Czym żywić się na wyspie Jeju?


W tym tygodniu zostajemy na Jeju. Tym razem z czymś na ząb”. A muszę przyznać, że za każdym razem na wyspie żywimy się głównie kawą 😀 Jedzenie na Jeju jest dwa razy droższe od napojów, i o dobrą i otwartą knajpkę też nie łatwo. Wiele posiłków cieszy tylko oko, a nie podniebienie… Dlatego moja lista polecajek spożywczych jest krótka, w porównaniu do tej kawiarnianej. Poniższe oznaczenia miejsc to profile na Instagramie. Pamiętajcie o telefonie przed wizytą, nie warto wierzyć Google Maps 😉  

Większość miejsc na mapie oznaczonych jest ich profilami na Instagramie, bo to właśnie z nich najłatwiej dowiedzieć się o godziny otwarcia, szczegółówy adres itp.

Zaczniemy już tradycyjnie od miasta Jeju i w kierunku na północny wschód.  

@khsmomgug  김희선 몸국 🍲

Na pierwszy rzut miską idzie potrawa regionalna, specjalność wyspy, którą można spróbować tylko tutaj – 몸국, momguk. Należą Wam się wyjaśnienia, ponieważ mało komu nazwa potrawy coś powie. Momguk to zupa na wywarze z kości i wnętrzności świni podawana z gronorostami, które w wyspiarskim języku nazywają się właśnie – mom (guk to po koreańsku zupa). To pomieszanie morza z lądem i przysmaków wyspiarskich –  świnia, glon –  więc jest godna spróbowania. U Kim Hee-seon można też dostać dobry 육개장, yukgaejang, czyli ostrą zupę wołową lub dobrą smażoną makrelę, więc nawet dla bojących się wyzwań znajdzie się coś na zapełnienie żołądka. Można sobie nawet zamówić zupkę w opakowaniu na wynos 😉 Polecam! 

@seungbbeumdang_ 승쁨당 🥐

To piekarnia polecana przez koleżankę z korzeniami chlebowymi, bo z Francji, więc jak poleca to znaczy, że nie będą to wypieki, na które reagują pozytywnie tylko koreańskie kubki smakowe. Sama w niej nie byłam, ale jeżeli macie ochotę na coś dobrego na drogę, to wygląda na to, że to miejsce powinno być OK. 

@jejuddosirang 제주또시랑 🍱

Jest to jadłodalnia online, z której chciałam zamówić dosirag (jedzenie zapakowane na wynos – coś jak pudełko piknikowe) z pysznie wyglądającym 김밥 kimbapem i kanapkami w kopertkach z tofu. Niestety okazało się, że trzeba zamawiać z kilkudniowym wyprzedzeniem 🙁 Ale jeżeli Was też wizualnie kusi, to wypróbujcie go za mnie! 

@hahahohocafe HAHA HOHO 🍔

Do Haha hoho przenosimy się nad plażę Woljeong-ri, którą charakteryzuje lazur wody i surferzy. Jedziemy tutaj na burgera, która nie zrywa czapek z głów (chociaż to burger z czarnej świni), ale miejsce jest godniesze niż inne knajpki nad tą plażą i ma super widok. Obsługa też jest bardzo sympatyczna. 

Targ przy Sehwa – oiljang 세화오일장 🍤🍢

오일장 oiljang to targ otwierany raz na pięć dni. Dlatego trzeba mieć szczęście, żeby znaleźć się akurat w tych okolicach w dni otwarcia. Nam się raz udało. I byliśmy tu na pysznym 분식, bunsik – jedzeniu ulicznym. Będziecie wiedzieli, że to tu –  po tłumach. My zamówiliśmy 떡볶이 tteokbeokki (ryżowe kopytka na ostro) i 튀김 twigim (jedzenie głęboko smażone) – ten z panierowaną papryczką nadziewaną makaronem z batatów był najlepszym jaki jadłam ever! Na targu można też dostać świeże sezonowe cytrusy. 

@lilot_jeju 릴로 제주 🥖 

Lilot to mała Francja na Jeju. Właścicielka uczy francuskiego i serwuje pyszne bagietki w bynajmniej nie koreańskim stylu. Minęło kilka lat od degustacji, a cały czas pamiętam o tym miejscu. 

@semo_jeju 세모제주 🍙

Kolejne nieodwiedzone, a polecone. Ponoć mają dobre trójkątne kimbapy. No i są takie instagramowe 😀  

@bijahyang_jeju 비자향 🥩🥬

O tym miejscu też nie mogę zapomnieć. Jeżeli wybieracie się do 비자림, lasu Bijarim, co serdecznie polecam, bo to miejsce będzie Wam po drodze. Oczywiście jeżeli tylko będzie otwarte –  ostatnim razem siedzieliśmy z jakimś kundelkiem pilnującym lokalu, z nadzieją, że właściciele wrócą – na marne. Knajpka serwuje 쌈밥 ssambap – mięsko świni smażone na ostro z całą masą i różnorodnością sałat do zawijania go. Nie raz jedliśmy ssambap, ale mało gdzie podają tyle świeżej zieleniny. Zupa z pasty sojowej – 된장찌개, doenjangjjigae podawana do, też była wyśmienita! 

@bongkkeurang_bakery 우도 봉끄랑 🍔

To piekarnia z tęczowymi i czarnymi (barwionymi tuszem z kałamarnicy) burgerami na wyspie Udo. O dziwo smakującymi tak dobrze jak wyglądają i do tego z morzem na wyciągnięcie dłoni. Uważam, że na tej małej wysepce to właśnie może być Wasz najlepszy wybór żywieniowy 😉  

@jeju_dolzip 돌집식당 🦪🦀🍗🐟 

Tutaj możemy się zajadać mięskiem lub owocami morza. Nie jest tanio, ale gdzie na Jeju jest? W menu jest i sashimi z różnych owoców morza z krabem marynowanym w sosie sojowym (kraba można też zamówić na wysyłkę do Seulu) i mięso wieprzowe duszone w ostrym sosie i mięso do self-grilowania i smażona ryba. Osobiście polecam zestaw smażonego mięska. Podają też do niego zielony placek z bylicą i zacne przystawki. Mniam!  

@casadinoa_jeju CASADINOA 🍕

Znaleźliśmy się nagle na południowym zachodzie. Jeżeli macie ochotę na prawdziwą włoską pizzę, to zapukacie tutaj. To restauracja z klimatem i przepyszną pizzą. Szef i kucharz to Włoch. Serwują też różne rodzaje piwa. My mieliśmy nocleg tuż obok, więc pozwoliliśmy sobie na odrobinę alkoholu 😉 Odrobinę – bo ceny mocno wygórowane 😉 

@roll&sushi 롤앤스시 🍣

Jeżeli zamiast pizzy wolicie sushi, to tutaj dostaniecie tanie rollsy. Tak dawno nie jadłam Philadelphia roll (w Seulu wbrew pozorom nie tak łatwo o rollsy), że zamówiłam sobie dwie i aż mnie zmuliło 😀 Tego dnia mieliśmy szczęście i z kawiarni widzieliśmy delfiny, które potem znowu zastaliśmy właśnie przed tą knajpką 🐬 Zacne wspomnienia!

@bbolsaljip 뽈살집 🐷

To już ostatnie miejsce na mojej liście. Reszty naprawdę nie pamiętam. Kawa musiała być lepsza 😉 A to miejsce to grillownia. Ale nie taka zwyczajna. Specjalnością tutaj jest mięso ze świńskiego policzka. I wiecie co? Było delikatne i pyszne! Zdecydowanie polecam 😉 

Mam nadzieję, że mój jedzeniowy-przewodnik po Jeju się Wam przyda. Jeżeli odwiedzicie albo już odwiedziliście jakieś z powyższych miejsc, dajcie znać, jak Wam smakowało w komentarzach 😀 Miłego!

Z kupą Ci do twarzy. Czyli o koreańskich słodyczach


To ostatni post z bloga trzech postów – „Klapki na oczach”. Tym razem coś, co może zainteresować nie tylko klapkowiczów, czyli post o szokujących koreańskich słodkościach. Muszę przyznać, że w tym artykule są zawarte rzeczy, które są już mało aktualne, ale szkoda byłoby mi nie podzielić się z Wami, tym co mi jeżyło mój włos przed laty. Potraktujcie to jak retrospekcje.

😀 Zapraszam!

Drodzy Klapkowicze, w dzisiejszym poście nie za wiele o klapkach. Nasz blog zalecamy jednak czytać w klapkach, więc nie zdejmujcie ich chociaż na czas czytania. Jesteśmy pewni, że klapek niczym teleporter pozwoli Wam się przenieść metafizycznie do Korei i zbliżyć bardziej kulturowo do panujących tutaj zwyczajów. A więc klapki na stopy. 3 2 1 START! 😀

Dzisiaj coś nie na stopę a na ząb. Otóż opowiemy Wam trochę o koreańskich słodyczach. Słodycze, temat rzeka. Z któregokolwiek zakamarka ziemi by nie były, czy to Wyspy Dziewicze czy Kalkuta czy Jamajka, mają jeden wspólny punkt – są słodkie. W dziesiejszym poście ograniczymy się do tych dziwniejszych słodyczopodobnych koreańskich wynalazków, a także do, zaskakujących dla nas smakowo, kombinacji. Warto dodać, że prócz kilku godnych klapka smakołyków, generalnie koreańskie słodycze nie umywają się do tych z polskich półek. I nie jest to tylko nasze zdanie, można to także przeliczyć na kilogramy przybrane przez Koreanki (tak, w szczególności dotyczy to płci pięknej/nie jest to podparte statystyką, a raczej tym, co dobiegło naszych uszu) po wizycie w Polsce, wywołane efektem czekoladowym. Nie nasz w tym cel jednak, by opłakiwać koreańskie półki sklepowe. Chcielibyśmy przedstawić Wam kilka szalonych koreańskich słodkości.

Zacznijmy od czegoś na prawdę spaczonego. KUPY. 💩 W Korei powiedzenie „chodźmy na kupę” (o ile na kupę można chodzić zbiorowo 🤔) może mieć dwa przeciwstawne znaczenia. Pierwsze znane nam z codziennego życia, choćbyśmy nie wiem jak starali się to ukryć, wiąże się z wydalaniem, drugie natomiast wiążę się z pochłanianiem. Takim oto sposobem dwie KUPY leżą po przeciwnej stronie drogi pokarmowej. Oczywiście nie chodzi tu, przynajmniej nie w dosłowny sposób, o propagowanie diety w stylu „ zjedz, co już zjadłeś”, czy też o oszczędzanie na żywności w ten właśnie sposób. Koreańczycy delektują się kupą w postaci uroczych cisteczek, a raczej odwrotnie – ciasteczkami pod niewinną postacią kupy zwanymi – 똥빵 czyt. tong bang.

Kupy mają różne nadzienia, co czyni je jeszcze bardziej pożądanymi kąskami. Mogą być z nadzieniem czekoladowym, tofi, serowym czy też truskawkowym, jednak najbardziej popularne nadziewane są słodką czerowna fasolą. Wrzucam jeszcze najnowsze wynalazki kupowe wyczajone na Instagramie. Te poniżej są z 2021 roku, co świadczy o tym, że miłość do kupy wiecznie żywa. 💩

TRENDY KUPOWE 2021

czekoladki
żelki

lizaki
ciasta

Sam temat ekstytacji kupą, jest zbyt długi i mógłby być tematem na odrębnego posta, pozatym nie chcemy mieszać prawdziwej kupy w post o słodyczach, dlatego przejdziemy dalej. Jak wspomnieliśmy przed chwilą popularnym nadzieniem dla kupy jest fasola. Znana nam głównie z meksykańskiej kuchni czerwona fasola z puszki, w Korei również jest puszkowana, lecz w słodkim syropie i jest popularnym dodatkiem nie tylko do kupy, ale również do innych koreańskich deserów. Same chlebki w kształcie kupy pochodzą od chlebków w postaci ryby, tzw. 붕어빵 czyt. bungo bang, zwyczajowo nadziewanych właśnie słodką fasolą. Istnieje także ich odmiana lodowa, czyli wafelek w rybnym kształcie z nadzieniem z lodów waniliowych i fasoli.

„Niestety” producentom tych lodów zachciało się w tym roku (mowa o 2021) zaeksperymentować na całego i prócz wersji z lodami o smaku zielonej herbaty czy czarnego sezamu, które zostały w zeszłych latach wprowadzone na rynek, wypuścili też serię lodów rybek z ostrym sosem 🔥 do 불닭, czyt. buldak (istnieje taki makaron instant znany w wypalania gardła właśnie z tym sosem). Koszmar – mówię z doświadczenia, bo mąż przyniósł 3 sztuki, ciesząc się, że była okazja i dawali 3 w cenie 2. Okazało się, że po gryzie od każdego z nas skończył w zlewie….A dwa pozostałe starzeją się w zamrażarce 😢

Po prawej lody/po lewej ciepłe chlebki nadziewane fasolką
lody z ostrym sosem – rybka aż płakała
na pozór urocze, różowe
a w środku fasolowo-pikantne piekiełko

Kolejnym przysmakiem podawanym ze słodką fasolą jest lód. Gdy tylko w Korei topnieją zimowe lody, rozpoczyna się długo wyczekiwany sezon na 빙수 czyt. bingsu, czyli koreański sposób na ochłodę w postaci kruszonego lodu z dodatkami. Te najpopularniejsze i tradycyjne bingsu to deser z dodatkiem czerownej fasoli tzw. 팥빙수 czyt. pat bingsu, często serwowane w sposób w jaki możemy je podziwiać na zdjęciu poniżej, czyli w postaci samego skruszonego lodu z fasolą.

Obecnie odmian bingsu są setki, a do bardziej popularnych bingsowych lokali wiją się kolejki. Na zdjęciach poniżej możecie podziwiać kilka rodzajów. Te bardziej ekskluzywne wersje są wydrążone w owocach.

Nasze klapki poniosły nas ostatnio na oreo bingsu, zrobione z pokruszonych ciasteczek oreo (na zdjęciu oznaczone-3). I musimy przyznać, że były warte klapka. Cały czas jednak nie możemy się nadziwić skąd ta ekscytacja kruszonym lodem. I skąd te ceny za deser, w którego skład wchodzi praktycznie woda i fasola (ceny wachają sie od 20 do 60zł). Bingsu to deser, który jest też chętnie przyrządzany w koreańskich domach.

Na zdjęciu widnieje typowe domowe bingsu z roku 2013. Widzicie pomidorki?

TRENDY BINGSOWE 2021

bingsu w kształcie góry Halla z wyspy Jeju
bingsu z oczami
bingsu-bungo

Na zdjęciu powyżej widzicie typowe owocowe bingsu. Owocowe, więc nie mogło oczywiście zabraknąć pomidora!🍅Nie chcemy pomidorowi odbierać tytułu owoca, niemniej jednak jest to jeden z nielicznych owoców traktowanych w większości krajów jako warzywo ze względu na jego wykorzystanie w kuchni. No cóż, nie w Korei. Oczywiście każdy zajada się spagetti z sosem pomidorowym, pomidora nie znajdziecie jednak na stoisku obok marchewki, a raczej koło pomarańczy czy truskawki, a dokładniej mówiąc zamiast truskawki. Gdy tylko kończy się sezon na truskawki, a kończy się wiosną, zaczyna się sezon na pomidory i to one właśnie zastępują truskawki w deserach. Wskakują więc sprytnie nie tylko w bingsu, ale także lubią się polansować na tortach.

Ten trend pomidorowy na całe szczęście minął i nie widuję już pomidorów w deserach czy na tortach, ale soki z pomidorów z syropem cukrowym są tu cały czas na porządku dziennym. 😅 

a kuku!

Jakież było nasze zdziwienie po pierwszych urodzinach spędzonych w Korei, gdy z naszego urodzinowego tortu uśmiechał się do nas pomidor. Klapki nam dęba stanęły! Nie są one jednak jedynym niestandardowym elementem koreańskich tortów. Kolejnym bohaterem jest ziemniak. Może nie zwykły, lecz jego słodka odmiana 고구마, czyt. goguma , czyli batat. Niemniej jednak ziemniak to ziemniak, to coś, co rośnie w ziemi. Taki oto też ziemniak, dziecko ulicy trafia na urodzinowy tort, czyli na salony i brata się z bitą śmietaną, a nawet pozwala sobie na więcej i zamienia się w tortowe nadzienie. 

Ten trend też już na całe szczęście prawie zaniknął, ale zastąpiły go inne batatowe wytwory. 😂

BATATOWE TRENDY 2021

batatowa bułka na słodko
batatowe ciasteczka ryżowe
batatowe makaroniki
lody w batacie

Szacunek ludzi ulicy!

Na koniec jeszcze dość oryginalne lody, czyli coś  co wygląda jak wielka zawijana chrupka kukurydziana i jest napełniane wewnątrz lodami waniliowymi. Ten pomysł nam się akurat podoba!(Bodajże przetrwały po dziś dzień!)

 A oto nasze hasło na następne tygodnie:

A ja tym hasłem żegnam się z moim klapkowym blogiem, adios!🤪

10 koreańskich potraw, za które Twoje podniebienie Ci podziękuje (część pierwsza)


Tym postem zaczynam serię artykułów, które pomogą Wam poznać Koreę bliżej. Nie tylko od strony kuchni. Zależy mi głównie na tym, żeby być pomocną osobom, które planują przyjazd do Korei i nie wiedzą, z której strony go ugryźć. Uważam, że byłoby wielkim osobistym kataklizmem zmarnować tak daleką i niemało kosztowną podróż na jedzenie niesmacznych posiłków czy zwiedzanie nieciekawych miejsc (nawet na picie niedobrej kawy)! Tym, którzy nie planują podróży do Korei, ale chcą się po prostu dowiedzieć o niej więcej, też się przyda trochę koreańskiej kultury “na ząb”. 

W wyborze 10 koreańskich potraw, za które Wasze podniebienie Wam podziękuje, a kubki smakowe zaczną tańczyć niczym na dźwięk BTSowych hitów, pomogła mi „lista 40 potraw, bez których Koreańczycy nie potrafią żyć” i moje osobiste preferencje 😉

1. 비빔밥 Bibimbap

Zacznę od czegoś, co powinno zasmakować każdemu, wizualnego mistrza na koreańskim stole – bibimbap. Ta kolorowa, niczym koreański tradycyjny strój, potrawa jest jednym z moich ulubionych koreańskich dań, nie tylko ze względu na swoje walory smakowe. Jest też zdrowa i stosunkowo tania (w restauracji powinna Cię kosztować pomiędzy 7,000~8,000 won, około 21~24 zł). 비빔 bibim oznacza mieszanie, a 밥 bap ryż. Kalkulacja jest więc prosta – jest to „zmieszany ryż”. Tym, co się miesza z ryżem i nadaje bibimbapowi pięknego ubarwienia są: różnego rodzaju warzywa, kiełki i osadzone majestatycznie w samym środku – jajko sadzone (z płynnym żółtkiem). Nie można też zapomnieć o 고추장 gochujang – paście z papryczek chilli, którą należy dokładnie wmieszać w ryż razem z warzywami. Jest ona podawana zazwyczaj osobno lub leży na stole w butelce, która przypomina keczup, ale zdarza się, że dodają ją do ryżu, więc tym z Was, którzy są nieodporni na ostrości, polecam upewnić się, że dostaną pastę w osobnej miseczce i wymieszać ją w odpowiedniej dla Was proporcji. Jedzenie bibimbapu bez pasty i dodatku oleju sezamowego byłoby przestępstwem smakowym. Jeszcze większym przestępstwem, którego dopuszcza się wielu obcokrajowców jest jedzenie bibimbapu przed wymieszaniem składników, a jeżeli będziecie go jeść pałeczkami a nie łyżką, zostaniecie uznani za zwykłego turystę, który nie ma większego pojęcia „co z czym i jak”. 

Wersji tej potrawy można spotkać setki i choć Wikipedia opisuje ją jako potrawę mięsną z dodatkiem pokrojonej drobno wołowiny, zapewniam Was, że dużo łatwiej jest dostać jej bezmięsną wersję. Dlatego klasyfikuję ją jak potrawę wege. Bibimbap jest też dostępny w dwóch rodzajach misek: w metalowej misce albo tak zwanym — 뚝배기 ttukbaegi, glinianym naczyniu, które utrzymuje ciepło przez długi czas. Bibimbap jedzony z ttukbaegi nie stygnie łatwo, więc nie polecam go „potliwym”. Do bibimbapu dostaniesz kimchi, którego możesz się najeść do woli, ponieważ w Korei wszystkim przystawkom przysługuje dokładka. Te, co fajniejsze miejsca podają do potrawy jakiś rodzaj zupy (ja uwielbiam miyeokguk – zupę z glonów miyeok, w Polsce znanych jako wakame). 

2. 김밥 Gimbap 

Gimbap uznany byłby w Polsce za sushi, a dokładniej za rollsy – maki. W Korei jednak gimbap to gimbap, a sushi to sushi. Gimbap można znaleźć na każdym rogu ulicy, najczęściej w 김밥천국 Gimbapcheonguk, czyli dosłownie „gimbapowym raju” — knajpkach z tanim jedzeniem, lub w osobnych gimbapowniach (koszt jednej rolki to około 3,000~4000 won, 9~12zł).
Gimbap różni się od rollsów tym, że w jego skład wchodzą głównie warzywa, więc jest idealny dla wegetarian (oczywiście są też wersje z mięsem, więc warto porządnie przeskanować menu albo, w razie braku angielskojęzycznej wersji, po prostu zapytać). Jako dodatek dostaje się najczęściej kimchi i 단무지, czyli marynowaną i zabarwioną na żółto rzepę. Gimbap je się pałeczkami, po kawałku na raz i bez zanurzania w sosie sojowym (ja lubię położyć na kawałek gimbapa kimichi i chapnąć w całości). Jeżeli jecie we dwójkę to polecam zamówić dodatkowo 비빔면 bibimmyeon (zimny makaron na ostro, zazwyczaj bez mięsa, ewentualnie może być nim udekorowany) albo 떡볶이 tteokbeokki (ja je nazywam ryżowymi kopytkami z pikantnym sosem) – dla tych z ognistymi kubkami smakowymi. Dla tych mniej odważnych proponuję 갈비만두 galbimandu – mięsne pierożki.  

Uwaga: do wielu gimbapów dodają liścia perilla , który ma specyficzny zapach (ja go unikam, jak mogę), więc jeżeli się okaże, że Ci nie smakuje, to po prostu przy następnym zamówieniu poproś o gimbap bez 깻잎 ggaenip. 

3. 삼겹살 Samgyeopsal 

Samgyeopsal, tu już coś mocno mięsistego – koreańskie grillowanie. Sam samgyeopsal to nic innego jak boczek wieprzowy.

Możesz sobie od razu pomyśleć, że oznacza to dużo tłuszczu i mało mięsa? Niby tak, ale w całej kombinacji, w jakiej jest konsumowany, zapewniam, że to coś więcej niż zwały tłuszczu. Samgyeopsal czy też inny rodzaj mięsa, jaki można dostać w koreańskiej „grillowni”, smażysz sobie najczęściej sam (są miejsca, gdzie pomaga w tym personel). Najpierw kładziesz cały kawałek mięsa na grill, a po podsmażeniu go, tniesz nożyczkami na małe kawałeczki. Tak podsmażony kawałek mięsa maczamy w sosie 쌈장 ssamjang (쌈 oznacza zawijanie, czyli jest to „sos do zawijania”), kładziemy na liściu sałaty, dodajemy według uznania: kimchi (można podsmażyć na krawędziach grilla), podsmażony lub surowy czosnek, inną zieleninkę, która znajduje się na stole (opcjonalnie ryż) i takie całe zawiniątko wkładamy na raz do ust (przestępstwem jest je przegryzać!). Do mięska powinni Wam podać 된장찌개 doenjangjjige (zupę ze sfermentowanej fasoli, najczęściej na bazie małży, ale może być z dodatkiem mięsa), która zazwyczaj wjeżdża na stół jedną miską i może budzić kontrowersje. W Korei to normalne, że je się całą bandą z jednej miski i mimo że po Covidzie może się sporo zmienić, ostrzegam na zapas (zawsze można sobie domówić kolejną porcję). Polecam zamówić dodatkowo 계란찜 gyeranjjim, czyli jajko spieniane na parze. Przy zamawianiu trzeba zwrócić uwagę na to, że cena za około 150~200g mięsa jest ceną od osoby i zamówienie należy złożyć według liczby osób siedzących przy stole. 

4. 삼계탕 Samgyetang 
 

Samgyetang to jedna z potraw leczniczych, czyli takich, które poleca się na osłabienie organizmu. Nic dziwnego, bo to prawdziwa bomba odżywcza – cały kurczak zatopiony w wywarze zrobionym na bazie składników koreańskiej medycyny naturalnej, takich jak żeń-szeń, jujuba, imbir. Kurczak nadziewany jest kleistym ryżem, a częstym dodatkiem do potrawy jest 인삼주 insam-ju, czyli żeńszeniowa wódeczka serwowana przed posiłkiem. Samgyetang podawana jest w wyżej wymienionym ttukbaegi, więc trzeba uważać, żeby na starcie nie oparzyć sobie podniebienia. W Korei wierzy się, że gorąc zwalcza się gorącem, dlatego zupa ta jest szczególnie popularna w najgorętsze dni roku (초복 chobok , 중복 jungbok , 말복 malbok ), które mają wyznaczone osobno daty w kalendarzu księżycowym. Warto takich dni unikać, bo restauracje serwujące samgyetang są zatłoczone. 

5. 치맥 chimaek, czyli 치킨 chicken & 맥주 maekju (piwo) 

Kto nie spróbował koreańskiego smażonego kurczaka, nie może powiedzieć, że jadł prawdziwego smażonego kurczaka! Koreę możnaby było nawet nazwać krajem kurczaka. Jest to jeden z najukochańszych przysmaków Koreańczyków. Nic więc dziwnego, że „kurczakowni” w Korei jest prawie tyle, co kawiarni (a Korea to kraj 1001 Kawiarni). Większość z nich specjalizuje się w sprzedaży na wynos, ale jest też dużo miejsc, gdzie można usiąść z kurczakiem i kuflem piwa. Jeżeli myślisz, że kurczak z KFC jest dobry, to tylko dlatego, że nie byłeś w Korei – kraju, gdzie największe gwiazdy telewizji stają się oficjalnymi twarzami marek „kurczakowych”. W Korei kurczak najlepiej smakuje zamówiony na dowóz podczas piknikowania nad rzeką Han (wtedy piwo należy nabyć wcześniej w jednym z pobliskich sklepików). Przy zamawianiu kurczaka ma się najczęściej opcję, żeby zamówić go „pół na pół” — najlepsze połączenie to pół kurczaka zwykłego panierowanego i pół tego w ostro-słodkim sosie, który wcale taki ostry nie jest (przy zamówieniu powiedz: 후라이드반양념반, czyt. huraidyban – jangnjomban). Do wyboru są wersje z kośćmi (cały kurczak w kawałakach) lub bez kości (białe mięsko). Do kurczaka podają pokrojoną w kosteczki marynowaną rzepę w zalewie – ma to zredukować uczucie tłustości podczas posiłku, na co Koreańczycy są bardzo wyczuleni (taką funkcję m.in. pełni też kimchi, a w koreańskich restauracjach z włoskim jedzeniem słodkie pikle podawane do spaghetti). Kolejna forma smażonego kurczaka, która jest czystą przyjemnością dla podniebienia to 닭강정 dakgangjeong – mięso z kurczaka (bez kości) panierowane, głęboko smażone i dodatkowo podsmażane na gorącym blacie z różnego rodzaju sosami. Dakgangjeong sprzedają tylko na wynos, najczęściej na targach albo w budkach z ulicznym jedzeniem.  
 
Jesteście ciekawi kolejnych koreańskich przysmaków? Ponieważ zaśliniłam się przy pisaniu i pora, żebym wrzuciła coś na ząb, zakończę dzisiejsze bazgrolenie na kurczaku, a resztę potraw opiszę w kolejnym poście. Wam też życzę smacznego! 🙂