie oddech ponad granicę ludzkiej wytrzymałości. Są panie jak syreny – powiedziałam, dotykając jej ramienia w geście pokrzepienia. 

Uśmiechnęła się lekko.  

  • A po wynurzeniu się wydają panie piękne delfinie dźwięki – dodałam. 
  • Sumbisori. Ahoj-ahoj. Tak robimy po wypłynięciu, jak wydychamy długo powietrze z płuc – zademonstrowała haenyeo. 
  • No właśnie. To niesamowite! – powiedziałam. – A na jak długo potrafi Pani wstrzymać oddech? 
  • Jak byłam w formie to nawet do trzech minut – odparła. 
  • Ale jak to w ogóle możliwe? – Było to pytanie, które mnie najbardziej ciekawiło. 
  • Oj tam, człowiek nie może nie oddychać przez tyle czasu. Trzeba oddech połykać i przedłużać. 

 Pokazałam mi jak to robi. 

  • Naprawdę? Nie miałam pojęcia, że istnieje taki sposób! – odpowiedziałam zachwycona [czyżby to oznaczało, że ja też mogę wstrzymać oddech na dłużej niż 20sekund!?] 
  • To taki sekret – uśmiechnęła się. 
  • To z pewnością widziała też Pani delfiny!  
  • Często pływamy między delfinami. One lubią ludzi. Jak się do mnie zbliżają, to podkulają płetwy, tak żeby mnie nie skrzywdzić. I patrzą tymi swoimi wielkimi oczami – powiedziała wprawiona już w lepszy humor. 
  • Łał, to musi być dopiero przeżycie! – Nagle zachciałam być haenyeo. – Czy teraz nie ma sezonu ochrony słuchotek? – zadałam kolejne pytanie z mojej listy faktów do sprawdzenia. 
  • Teraz jest sezon ochrony ślimaków morskich, od czerwca do sierpnia. Słuchotki są chronione od października do grudnia – odpowiedziała. – W tym roku był taki urodzaj ślimaków morskich w sezonie, że łowiłam nawet po sto kilogramów dziennie – dodała dumnie. 
  • Łał, aż sto kilogramów? To niebywałe! 
  • Ale ślimak morski już coraz tańszy…tym bardziej, że granice handlowe z Japonią są teraz zamknięte. Więc nie ma lekko – powiedziała zmartwiona. 
  • Rozumiem…I sprzedają to panie od razu? 
  • Przechowujemy do dwóch dni w morskich spiżarniach i potem sprzedajemy – powiedziała. – A ostatnio widziałam nawet młode rekina młota. Pracuję już w zawodzie pięćdziesiąt lat, ale to był mój pierwszy raz. I tylko pomyśleć, że gdzieś tam musi być jego mama – dodała z trwogą, ale i z ekscytacją w głosie.  
  • Ojej. Słyszałam, że przez globalne ocieplenie pojawia się tu wiele egzotycznych gatunków, ale że rekiny już się pojawiły! Nie bała się, Pani? 
  • Bałam się. W głębinach morza jest wiele takich momentów. To ciężka praca, dlatego jest już nas coraz mniej. Ale kiedyś to jeszcze pracowało się na polu, potem sprzedawało na targu owoce morza, wychowywało dzieci…  
  • Ach… Słyszałam, że kiedyś, to było nawet ciężej. Potrzeba więcej młodych haenyeo. A ile haenyeo jest w Pani oddziale?  
  • Było nas dziewięćdziesiąt. Teraz zostało tylko trzydzieści. I tam jesteśmy też podzielone na drużyny. 
  • To jak często Pani pracuje? Z tego co wiem to haenyeo pracują przeciętniej około 10 dni w miesiącu. Zgadza się? 
  • U nas tylko około 5-6, bo drużyny wypływają w morze na zmianę. Dlatego pracuję też tutaj dorywczo. 
  • Ponoć morze latem potrafi być zimniejsze niż to zimą. To prawda? 
  • Temperatura morza spóźnia się o jedną porę roku. Teraz jest jeszcze zimne, dlatego zawsze mamy kombinezony. Na lato 2mm, zimą 5mm, a na resztę roku 3mm. 
  • Duszno w tych kombinezonach jak w saunie? 
  • Tak, haha.  
  • Dostają panie na te stroje dofinansowanie? 
  • Jest tutaj takie dofinansowanie rządowe, ale wyrządza więcej szkody niż dobra. Jeżeli ma się ponad 70 lat i jest się czynną zawodowo, dostajemy 100,000 won (około 300zł), jeżeli ma się ponad 80 lat to dwa razy tyle. I przez to wiele babć naraża swoje życie. 
  • Ach… nie powinno tak być. Są panie wpisane na listę UNESCO, a cały czas nie zapewniają paniom żadnych emerytur? Powinni raczej dawać wsparcie tym już nieczynnym zawodowo, a nie zachęcać do pracy w tak zaawansowanym wieku. 
  • No właśnie. A babcie chcąc dostać dodatkowy grosz potem tracą życie. Ostatnio znowu doszły nas słuchy o tym, że jedna z nas utonęła. – Westchnęła ciężko. 

Przytuliłam ją.  

  • Jest Pani dzielną kobietą. Jestem godna podziwu. Sama bym chciała spróbować swoich sił jako haenyeo, ale nie mam odwagi. 
  • Jak masz jakieś pytania, to dam ci mój numer, pytaj. Byłam kiedyś w telewizji w programie “Ciężki zawód” i jeszcze jakimś innym. Wtedy byłam jeszcze najwyższa rangą, przewodziłam haenyo w naszej drużynie. Poza tym inne babcie mówią dialektem i potem nikt ich nie rozumie. Ale ja już nie chcę żadnych wywiadów. No chyba, że ciebie coś interesuje, to pytaj.  

Powiedziała, a ja się wzruszyłam. Chwila cierpliwości i ciepła sprawiła, że znalazłam swoją haenyeo mentorkę. 

  • Ma Pani taką ładną skórę i nie jest Pani opalona. Jak to możliwe? 
  • Smaruje się Isa Knox. Wypróbowałam już chyba wszystkie kremy z filtrem, ale ten jest najlepszy. 
  • To musi Pani koniecznie wystąpić jako modelka w ich reklamie. To by dopiero było wiarygodne. 
  • Chciałabym! – Śmiała się. 

Po chwili snorklingu wyszłam na brzeg, ale przy ściąganiu gogli słona woda napłynęła mi do oczu. Babcia Yeong Ja wytarła mi oczy ręcznikiem zawieszonym przez jej ramię.  

Całe doświadczenie zakończyło się wspólnym prysznicem w szatni haenyeo, przypominającej koreańskie tradycyjne sauny – wykafelkowana balia z wodą pośrodku, nisko osadzone prysznice dookoła. 

Może na pierwszą polską haenyeo nie koniecznie się nadam, ale ten krótki czas utwierdził mnie w moich celach i zbudował pomiędzy mną a starszą haenyeo małą więź, którą mam zamiar pielęgnować 💙

10 faktów o koreańskich syrenach, kobietach morza – haenyeo


Jeżeli przeczytaliście moje poprzednie artykuły o haenyeo lub czytaliście moją książkę, to pewnie kilka z poniższych faktów będzie Wam już znanych, ale pomyślałam, że jeszcze raz podkreślę, dlaczego uważam, że haenyeo to cudowny zawód.  

1.

Haenyeo potrafią zanurkować do 20 metrów i wytrzymać pod wodą do 3 minut bez butli tlenowych i specjalistycznego sprzętu do nurkowania.

Najmocniejsze na początek. Coś, co wywołuje spontaniczne łał”, otwiera nam buzię I nasuwa na myśl mityczne syreny. No bo przecież to coś ponad ludzkie siły, przezwyciężanie barier, pokazujące jak wiele więcej człowiek może niż myśli, że jest w stanie, i jak silna jest matczyna miłość, która potrafi przezwyciężyć każdy lęk. Sumbisori, czyli delfini świst wydawany przez haenyeo po wynurzeniu się z wody, jest znakiem, że wstrzymują oddech ponad granice ludzkiej wytrzymałości. 

2.

Jeszcze do lat 70tych XX wieku haenyeo łowiły w zwykłych ubraniach (nawet zimą), a kiedyś nawet topless. 

Muzeum Haenyeo

Fakt też nie mało mrożący krew w żyłach, biorąc pod uwagę, że jeszcze jakieś 50lat temu haenyeo nurkowały w cienkich materiałowych ubraniach i to nawet w warunkach zimowych. Dawniej, jeszcze podczas dynastii Joseon I do bliżej nieokreślonej współczesności łowiły także z odkrytym biustem. Wtedy musiały przypominać syreny nawet bardziej. Więcej o stroju haenyeo znajdziecie w artykule STRÓJ HAENYEO.

3.

Nie można być haenyeo bez specjalnej licencji.  

Morze jest bogate w spożywcze skarby, więc co to za problem, żeby wyłowić jakieś owoce morza, choćby na płytszych wodach? Otóż, jest to problemem. Łowienie owoców morza bez specjalnej licencji jest nielegalne i do legalnych połowów potrzebna jest legitymacja haenyeo. Jest to jeden z niewielu, jak nie jedyny zawód, w którym nawet mężczyzna (rzadko się zdarza, ale są i mężczyźni morza) zostanie nazwany kobietą i dostanie legitkę z napisem “licencjonowana kobieta morza”.   

4. Haenyeo to zawód wykonywany w drużynach, które wspólnie dzielą zarobki. 

Istnieją pojedyncze poławiaczki, szczególnie poza wyspą Jeju. Jednak sam zawód haenyeo zawsze był zawodem wykonywanym grupowo. Każda z haenyeo przynależy do jakiejś 어촌계  – wiejskiej społeczności połowiczej i wyrusza na łowy grupą, która dopiero już na morzu ma swoje wyznaczone terytoria połowów. Haenyeo pomagają sobie nawzajem przygotować się do połowów, wyciągnąć ciężkie sieci z wody oraz dzielą się połowami pomiędzy sobą, a w razie kataklizmów, z całą wiejską społecznością. Taka grupowa kultura haenyeo ma swoje korzenie w 불떡, półokrągłej ścianie z powulkanicznych kamieni, w której haenyeo wspólnie paliły ogień I kryły się przed zimnem, dzieląc się między sobą swoimi odkryciami na temat morza, śpiewając pieśni i pokrzepiając na wzajem. 

5. Haenyeo dzielą się na trzy grupy: niższą, średnią i wyższą. 

Muzeum Haenyeo (Yonhap News)

W społecznościach haenyeo hierarchia wiekiem jest mniej ważna od hierarchii ustanawianej na podstawie umiejętności. Zupełne świeżynki w branży nie należą do żadnej z powyższych grup, a będą nazywane 똥군, ddonggun, czyli dosłownie „grupa gówniana” …fekalna?, w każdym razie jeszcze „do niczego”. Reszta grup dzielona jest ze względu na ilość połowów, co jest oczywiście bezpośrednio połączone z pojemnością płuc i głębokością połowów. To haenyeo z najwyższej grupy decydują o połowach danego dnia i są liderkami w haenyeowej społeczności. 

6.

Haenyeo nie łowią codziennie, a są nawet miesiące, w których sieją owoce morza. 

Haenyeo mają ściśle wyznaczone reguły, co do ochrony morza. Jest czas połowów, jest czas ochrony poszczególnych gatunków I jest czas, w którym sieją owoce morza I dają im faunie i florze morskiej czas na odbudowę. Kobiety morza są też oczywiście ograniczone warunkami pogodowymi. Przy zbyt silnych wiatrach i wysokich falach rezygnują z połowów, co sprawia, że przeciętnie pracują tylko około 10 dni w miesiącu. 

7.

Różnica wiekowa pomiędzy najstarszą czynną zawodowo haenyeo, a najmłodszą to 78 lat. 

Sua Park , fotograf 준초이

Nie będzie przesadą, jeżeli powiem, że haenyeo to zawód z najstarszymi kobietami czynnymi zawodowo na świecie. Obecnie średni wiek haenyeo to 70 lat, ale większość z haenyeo klasyfikuje się w przedziale – ponad 60. Najmłodsza obecnie haenyeo to dwudziestoletnia 박수아, Sua Park z wyspy Udo nieopodal Jeju, a najstarsza to dziewięćdziesięcioośmioletnia 라모, Ra Mo z wyspy Marado. Łał!

8.

Dawniej haenyeo liczyło się w tysiącach. 

Muzeum Haenyeo

W latach 70tych na wyspie Jeju zarejestrowano 14 tysięcy haenyeo. Teraz ich liczba gwałtownie spadła szacując niecałe 4 tysiące. W ostatnich czasach, szczególnie po wpisaniu zawodu na listę dziedzictwa kulturalnego UNESCO, zawód haenyeo zyskał nieco na popularności i przybywa młodych kobiet morza w nadmorskich szkołach przyuczających do zawodu, ale cały czas liczba ta rośnie bardzo powoli.

9.

To zawód z korzeniami w Korei, ale wiele haenyeo wyemigrowało poza granice. 

Podczas okupacji japońskiej, kiedy wyzysk haenyeo dobił szczytu, setki kobiet morza wyemigrowały na obczyznę – nad morza Japonii, Chin oraz Rosji.

10.

Haenyeo to pierwsze koreańskie kobiece wojowniczki. 

잠녀 반일항쟁(1989)’. 강요배

To kobiety morza wywołały jako pierwsze powstanie przeciw reżimowi okupacji japońskiej podczas kolonizacji Korei przez Japonię w latach 1910~1945. Na tę cześć postawiono im pomnik przed Muzeum Haenyeo na wyspie Jeju, z wygrawerowaną pieśnią haenyeo”, którą napisał mąż jednej z powstańczyń podczas swojego pobytu w areszcie. Więcej o wojowniczości kobiet morza możecie przeczytać w artykule POWSTANIE KOBIET MORZA PODCZAS OKUPACJI JAPOŃSKIEJ

Prócz wymienionych faktów znalazłyby się jeszcze dziesiątki innych zaskakujących odkryć na temat tego, jak wspaniałymi kobietami są haenyeo. Niektóre z powyższych informacji różnią się od źródła do źródła i pomiędzy wiejskimi społecznościami. Mam nadzieję, że następnym razem zawitam do Was z wywiadem z prawdziwą haenyeo, więc jeżeli macie jakieś pytania do kobiet morza, to możecie zostawić je w komentarzach 😉 Miłego! 

Powstanie kobiet morza podczas okupacji japońskiej 


CZYLI HAENYEO NIE TYLKO JAKO SYRENA, ALE I KOBIETA WALCZĄCA

Wiecie, że jestem zafascynowana haenyeo – nie da się tego ukryć. Kolejny powód, dla którego tak jest, opiszę w dzisiejszym bazgroleniu. Tym razem całkiem na poważnie.

„Najodważniejsze, bo najwięcej im odebrano…”

Okupacja japońska trwała w Korei od 1910 do 1945 roku. 

Wiele praw człowieka zostało po drodze oczywiście podeptanych, bo gdzie bezlitosny pan tam i wykorzystywany sługa. 

Tak było też z prawami haenyeo. Zawód haenyeo, który należał do najcięższych w tamtych czasach. – Kobiety wstawały przed świtem i narażając życie wychodziły na połów w morze by po powrocie pracować jeszcze w polu, zajmować się dziećmi i domem. – O trudzie ich życie mówi nam też tekst pieśni, którą haenyeo śpiewały wypływając statkami w morza, a która gości na ich ustach po dzisiejszy dzień.  

“Płyńmy na wyspę Ieo. Płyńmy na wyspę Ieo. Matka urodziła mnie w dzień, kiedy nie było ni słońca, ni księżyca i teraz muszę się zmagać z tak ciężkim zawodem…” – Dźwięk wioseł haenyeo (이어도사나) – pieśń ludowa haenyeo

Wykorzystywane i wycieńczone haenyeo były nie tylko pierwszymi kobietami, które sprzeciwiły się okupacji japońskiej, podniosły one też największe powstanie w kraju w latach 30tych XX wieku. 

Na czele powstania i demonstracji przeciw wyzyskowi Koreańczyków przez władze japońskie na wyspie Jeju stanęło tych pięć młodych kobiet – Kim Ok Ryeon (김옥련), Bo Choun Hwa (부춘화), Bo Deok Ryang (부덕량), Go Cha Dong (고차동), Kim Gyae Seok (김계석) – kiedy powstańcze iskry zapłonęły w ich sercach miały one na przełomie 17~19 lat. 

Od lewej Bo Choun Hwa, Kim Ok Ryeon, Bo Deok Ryang

Co je do tego zmusiło? 

Prawa haenyeo podczas okupacji japońskiej były coraz bardziej lekceważone. Praca, która wcześniej mimo bycia nad wyraz niebezpieczną przynosiła godne zarobki, stała się wyzyskiem. Ceny wyławianych owoców morza zaczęły być bezprawnie zaniżane, a wiele haenyeo wyjechało nad wybrzeża Japonii, Chin czy Rosji, myśląc, że w ten sposób jakoś utrzymają rodzinę, ale wracając z zagranicznym zarobkiem i tak były grabione przez okupantów. W końcu 1920 roku haenyeo założyły stowarzyszenie haenyeo, mając nadzieję, że będą mogły przeforsować swoje prawa. Niestety tego samego roku na czele władz administracyjnych wyspy Jeju stanął Huzinada Takeshi, który rozpoczął okres jeszcze większej dyskryminacji robotników i w 1925 roku haenyeo pozostawały z niecałymi 20% swoich dochodów. 

Monument upamiętniający Bo Choun Hwa, Kim Ok Ryeon, Bo Deok Ryang – pozostałe dwie kobiety zostały dopiero niedawno uznane za swój wkład w powstanie.

I tutaj pojawiły się one – dzielne młode kobiety. Pod pozorem recytowania tekstów na szkolnym spotkaniu, wylały swoje serca mówiąc o niesprawiedliwościach jakie spotykają ich matki i ich same. To rozpaliło tylko tlący się w nich ogień i przekonało ich i kobiety z ich otoczenia o tym, że nie powinny cicho poddawać się sytuacji.   

Od roku 1931 pod ich przewodnictwem zaczęły się pierwsze rozruchy, żeby 7go stycznia 1932 roku doprowadzić do protestu osiemdziesięciu haenyeo, które z harpunami w rękach wyszły na wybrzeże wzdłuż plaży Sehwa domagając się przywrócenia im prawa do godnej pracy. Demonstracja ucichła, gdy administrator obiecał wysłuchać ich warunków. Niestety były to puste słowa. 12stego stycznia haenyeo potrojone liczebnie wywołały powstania, dobijając się do siedziby Takeshi, który znowu obiecał wcielić ich roszczenia w życie w ciągu pięciu dni. W zamian za to przygotował oddziały, które miały powstrzymać rozdrażnione haenyeo, siłą. 27 stycznia próbowały jeszcze powstrzymać nadpływających na Jeju oprawców, tłumem otaczając i chcąc przewrócić ich statek. Skończyło się jednak aresztem i torturowaniem ponad stu powstańczyń, włączając pięć kobiet wymienionych powyżej. Jedna z nich – Bo Deok Ryang, po sześciu miesiącach przebywania w areszcie nabawiła się ostrych powikłań po zapaleniu płuc i umarła (stąd zdjęcie za młodu). 

Pomnik upamiętniający powstanie haenyeo

Ani groźby , ani areszt, ani tortury nie stłamsiły jednak rozpalonych serc haenyeo i na przestrzeni 1931~1932 roku odbyło się łącznie 238 demonstracji, w których wzięło łącznie udział 17,130 osób.  

Na tę cześć przebywający wówczas w więzieniu mąż jednej z uczestniczek powstania napisał piosenkę, która do dzisiaj gra w sercach haenyeo i daje im siłę, przypominając o historii ich matek, babć i prababć.

Pomnik z tekstem ‚Piosenki haenyeo’

My niezliczone haenyeo z wyspy Jeju 

Znamy żałość istnienia 

Czy zimno czy pada 

Nasze ciało poddajemy temu morzu i tej wodzie 

Wychodzimy o świcie, wracamy o zmierzchu 

Dając piersi dziecku, robimy kolację 

Cały dzień wysiłku przynosi dobrą zapłatę 

Ale ciężko żyć, bo westchnienie wybudza nas ze snu 
Od małego rozstanie z domem, rodzicami i rodzeństwem 

Żeby utrzymać całą rodzinę na swych własnych barkach 

Od portu do portu by zarobić na życie 

Przekraczamy to straszne morze przepełnione wysokimi falami 

Gdzie się tylko nie zjawimy 

Ci dranie nas wyzyskują 

Wysysają nasz pot i krew 

Gdzie mamy się podziać – my niezliczone haenyeo?

W przygotowaniu tekstu pomógł mi film „ 제주해녀항일운동 – 나는 해녀이다”, oraz namu.wiki

Zdjęcia: https://blog.daum.net/kshan48/8750669, http://www.ilganjeju.com/news/articleView.html?idxno=51397 , https://www.pressian.com/pages/articles/233063?no=233063#0DKU, https://m.blog.naver.com/kspak56/221822707702 

PIERWSZE KOREAŃSKIE EKO-FEMINISTKI — HAENYEO


CZYLI HISTORIA “KOBIET MORZA”, CZĘŚĆ DRUGA

W dzisiejszym bazgroleniu kontynuuję o koreańskich dwunożnych syrenach – haenyeo. Tym razem spróbuję Wam przybliżyć pojęcie eko-feminizmu, o którym wspomniałam w pierwszym artykule o haenyeo. Od razu mówię, że jest to trudne i złożone zagadnienie i tutaj skupię się na odniesieniu go wyłącznie do kobiet morza. 

Moje streszczenie pojęcia “eko-feminizmu” 

Eko-feminizm odnosi się do przyrody jako poszerzonej strefy kobiecości. Gdzie pokrzywdzona, eksploatowana i niedoceniona przyroda jest uważana za będącą w dużej mierze pod kontrolą mężczyzn – tak jak same kobiety w patriarchalnym społeczeństwie. Eko-feminizm doszukuje się wspólnych cech natury i kobiet podkreślając, że kobiety powinny być szanowane i wyzwolone spod wszelkiej opresji. Ruch ten skupia się jednak nie tylko na dyskryminacji kobiet, ale również na innych dyskryminacjach społecznych – takich jak rasizm, podział na klasy czy grupy wiekowe i wszelkie inne formy ucisku, w dążeniu do powszechnej równości.  

Pokazuje to, że eko-feminizm to coś odrębnego od feminizmu czy samej ekologii. Jego ideologia ma na celu zrzeszenie ludzi, dążenie do wzajemnego zrozumienia i zrozumienia otaczającej nas natury. Niektórzy eko-feminiści uważają nawet, że najwłaściwszym modelem społecznego życia byłoby życie w niewielkich wspólnotach – czymś w rodzaju eko-wiosek.  

I tutaj przenosimy się do wiosek haenyeo.  

Haenyeo jako eko-feministki 

Haenyeo od zarania dziejów po dzień dzisiejszy tworzyły niewielkie zgrupowania, w których nie tylko wypływały na wspólne połowy, ale także prowadziły aktywne życie społeczne. Największym na to dowodem są tak zwane 불턱 bulteok (gdzie 불 bul oznacza ogień, a 턱 teok podwyższenie), czyli zagrody z kamienia powulkanicznego wybudowane przy morzu, które były formą schronienia przed zimnem dla haenyeo. W takich zagrodach rozpalało się ognisko nie tylko, żeby się ogrzać i wysuszyć po połowach, było to też miejsce wymiany wiedzy na temat morza i jego ochrony, miejsce pogłębiania relacji, miejsce na plotki i dyskusje o sposobach na polepszenie życia w wiejskiej społeczności.

na zdjęciu po lewej: 불턱 bulteok

Haenyeowa społeczność różniła się od mocno zhierarchizowanego wiekowo koreańskiego społeczeństwa – tutaj każdy miał prawo głosu i pomimo że najwyższe rangą haenyeo były najbardziej poważane (rangi haenyeo przydzielane są według umiejętności, nie wieku), każda z kobiet mogła się poczuć potrzebną i szanowaną.

*w wersji PC kontynuuj czytanie od góry

“Łatwiej być krową niż kobietą.” 

Ponadto haenyo to przodowniczki koreańskiego matriarchalizmu. Jako kobiety, które wzięły odpowiedzialność za rodziny na swoje barki – w wielu wypadkach mężczyźni zajmowali się wychowaniem dzieci – obróciły dotychczasowy patriarchalny model Korei do góry nogami. Na wyspie Jeju zrodziło się nawet powiedzenie „łatwiej być krową niż kobietą”, które wskazuje na to, że wcale nie było im łatwo żyć, pełniąc funkcję tych – utrzymujących całe rodziny i wspierających wiejską społeczność. W cięższych czasach haenyeo po dniu pracy w morzu pracowały dodatkowo na roli. Mówi się, że nie zaprzestawały połowów nawet w zaawansowanych stadiach ciąży, a po samym porodzie nie zwlekały z powrotem do wody. Z czasem zawód stał się na tyle opłacalny, że poprzestały na samych połowach.

Praca jako haenyeo nie jest jednak zwykłą formą zarobku – tylko po to, żeby wyżywić własną rodzinę. W haenyeowym społeczeństwie „ta”, która złowiła więcej, dzieliła się z „tą”, która złowiła mniej, a szkody po tajfunach wyrządzone w wiosce są często pokrywane z haenyeowych funduszy.  

Haenyeo były też nieugiętymi powstańczyniami, narażającymi życie w walce o swoje prawa i wyzwolenie spod reżimu Japonii. To one jako jedne z pierwszych sprzeciwiły się okupantom Japońskim i ruszając ze swoimi bojami w dłoniach, protestowały m.in. przeciwko wykorzystywaniu ich jako siłę roboczą.  

Oprócz tego haenyeo brały czynny udział w życiu kulturalnym wyspy, uczestnicząc w różnego rodzaju występach podczas Festiwalu Kultury Halla (dawnego festiwalu kulturalnego na wyspie Jeju). Nawet do teraz tworzą one zgrupowania zapoznające ludzi z kulturą haenyeo – śpiewając wspólnie tradycyjne „połowicze pieśni” i tańcząc w dawnych tradycyjnych strojach do nurkowania. 

Zastanawiać by się tylko można, gdzie tu ta cała ekologia. W końcu haenyeo to poławiaczki – wydawało by się – intruzki w morskiej otchłani. Kobiety morza nauczyły się jednak współistnieć z naturą i zachować w niej równowagę, a nie ją eksploatować.  W swoim połowiczym systemie mają ściśle określone reguły. Haenyeo wyznaczyły miesiące, w których dają odpocząć poszczególnym zasobom morskim i „sieją je”, tak żeby morska flora i fauna odrodziła się na nowo. Nigdy też nie ogołacają swojego domu, jakim jest dla nich morze. Wiedzą, kiedy powiedzieć „dość!”. 

Haenyeo przyczyniają się też do oczyszczania mórz wyławianiem morskich śmieci, a będące ich znakiem rozpoznawczym – jaskrawo pomarańczowe boje zrobione są ze styropianu z odzysku. Nic dziwnego, że nawet delfiny uznają haenyeo za „swojaków” i potrafią nurkować z nimi ramię w ramię.  

Poniżej podrzucam krótki film dokumentarny o życiu młodej haenyeo (po angielsku). Pokazuje on wyspę Jeju sprzed 40 lat i ma ten urokliwy dawny i swojski klimacik. Uważam, że można też przez niego dobrze zaobserwować, jak ważną rolę sprawowały kobiety morza na wyspie. 

Jak Wam się podoba model życia haenyeo? Czy znacie jakieś inne przykłady, które można by było podpiąć pod termin eko-feminizmu? Mam nadzieję, że miło Wam się czytało 😊


Źródła: wikipedia, theme.archives.go.kr, Muzeum Haenyeo, http://www.jejuweekly.com