Co warto zobaczyć na wyspie Jeju?🌴 (część pierwsza)


Dzisiaj prawie ostatni post z cyklu – polecam na Jeju. Prawie, bo chyba będę musiała go podzielić na dwie części (jest tego sporo) 😉 Tym razem zwiedzimy wyspę nie od strony żołądka, skupimy się na atrakcjach turystycznych.  

Standardowo zaczynamy od miasta Jeju i objeżdżamy wyspę w kierunku wschód – południe – zachód. Dlaczego? Bo choć uważam, że każda część wyspy ma swój urok, to chyba mam jednak największy sentyment do północno-wschodniego wybrzeża 🤭 

Plaża Hamdok 함덕해변 

Najbliższą z plaż zaraz na wschód będzie plaża Hamdok. Na Hamdok możemy spotkać aż trzy lazurowe zatoczki, z których każda ma inny urok. Oddzielone są kawałkiem lądu wbiegającym dość głęboko w morze – można sobie na ten cypelek wejść. Byłam tam dwa albo trzy razy, ale jakoś nigdy nie zatrzymywałam się na dłużej ani nie siadałam na plaży, a raczej podziwiałam ją z plażowej kawiarni – Delmundo, która mieści się tuż nad morzem (nie zapadła jednak w mojej pamięci…) i z deserowni z mango – Rich mango. Jest to plaża godna odwiedzenia i popularna wśród samych tubylców, więc mam zamiar wyeksplorować ją bardziej podczas następnej wizyty, tym bardziej, że wygląda na to, że jest tam też fajna trasa spacerowa na pagórku obok. 

Plaża Gimnyeong 김녕해변 

To kolejna malownicza plaża i pierwsza rozpoczynająca prawdziwy rajd nadmorską autostradą. Mniej więcej od tej plaży zaczynają się zapierające dech w piersiach widoki, które można podziwiać z okien samochodu. Dlatego polecam olewać nawigację i zamiast jechać głównymi szosami do kolejnego punktu, zjechać w uliczkę nad samym wybrzeżem. Sama plaża jest jednym z punktów na ślubne sesje zdjęciowe. Jej biały piasek, lazur morza, pięknie formujące się skałki powulkaniczne i turbiny wietrzne w tle tworzą niepowtarzalną atmosferę. Przy samej plaży są, szatnie, prysznice i przebieralnie, więc latem musi być tłoczno, ale poza sezonem można tu zażyć spokojnych kąpieli. Tak – moczyłam się tam! I tak – miałam tam sesję ślubną 😀 

Plaża Woljeong-ri 월정리해변 

Plaża Woljeong-ri to też lazurowa i podłużna plaża z wietrznymi turbinami. Tyle, że cieszy głównie amatorów sportów wodnych, a szczególnie surfingu. Widocznie fale tutaj są jakieś lepsze. Można sobie też zamówić lekcje z surfingu czy paddlingu, a dla tych antywodnych zawsze znajdzie się kawiarnia z widokiem na morze, czego nie zastalibyśmy przy poprzedniej plaży. Podczas mojej ostatniej wizyty tylko obserwowałam kumpelę, biorącą lekcje paddlingu – nie żebym była stworzeniem typowo lądowym, ale czaję się bardziej na surfing i po nieudanej próbie kilka lat temu, wmawiam sobie, że muszę najpierw wytrenować siłę w rękach… 

Jednodniowy kurs haenyeo przy plaży Hado  

Coś na co mam ochotę jeszcze bardziej niż na surfing, choć z pewną dozą strachu – dużo bardziej lubię być nad niż pod wodą 😉 Ale skoro napisałam książkę o haenyeo, to mimo licznych filmów dokumentarnych i pośrednich doświadczeń, przydałoby się chociaż raz spróbować swoich sił w tym zawodzie! Przy niewielkiej plaży Hado – znajduje się szkoła haenyeo, gdzie można zarejestrować się na jednodniowy kurs – trzeba to zrobić z wyprzedzeniem. Rezerwacja: https://bit.ly/3uDe4lf

Plaża Sehwa i muzeum haenyeo 세화해변/해녀 박물관 

Sehwa to moja ulubiona plaża – coś co mnie łączy z główną bohaterką książki 😉 Można do niej dojechać, jadąc cały czas tą samą nadmorską szosą. Jest jakaś spokojniejsza, kawiarnie w pobliżu są piękne i mam tu same dobre wspomnienia. Jest to też miejsce, gdzie kiedyś haenyeo prowadziły powstanie przeciw okupacji japońskiej, więc ma też znaczenie historyczne. Przed muzeum haenyeo stoi posąg upamiętniający to wydarzenie. Samo muzeum jest wspaniałym miejscem, żeby dowiedzieć się więcej nie tylko o tym unikalnym zawodzie, ale i o kulturze wyspy. Polecam! Wstęp do muzeum to jedyne 1,100 won (około 3.3zł), ale obecnie potrzebna jest rezerwacja na wstęp przez stronę muzeum. Rezerwacja: https://bit.ly/3g6orsL

Jaskinia Manjanggul 만장굴 

Po plażach przenosimy się na ląd, a raczej pod ląd – do jaskini. W upalny dzień będzie to odskocznia i ochłodzenie, w chłodniejszy dzień polecam coś ciepłego do zarzucenia na ramiona – to lodówka. Jaskinia Manjanggul jest wpisana na listę skarbów natury UNESCO. Jest to dwunasta co do wielkości jaskinia lawowa na świecie i mierzy prawie dziewięć kilometrów długości. Oczywiście tylko część jest otwarta do zwiedzania. Jeżeli nie kręcą Was podziemia, to możecie ją pominąć i wybrać się na zachód wyspy do parku Hallim, w którym też można zapuścić się na chwilę w głąb ziemi. Ja byłam tam dawno dawno, teraz bym pewnie ominęła ją szerokim łukiem i wybrała się właśnie do Hallim 😉 Wstęp: 4,000won (12zł) 

Las Bijarim 비자림 

Jest to największy las na świecie pokryty jednym gatunkiem drzew i tym drzewem jest 비자, Bija – torreja orzechowa. Większość drzew tutaj to dziadziusie mający 500~800lat, ale jest też jedno o ponad 1000 letnim stażu, które jest jednym z głównych punktów na tej leśnej trasie. Drzewa Bija zachwycają kojącym zapachem i stanowią dom dla różnych gatunków ptaków 😉 To moim zdaniem jedne z najpiękniejszych miejsc na wyspie. Wstęp: 3,000won (9zł) 

Ścieżka leśna Saryeoni 사려니 숲길 

Tutaj nie byłam, ale będę! Jest to trasa leśna zaczynająca się w okolicach Bijarim. Można tu znaleźć wiele gatunków rzadko spotykanych drzew jak cedry japońskie, hinoki itp. Główny szlak to aż 9.5km, więc może być ciężko obrócić w dwie strony, chyba, że znajdzie się ktoś, kto zaparkuje gdzieś przy końcu trasy… 

Stożek wulkaniczny (oreum) Yongnuni 용눈이 오름 

Wyspa Jeju prócz królującej pośrodku 할라산, góry Halla (wygasłego wulkanu), jest pokryta licznymi pagórkami, będącymi stożkami wulkanicznymi. Jednym z najpopularniejszych z nich jest właśnie stożek Yongnuni. Ma on wysokość 248 metrów i choć są takie przekraczające 300 m, zalicza się do najwyższych. Jego nazwa oznacza leżącego smoka, ponieważ taki właśnie ma kształt. Zobaczcie tylko na ten zachód słońca widoczny z jego szczytu! Zapiera dech. W zachodniej części wyspy z pięknego widoku na zachód słońca znany jest 새별오름, Saebyeoloreum, nie ma go na mapce, ale jeżeli byście szukali jakiegoś pagórka w innej części wyspy, to polecam!

Krater Seongsan Ilchulbong 성산 일출봉 

To krater powstały na skutek erupcji hydrowulkanicznych. Jest wpisany na listę skarbów natury UNESCO i robi wrażenie.  Przypomina górzysty półwysep, cieszący oczy nasyconą zielenią. Po kilku minutowym spacerze w górę znajdziemy się na szczycie. Problem w tym, że jest tu zawsze tłoczno i czasami lepiej podziwiać go po prostu z daleka lub z kawiarni z widokiem na niego, o której mówiłam w poście kawiarnianym 😉 U podnóża jest też urocza zatoczka, w której babcie haenyeo wyławiają morskie smakołyki, żeby je potem sprzedawać na świeżo turystom w knajpce z 해녀밥상, haenyeo babsang (stołem zastawionym przez haenyeo). Druga część nazwy krateru oznacza stożek wschodu słońca, bo to stąd ponoć widać wschód jak na dłoni 😊 Wstęp: 5000won (15zł) 

Wybrzeże Seopjikoji 섭지코지 

Leży nieopodal od wyżej wymienionej atrakcji i daje nam dobry widok na krater z daleka. Zbocze wybrzeża jest wysoko położone i zwieńczone latarnią. Co jest charakterystyczne dla tego miejsca – formułuje je czerwony powulkaniczny pył zwany “scoria”, a wulkaniczne skały na dole zbocza przybrały ponoć bardzo specyficzne kształty, dlatego to miejsce pojawiło się w wielu koreańskich dramach. Można też tu znaleźć piaszczystą plażę, pasące się na łąkach konie, a nawet wielkie i bardzo betonowe muzeum 😉 Osobiście byłam tam kilka razy, chociaż nigdy nie udało mi się w tym miejscu zakochać… Ale może warto się wybrać podczas zakwitu rzepaku albo na tę nową huśtawkę z widokiem na krater Seongsan.

Plaża Gwangchigi 광치기해변  

Jest plażą, która kończy pierwszy szlak nadmorski i rozpoczyna drugi (dla tych wędrownych). Jest pokryta czarnym piaskiem pomieszanym z kruszonymi muszlami i jest też popularnym miejsce na obserwowanie wschodu słońca, ponieważ widać go tu z Seongsan Ilchulbong w tle. Sama miałam przyjemność obserwować wschód z tej plaży w zeszłym roku. Polecam! Jest to bardzo efemeryczne przeżycie.  

Plaża Pyoseon 표선해변 

Kolejna plaża, tym razem troszkę na południe. Jest ona inna niż wszystkie. Morze ucieka tutaj w głąb i tworzy niezmiernie wydłużoną plażę, pokrytą złotym piaskiem z małymi dziurkami i kuleczkami – prawdopodobnie robota krabów? Gdy morze przypływa tworzy ona sporą płytką zatokę, dlatego jest popularna wśród rodzin z dziećmi. W nocy światła docierające z zamieszkałej części zatoki czarują nas pięknym widokiem. Jest to też dom dla urokliwego posągu haenyeo jako syreny. Zainspirował mnie on do ilustracji do wiersza “Syrena” oraz przywiewa na myśl główną bohaterkę mojej powieści. 

Skansen Jeju 제주민속촌 

Jest położony tuż obok plaży Pyeoson. Może nie umywa się rozmiarem do skansenu w Yeongin koło Seulu i chyba nie ma możliwości wypożyczenia hanboku, ale jest wart zobaczenia. Także dlatego, że można tu się przenieść w czasy dynastii Joseon, w jej formie i kształcie, jaki prezentowała właśnie na wyspie. Jeżeli się dobrze trafi czasowo, zastaniemy występy pansori i pokazy gier ludowych. Kryje on w sobie też sporo spotów na unikalne zdjęcia i nawet labirynt 😉 Wstęp: 11,000won (33zł) 

Szlak Yeongsil na górę (wulkan) Hallasan 한라산영실코스 

To najłatwiejszy szlak na wygasły wulkan i ukrócona droga, bo szlak zaczyna się na wysokości 1,280 – można podjechać samochodem. W ten sposób długość niestromego szlaku to jedyna 5.8 km. Ponoć jest on też najbardziej malowniczy. W czerwcu porośnięty różowymi azaliami. Sama jeszcze nie byłam, ale wiem, że muszę, bo choć nie jestem typem kozicy, to jak kochać Jeju i nie zobaczyć jego serca z bliska… Na wideo góra Halla widoczna w słoneczny dzień z samochodu 😉

@camelia.forest_cafe 카멜리아 포레스트 

To ostatnie miejsce w tym poście i ostatnie w tym regionie wyspy, które polecam. Możecie się zastanawiać, dlaczego nie dodałam go do kawiarni. Otóż, nawet tu nie zamawiałam kawy. Płaci się za wstęp, a główną atrakcją jest nie kawa a las drzew kamelii. Są piękne. Kwitną na przestrzeni października – aż do kwietnia. Wstęp nie jest tani, ale można tam poczuć magię 😉  Wstęp: 8,000won (24zł) 

Poczuliście się trochę jak na wyspie? Mogę mówić o kawie i czymś na zapełnienie żołądka, ale prawdziwe Jeju poznaje się właśnie po jego skarbach naturalnych. Na wyspę Udo zabiorę Was w następnym poście, w którym będziemy zwiedzać zachód wyspy. Tip: wstęp do droższych miejsc warto sobie zabukować przez Naver, korzystając z ichnijej zniżki 😉  

Czym żywić się na wyspie Jeju?


W tym tygodniu zostajemy na Jeju. Tym razem z czymś na ząb”. A muszę przyznać, że za każdym razem na wyspie żywimy się głównie kawą 😀 Jedzenie na Jeju jest dwa razy droższe od napojów, i o dobrą i otwartą knajpkę też nie łatwo. Wiele posiłków cieszy tylko oko, a nie podniebienie… Dlatego moja lista polecajek spożywczych jest krótka, w porównaniu do tej kawiarnianej. Poniższe oznaczenia miejsc to profile na Instagramie. Pamiętajcie o telefonie przed wizytą, nie warto wierzyć Google Maps 😉  

Większość miejsc na mapie oznaczonych jest ich profilami na Instagramie, bo to właśnie z nich najłatwiej dowiedzieć się o godziny otwarcia, szczegółówy adres itp.

Zaczniemy już tradycyjnie od miasta Jeju i w kierunku na północny wschód.  

@khsmomgug  김희선 몸국 🍲

Na pierwszy rzut miską idzie potrawa regionalna, specjalność wyspy, którą można spróbować tylko tutaj – 몸국, momguk. Należą Wam się wyjaśnienia, ponieważ mało komu nazwa potrawy coś powie. Momguk to zupa na wywarze z kości i wnętrzności świni podawana z gronorostami, które w wyspiarskim języku nazywają się właśnie – mom (guk to po koreańsku zupa). To pomieszanie morza z lądem i przysmaków wyspiarskich –  świnia, glon –  więc jest godna spróbowania. U Kim Hee-seon można też dostać dobry 육개장, yukgaejang, czyli ostrą zupę wołową lub dobrą smażoną makrelę, więc nawet dla bojących się wyzwań znajdzie się coś na zapełnienie żołądka. Można sobie nawet zamówić zupkę w opakowaniu na wynos 😉 Polecam! 

@seungbbeumdang_ 승쁨당 🥐

To piekarnia polecana przez koleżankę z korzeniami chlebowymi, bo z Francji, więc jak poleca to znaczy, że nie będą to wypieki, na które reagują pozytywnie tylko koreańskie kubki smakowe. Sama w niej nie byłam, ale jeżeli macie ochotę na coś dobrego na drogę, to wygląda na to, że to miejsce powinno być OK. 

@jejuddosirang 제주또시랑 🍱

Jest to jadłodalnia online, z której chciałam zamówić dosirag (jedzenie zapakowane na wynos – coś jak pudełko piknikowe) z pysznie wyglądającym 김밥 kimbapem i kanapkami w kopertkach z tofu. Niestety okazało się, że trzeba zamawiać z kilkudniowym wyprzedzeniem 🙁 Ale jeżeli Was też wizualnie kusi, to wypróbujcie go za mnie! 

@hahahohocafe HAHA HOHO 🍔

Do Haha hoho przenosimy się nad plażę Woljeong-ri, którą charakteryzuje lazur wody i surferzy. Jedziemy tutaj na burgera, która nie zrywa czapek z głów (chociaż to burger z czarnej świni), ale miejsce jest godniesze niż inne knajpki nad tą plażą i ma super widok. Obsługa też jest bardzo sympatyczna. 

Targ przy Sehwa – oiljang 세화오일장 🍤🍢

오일장 oiljang to targ otwierany raz na pięć dni. Dlatego trzeba mieć szczęście, żeby znaleźć się akurat w tych okolicach w dni otwarcia. Nam się raz udało. I byliśmy tu na pysznym 분식, bunsik – jedzeniu ulicznym. Będziecie wiedzieli, że to tu –  po tłumach. My zamówiliśmy 떡볶이 tteokbeokki (ryżowe kopytka na ostro) i 튀김 twigim (jedzenie głęboko smażone) – ten z panierowaną papryczką nadziewaną makaronem z batatów był najlepszym jaki jadłam ever! Na targu można też dostać świeże sezonowe cytrusy. 

@lilot_jeju 릴로 제주 🥖 

Lilot to mała Francja na Jeju. Właścicielka uczy francuskiego i serwuje pyszne bagietki w bynajmniej nie koreańskim stylu. Minęło kilka lat od degustacji, a cały czas pamiętam o tym miejscu. 

@semo_jeju 세모제주 🍙

Kolejne nieodwiedzone, a polecone. Ponoć mają dobre trójkątne kimbapy. No i są takie instagramowe 😀  

@bijahyang_jeju 비자향 🥩🥬

O tym miejscu też nie mogę zapomnieć. Jeżeli wybieracie się do 비자림, lasu Bijarim, co serdecznie polecam, bo to miejsce będzie Wam po drodze. Oczywiście jeżeli tylko będzie otwarte –  ostatnim razem siedzieliśmy z jakimś kundelkiem pilnującym lokalu, z nadzieją, że właściciele wrócą – na marne. Knajpka serwuje 쌈밥 ssambap – mięsko świni smażone na ostro z całą masą i różnorodnością sałat do zawijania go. Nie raz jedliśmy ssambap, ale mało gdzie podają tyle świeżej zieleniny. Zupa z pasty sojowej – 된장찌개, doenjangjjigae podawana do, też była wyśmienita! 

@bongkkeurang_bakery 우도 봉끄랑 🍔

To piekarnia z tęczowymi i czarnymi (barwionymi tuszem z kałamarnicy) burgerami na wyspie Udo. O dziwo smakującymi tak dobrze jak wyglądają i do tego z morzem na wyciągnięcie dłoni. Uważam, że na tej małej wysepce to właśnie może być Wasz najlepszy wybór żywieniowy 😉  

@jeju_dolzip 돌집식당 🦪🦀🍗🐟 

Tutaj możemy się zajadać mięskiem lub owocami morza. Nie jest tanio, ale gdzie na Jeju jest? W menu jest i sashimi z różnych owoców morza z krabem marynowanym w sosie sojowym (kraba można też zamówić na wysyłkę do Seulu) i mięso wieprzowe duszone w ostrym sosie i mięso do self-grilowania i smażona ryba. Osobiście polecam zestaw smażonego mięska. Podają też do niego zielony placek z bylicą i zacne przystawki. Mniam!  

@casadinoa_jeju CASADINOA 🍕

Znaleźliśmy się nagle na południowym zachodzie. Jeżeli macie ochotę na prawdziwą włoską pizzę, to zapukacie tutaj. To restauracja z klimatem i przepyszną pizzą. Szef i kucharz to Włoch. Serwują też różne rodzaje piwa. My mieliśmy nocleg tuż obok, więc pozwoliliśmy sobie na odrobinę alkoholu 😉 Odrobinę – bo ceny mocno wygórowane 😉 

@roll&sushi 롤앤스시 🍣

Jeżeli zamiast pizzy wolicie sushi, to tutaj dostaniecie tanie rollsy. Tak dawno nie jadłam Philadelphia roll (w Seulu wbrew pozorom nie tak łatwo o rollsy), że zamówiłam sobie dwie i aż mnie zmuliło 😀 Tego dnia mieliśmy szczęście i z kawiarni widzieliśmy delfiny, które potem znowu zastaliśmy właśnie przed tą knajpką 🐬 Zacne wspomnienia!

@bbolsaljip 뽈살집 🐷

To już ostatnie miejsce na mojej liście. Reszty naprawdę nie pamiętam. Kawa musiała być lepsza 😉 A to miejsce to grillownia. Ale nie taka zwyczajna. Specjalnością tutaj jest mięso ze świńskiego policzka. I wiecie co? Było delikatne i pyszne! Zdecydowanie polecam 😉 

Mam nadzieję, że mój jedzeniowy-przewodnik po Jeju się Wam przyda. Jeżeli odwiedzicie albo już odwiedziliście jakieś z powyższych miejsc, dajcie znać, jak Wam smakowało w komentarzach 😀 Miłego!

KAWIARNIE NA WYSPIE JEJU


Dzisiaj rozpiszę się na jeden z moich ulubionych tematów – kawowy ☕️

To będzie mój pierwszy post o kawiarniach. I to nie byle jakich, bo najurokliwszych w całej Korei – tych z wyspy Jeju.

Sama Korea jest znana z niesamowitych kawiarni, a Seul to miasto przysłowiowych tysiąca jeden (choć jestem pewna, że ich liczba grubo przekracza tysiąc). Kawiarnie są na każdym rogu, na każdej nawet najbardziej zabitej dechami uliczce. Często jedna obok drugiej. Zazwyczaj na poziomie.  Jednak czy mogą się umywać, do równie nie byle jakich koleżanek z wyspy o zapierających dech w piersiach widokach? – Nope! 

I o tych właśnie Jejudowskich (po koreańsku wyspa Jeju to Jeju-do) miejscówkach z Panią Kawą, które mnie urzekły, opowiem Wam dzisiaj. Na mapie oznaczyłam te spoty, które chętnie odwiedziłabym raz jeszcze, czyli polecajki. Podczas moich licznych podróży na wyspę Jeju zawitałam też do wielu innych, ale nie wszystkie są godne przedstawienia, i nie wszystkie przetrwały w walce z konkurencją. To zaczynamy! A! Przygotujcie sobie kawę, bo nadmorski wiatr z moich zdjęć przywieje do Was jej zapach i będziecie musieli/siały przerwać lekturę w połowie, a to przecież nie wypada 😉  

Kawiarnie na mapie oznaczone są ich profilami na Instagramie, bo to właśnie z nich najłatwiej dowiedzieć się o godziny otwarcia, szczegółówy adres itp.

Zaczynam od mojego ulubionego wybrzeża – miejsca, gdzie toczyła się akcja mojej powieści – północno-wschodniej części wyspy, w kolejności od kawiarni położonej najbliżej miasta Jeju. 

@be.yourside 카페곁에

Mimo, że jest pierwsza na liście, zastanawiałam się czy ją dodać. Sam wystrój kawiarni jest urokliwy, a kawa z malcha była bardzo instagramowa. Problem w tym, że nie widać z niej nic. Okna choć piękne, są matowe. Tym samym nie wiemy, czy jesteśmy na Jeju, czy trafiliśmy do ładnej miejscówki w Seulu. Dlatego nie zatrzymujemy się na dłużej, lecimy dalej! 

@jeju_in_aa  Jeju in AA

To kawiarnia nadmorska z widokiem za milion dolców. Od morza dzieli ją tylko szosa, więc klimat morski można chłonąć na całego. 🌊 Jest to odnoga popularnej od dawna i przetrwałej do dzisiaj kawiarni AA Museum, z tętniącej życiem studenckiej dzielnicy, Hongdae. Kawiarnia jest niewielka, ale leżaki, pufy i sam rybacko-artystyczny wystrój zachwycają. I co ważne – mają dobrą kawę! Ceny kaw na Jeju są mocno wygórowane i za zwykłe americano płaci się nawet 6,000 won = około 18 zł, ale nawet za te pieniążki, nie wszystkie napoje cieszą smakiem. Czasami płaci się po prostu za sam widok. Tutaj się miło zaskoczyliśmy. Widać po minie Y.? 

@jeju_swingcafe 평대랑그네랑

Jak sama nazwa mówi – kawiarnia z huśtawkami. Położona nieopodal wyżej wspomnianej, jest miejscem na jeszcze bardziej natężony chill. Dlaczego? – bo ma prócz huśtawek sznurkowe hamaki z widokiem na morze, które

dają poczucie odgrodzenia od reszty świata i osłaniają od, zrywającej czapki z głów, morskiej bryzy. Pamiętam, że drzemaliśmy sobie tam a nasze chrapanie zagłuszał tylko dźwięk fal. Niestety smaku kawy nie pamiętam. Musiała być bardzo przeciętna. I podczas ostatnich dwóch wizyt na Jeju, nie mieliśmy szczęścia, żeby zastać ją otwartą 🙁

@cafe_hallasan 카페한라산

W tej kawiarni byłam w listopadzie. Muszę przyznać, że mijałam ją często od kilku lat, nie myśląc, żeby wejść do środka, mimo że jest usytuowana nad moją ulubioną plażą. Dostałam się do niej przez czysty przypadek, miałam pojechać do jednej z powyższych kawiarni, ale obydwie były zamknięte. Było to podczas mojego ostatniego wypadu, tym razem w odwiedzinach u koleżanki, która po rzuceniu pracy, postanowiła zrobić sobie miesięczny relaks na wyspie (częsta przypadłość). Teraz ja czekam na długi pobyt na Jeju… (a jeszcze lepiej na przeprowadzkę na stałe). Wracając do miejscówki – coś pięknego! Nie tylko widoki z okna, ale i sam wystrój wnętrza, kawa i etykietka na kawie – szczegóły robią swoje! No i tylko zobaczcie ten zachód słońca… 

@moalboal.jeju 모알보알

Kawiarnia Moalboal jest położona najbliżej lotniska z dotychczas wymienionych, ale jest miejscem jeszcze niesprawdzonym, zupełną świeżynką na mojej liście pt. ‚nie zapomnij odwiedzić’. Zrobiona w klimatach Bali, z morzem na wyciągnięcie dłoni, siedziskami na ziemi. Czy mogłabym się zawieźć? Liczę, że niedługo będę mogła zdać sprawę z tego jak się spisała i wypróbować ichniej kawusi.  

@udo_blancrocher 블랑로쉐

Jeżeli mielibyście okazję pojechać na wyspę Udo, co Wam gorąco polecam, na pewno odwiedzicie plażę Hagosudong, a ta kawiarnia znajduje się właśnie na niej, na klifie, z którego widać już tylko lazur morza. Szczerze mówiąc nie pamiętam ani smaku kawy, ani tego czy samo miejsce mi się podobało… Wiem, że było tłoczno, ale mimo to kolor morza zachwycał. I to wystarczy! 

@boromwat 보롬왓

A teraz przenosimy się w głąb wyspy. To tutaj zamiast niebieskości oceanu nasze oko będzie koić nasycona zieleń. Kawiarnia Boromwat, to miejsce z opłatą za wstęp. Tak to już tutaj jest, że jeżeli lokal ma do zaoferowania coś więcej niż kawę, to kończy się na dodatkowych opłatach. Ale uwaga – warto! Wokół kawiarni roztaczają się wielkie pola lawendowe, gryczane, a także sady, które cieszą nas różnorodnymi odmianami kwiatów. Smaku kawy nie pamiętam, ale było urokliwie. W drodze do kawiarni mija się pasące się na łąkach konie. A kto czytał moją książkę, temu od razu to miejsce nasunie się na myśl. Jak widać po zdjęciach, mi się bardzo podobało 😀 

@cafe_the_conteiner 카페 더 콘테나

Kolejna kawiarnia, w której nie byłam. Ale kto by nie chciał odwiedzić sadu mandarynkowego z ogromnym koszykiem na mandarynki, w którym można jeszcze napić się kawy? Musi być super! 

@miss.jeju 그리울땐제주

Nagle zjechaliśmy zupełnie na południe wyspy? Czemu? Bo po drodze nie zanotowałam, żadnych godnych miejsc. No może jedno, ale o nim na koniec. Z tej kawiarni, ze stolika położonego nad samym morzem nadawałam do Was lajwa książkowego na moim Instagramie. Był to pierwszy lajw i to właśnie wtedy podzieliłam się z Wami moimi planami wydawniczymi, więc to miejsce ma dla mnie specjalne znaczenie. Miałam też niezłą spinę! 😀 A wracając do samej kawiarni. Wygodne kanapy z widokiem na morze, dobre ciacho marchewkowe, dobra kawa i głos Jeffa Bernata w tle. Totalny relaks. Nie mówiąc już o tych bielach, na których tle się dobrze wychodzi 😉 

 @nature_canvas 네이커캔버스

Natur Canvas znowu zaprasza nas do sadu mandarynkowego. Okna, które są dosłownie jak malunki, mówią nam skąd nazwa kawiarni. Z tego co pamiętam, palą tutaj kawunię, więc jest dobra! My po prostu źle wybraliśmy – specjalność lokalu – kawę z mandarynką, no i było fe (ale jestem pewna, że to tylko nasze subiektywne odczucia). Ponoć na co dzień przebywa tu także piesio, ale podczas naszej wizyty miał akurat dzień wolny 😉  

@hasoro_coffee 하소로커피

Jak już o pupilach – dla fanów kotów i świeżo mielonej kawy. Ta kawiarni ma sporą palarnię kawy i zapach świeżo zmielonego napoju unosi się już na wejściu. Kawa jest pycha. Klimat jest zacny, a tu i tam wędrują lub śpią kocury, których sam widok niebywale relaksuje. Jedyny minus to brak wymarzonych widoków zza okna, choć okno mają ładne 😀

@jejuoneandonly 원앤온리 

Do One And Only przenosimy się w malownicze miejsce na południowym wschodzie. Ceny są mocno wygórowane, kawiarnia równie mocno zatłoczona, ale widoki mówią same za siebie – z tyłu piękna góra Sanbangsan, a przed nami morze. Na zewnątrz leżaki, pufy, na tarasie wygodne kanapy. Jeżeli nie zależy Wam na ciszy i spokoju, to polecam 😉

@jeju_lucia_ 카페루시아

Jeżeli zależy Wam na ciszy i spokoju, to zawitacie raczej do Lucii. Nie jest to jakoś pięknie urządzona kawiarnia, ale kawę mają dobrą i oferują przede wszystkim większe odosobnienie z widokiem na morze i palmy. Mój wzrok mówi sam za siebie? 🤪 Był relaks!

@cafe_the_other_side 카페이면

To okolice jednej z najbardziej popularnych plaż na wyspie, Hyeobje. Niestety miejsca nad samym morzem okupują sieciówki S-backsy i inne. Tutaj natomiast bez widoku na morze można napić się naprawdę dobrej zalewanej kawy i zachwycić minimalistycznym wystrojem wnętrza. Wyznanie – jeszcze mnie tam nie było, ale nie dość, że ma bardzo dobre opinie, to jest prowadzona przez daleką rodzinę męża 😉 więc mamy ją na swojej liście ‚must-see’! 

 @3rd_person_jeju 3인칭관찰자시점

Ostatnie kawiarni na mojej liście są jeszcze przeze mnie nieodwiedzone. Zauważyłam, że nie miałam nic do polecenia na północnym wschodzie, więc dodałam je spontanicznie. Niech im będzie! Ta kawiarnia jest dość tajemnicza. Ma dziwną nazwę (przetłumaczyć ją można mniej więcej tak: widok z perspektywy osoby trzeciej). Chyba mają kota. Chyba mają widok na morze. Mają otwarte tylko od czwartku do niedzieli. Hmm… Zaintrygowało mnie. Muszę to miejsce sprawdzić!  

@alley_cafe_oksu 골목카페옥수

To kawiarnia, którą chciałam odwiedzić i nigdy mi nie była po drodze. Z jednej strony ze względu na jej wiejski klimat, z drugiej strony na pieseła – który ponoć uwielbia nowo przybyłych gości.  

@magaridda_eunhyessi 마가리따은혜씨

Ostatnia na mojej liście jest kawiarnia, która też była inspiracją, do jednego z miejsc ujętych w powieści. Hydrokrater Seongsan Ilchulbong jest stąd widoczny jak na dłoni. Kawa – średniawka. Ale musicie przyznać, że widok jest satysfakcjonujący? 😉


Jak Wam się podobała wycieczka po kawiarniach na Jeju? 🌊

Następnym razem zabiorę Was na zwiedzanie pozakawiarniane! 😉 Miłego!

Wirtualna podróż po wyspie Jeju, część pierwsza


W kolejnych kliku postach chciałabym zaprosić Was na wirtualną podróż po moim ukochanym miejscu na ziemi – wyspie Jeju. Na ogólny opis wyspy zapraszam do wcześniejszego artykułu – Kamień, wiatr, kobieta (wstęp do wyspy Jeju). W części pierwszej podzielę wyspę na cztery części i opisze uroki każej z nich. W następnych zabiorę Was do moich ulubionych kawiarni, knajpek i nad najlepsze plaże. Tu powyżej widzicie jeszcze opustoszałą mapkę, ale wszystkie te oznaczenia świadczą o tym, że sporo się na niej będzie działo! To ruszamy przejażdżkę! 👇

A właśnie, à propos przejażdżek. Wyspa Jeju jest na tyle duża (1833.2 km²), że bez auta tu na urlop ani rusz. Mówię z doświadczenia choć wiem, że są osoby, które decydują się na zwiedzanie wyspy lokalnymi autobusami albo taksówką. No cóż… jeżeli nie masz prawka i stać cię na taksę, to okej (chociaż nie we wszystkich zakątkach i nie o każdej porze da się zamówić taksówkę – o łapaniu nie ma wogóle mowy), ale jeżeli myślisz, że wystarczy lokalny autobus, żeby zakosztować uroków wyspy, to niestety będzie rozczarka… Autobusy nie dość, że nie kursują zbyt często, są przeładowane lokalsami, to dojeżdżają tylko do głównych dróg, więc czekałoby nas na prawdę sporo dybania z buta. Za to są setki wypożyczalni samochodów lub – dla tych, którzy się wiatru nie boją – skuterów i ceny są przystępne, więc warto przygotować międzynarodowe prawko i zobaczyć Jeju tak, jak należy! 😉

Północno-zachodnie Jeju – miasto Jeju, Aewol i Hallim

Pierwsza, bo będąca miejscem, w którym najpierw się znajdziemy, dzielnica Jeju to tak na prawdę miasto o nazwie Jeju. Tutaj znajduje się lotnisko międzynarodowe, wypożyczalnie samochodów oraz kilka atrakcji rodem z natury, i tych turystycznych. To tutaj też łatwiej o jedzenie w przyzwoitych cenach.

Nie ma co jednak zabawiać w samym Jeju za długo, bo cała reszta fantastycznych zjawisk naturalnych, pięknych miejsc i kawiarni znajduje się poza. Więc jedziemy na Aewol. Aewol stał się znany z tego, że mieszkała tam słynna diva koreańskiego popu – Lee Hyori. Prowadziła nawet ze swoim mężem pensjonat w ich domu na potrzeby reality-show (chętni na gości musieli oczywiście aplikować). Po czym miejscówka stała się tak popularna pośród wścibskich Chińczyków odwiedzających wyspę, że musieli sprzedać swoją ziemię i się przeprowadzić (gdzie teraz mieszkają tego nikt nie wie).

Tuż obok leży Hallim, który daje odczuć nam ten tropikalny klimat, ciesząc oczy potężnymi palmami i lazurowymi plażami.

Północno-wschodnie Jeju – Jocheon, Gujwa, wyspa Udo

Północno-wschodnia część Jeju znana jest z pięknej nadmorskiej autostrady rozciągającej się wzdłuż przez całe wybrzeże regionu Gujwa. Morze w tym rejonie mieni się odcieniami lazuru, a plaże są pokryte złotym piaskiem.

Nic więc dziwnego, że jest to też mekka dla dających relaks oczom kawiarni z widokiem na morze. A także raj dla koreańskich surferów! 🌊

Gujwa znana jest również ze swojej historii z kobietami morza – haenyeo, które to tam prowadziły powstanie przeciw okupantom japońskim i gdzie teraz stoi pomnik upamiętniający to wydarzenie (przed Muzeum Haenyeo). W tym zakątku wyspy zagościła też wyspa Udo – Wyspa Krowia, nazwana tak ze względu na swój kształt, który ma przypominać kształt krowy. Wyspa Udo oddalona jest od Jeju o około 20min. rejsu promem i słynie z pięknych plaż i nadmorskiej trasy, którą można objechać wyspę jednym z wypożyczonych na niej, zadaszonych skuterów, przypominających tajskie tuk-tuki. Stąd też wybierając się na Udo lepiej zostawić samochód na parkingu przed portem.

Położony najbliżej od samego miasteczka Jeju region Jocheon słynie z plaży Hamdeok, tworzącej piękną lazurową zatokę, a także z położonych w okolicach wulkanu Halla terenów leśnych.

Południowo-wschodnie Jeju – Songsan, Pyoseon, Namwon

Posuwając się na południe, zajeżdżamu do Seongsan ze słynnym hydrokraterem, który jest jednym z cudów natury Unesco. Te trzy regiony są najbardziej nieturystyczne pod względem ilości pensjonatów. Ale do czasu, bo ma tu powstać drugie lotnisko i wszystkie możliwe ziemie są już wyprzedane…

Namwon słynie głównie z upraw cytrusów i nawet wzdłuż głównych dróg można zobaczyć wiele szklarni i sadów. To tutaj też zaczynają się popularne trasy wspinaczkowe u podgórzy Halla (aka wygasły krater).

Południowo-zachodnie Jeju – miasto Seogwipo, Jungmun, Andeok, Daejeong, Hangyeong

Ostatnie opisywane regiony Jeju mają w sobie również niemało uroku. Samo Seogwipo to jedno z dwóch miast położonych na Jeju, reszta określana jest mianem wiosek. Znajdziemy tu duże markety, McDonald i nawet stadion piłki nożnej – no, normalne miacho!

We czterech umiejscowionych centralnie na północnym-wschodzie regionach jest duuużo atrakcji turystycznych – i tych naturalnych (wiele z nich wpisanych na listę Unesco), i tych ręką ludzką rzeźbionych. Andeok słynie z pokrytych zielenią buszy (do części, z nich płaci się za wstęp 🤨) oraz pól zielonej herbaty. A Daejeong i Hangyeong z pięknych zachodów słońca, ciągnących się oczywiście przez całe zachodnie wybrzeże, i delfinów, które z łatwością można tu zobaczyć w ich naturalnym środowisku (potwierdzam, mam odhaczone!).

Na koniec – Marado to wyspa, która z jakichś względów zaczęła słynąć jjajangmyunem, czyli makaronem z pastą z czarnej soi. Ot taka ciekawostka. Nie byłam na niej choć lubię jjajangmyun. No po prostu nie uważam, że muszę po niego płynąć statkiem…

To mój ogólny opis wyspy, który zostanie jeszcze poszerzony w kolejnych postach. Będzie też duużo zdjęć z naszych podróży w ten zakątek ziemi. Może jakieś nagrania. Na zachętę wrzucam widoki z nad morza. 🌊

Do następnego! 😃

Strój haenyeo


Z TOPLESS SYRENY W „PRO-NURKA” 

Kobiety morza – haenyeo nawet w dwudziestym pierwszym wieku wydają się być nieco do tyłu z czasem. Może i w strojach do nurkowania, za to w mogących się wydawać mało profesjonalnymi goglach, bez butli tlenowych – wiele im tak naprawdę brakuję do dobrze zaopatrzonych nurków. Jednak dawne kobiety morza miały dużo bardziej ekstremalne ubiory. Dzisiaj napiszę, jak na przestrzeni wieków ewoluował strój haenyeo . 

Niczym mityczne syreny – czasy „wolnych piersi” 

Jak wspominałam w pierwszym artykule o haenyeo (MÓW MI HAENYEO), pisano o nich już w 삼국사기 (Kronice trzech królestw) – najstarszym z zachowanych zabytków koreańskiego piśmiennictwa historiograficznego. W innych tekstach z okresu dynastii 조선 Joseon (czyt. dzioson), która trwała od 1392 do 1898 roku, można też odnaleźć sporo wzmianek o kobietach morza, a szczególnie o ich frywolnym ubiorze, a może raczej jego braku – erze wolnej piersi – haenyeo w wersji topless. Można wyczytać m.in.: „z jednej strony w błocie pięć kobiet nurków odrywa od skałek suchotki, a wszystkie one mają na sobie stroje do nurkowania zasłaniające ciało tylko do połowy” (z ilustrowanej dokumentacji wyprawy na Jeju – 탐라순력도 耽羅 巡歷圖, rok 1702). Tym strojem jaki zakładały, żeby osłonić dolną część ciała miała być zwykła bielizna. Korea jest krajem mocno konserwatywnym pod względem ubioru (zmieniło się wiele, ale nadal) i już sam mocno wycięty dekolt może budzić kontrowersje, ale jak widać wieki temu było inaczej. A może wyspa Jeju i jej mieszkańcy rządzili się innymi prawami, jak tubylcy z dżungli lasów Amazonii? Tego już nie wiadomo… Wiadomo jednak, że podobna – „przewiewna kultura” – towarzyszyła też haenyeo zza wschodniej granicy, z Japonii. Dokumentacji, nawet tych fotograficznych, o japońskich topless haenyeo można znaleźć już całkiem sporo. W każdym razie z nieokreślonych bliżej powodów (w dawnych tekstach są wzmianki o zakazie łowienia topless), kobiety morza musiały się w końcu zacząć zakrywać i tu pojawił się strój haenyeo. 

zdjęcie z roku 1913, http://www.hani.co.kr

Strój do pływania 물소중이 mulsojungi 

Od około 1930 roku haenyeo zaczęły nosić specjalny strój, przystosowany do połowów – 물소중이 mulsojungi (o tym, co było pomiędzy toplessem a mulsojungi nie wiadomo). Główną częścią stroju były krótkie spodnie z wysokim stanem, unoszące się ponad piersi i zapinane przez ramię na jedną szelkę. Wiązało się je wzdłuż jednego z boków na całej długości. Dodatkowo jako górną część zakładały koszulę z bufiastymi rękawami, przypominającą kształtem 저고리 jeogori (czyt. dziogori) od 한복 hanboku (tradycyjnego stroju koreańskiego). A na głowę wkładały 물수건 mulsugeon (dosłownie wodny ręcznik), który pełnił funkcję czepka. Zestaw ten był wykonany z tego, co się miało pod ręką – mogło to być prześcieradło, worek… Niby trochę lepiej, ale cały czas sporo nagości, nie mówiąc już o zerowych funkcjach ochronnych – czy to przed zimnem, czy przed poobijaniem się o skałki. Nie mniej jednak mulsojungi był uroczy i na stałe wpasował się w kulturę haenyeo, które do dzisiaj zakładają go do tradycyjnych tańców i innych występów. Sama miałam okazję przymierzyć tradycyjny strój haenyeo, a nawet mieć w nim sesję fotograficzną, z której jedno ze zdjęć umieszczam poniżej.  

zdjęcie i strój zrobione przez Little haenyeo

Boja haenyeo – 테왁 tewak (czyt. tełak) , do której przymocowane są sieci też z czasem ewoluowała z wydrążonej tykwy, w wypełnioną styropianem, najczęściej jaskrawo-pomarańczowej boję.  

Haenyeo jako nurek 

Około roku 1970 z Japonii na Jeju zaczęły napływać pianki do nurkowania. Rodziny haenyeo mieszkające za morzem, korzystając z dobrobytu, żyjącego wtedy na dużo wyższym poziomie, sąsiedniego państwa, przywiozły na Jeju coś, co miało być rewolucyjne. Wbrew pozorom nie wszystkie jednak haenyeo zareagowały pozytywnie na taką przemianę. Zżyte z naturą haenyeo od razu stwierdziły, że poprawienie ich warunków pracy może wywołać nadmierną eksploatację „matki morza” i nawet wzniosły protest. W końcu jednak poddały się trendom czasu i przyjęły skafander do nurkowania jako swój oficjalny uniform, w zamian wyznaczając ścisłe reguły dotyczące ich pracy – m.in. miesiące wolne od połowów określonych owoców morza. W ten sposób czas przebywania w morzu wydłużył się z około godziny do nawet siedmiu godzin. Wydawać by się mogło, że same plusy: ochrona przed wyziębnięciem organizmu, przed zadrapaniem, możliwość wyżycia z samego połownictwa (wcześniej kobiety musiały pracować dodatkowo na polu), ale taka wygoda przyniosła ze sobą listę dodatkowych chorób. Zapominając o wycieńczeniu organizmu i głodzie, haenyeo są narażone nie tylko na chorobę dekompresyjną powodowaną przez niskie ciśnienie, ale również na różne choroby układu pokarmowego i tym podobne.

Pianki haenyeo szyte są na miarę, uwzględniając ponoć nawet charakter właścicielki – dopasowane lub luźniejsze. Te co bardziej aktywne zawodowo haenyeo potrafią je wymieniać nawet dwa razy do roku. Poniżej znajdziecie zdjęcie współczesnej haenyeo i jedno ze zdjęć zrobionych przeze mnie przed szatnią haenyeo 😊 

Czy zaciekwiałyście/liście się już tematem kobiet morza? Może macie jakieś pytania? 😊 

„HAENYEO” SUKYEONG CHO

Szukając materiałów na nowe artykuły na YT, natrafiłam na poniższą piosenkę, skomponowaną i zaśpiewaną przez pewną młodą artystkę z samej wyspy Jeju.

Moją interpretację tekstu piosenki (troszeczkę ubarwiłam, żeby ładniej zabrzmiało po polsku) znajdziecie poniżej.

„해녀” „Haenyeo”


 
검고 푸른 이 새벽에 그대 어디로 떠나나  

Dokąd się Ona udaje tym ciemnym niebieskawym świtem 

 
눈을 비비며 뱉은 그 한숨이  

Jej westchnienie zza przecieranych oczu 

 
내가 잠든 이 곳까지 들리네  

Słychać aż tutaj, na mym nocnym posłaniu 

 
비바람에 내 몸이 부서져도  

Nawet jeżeli moje ciało poobija się o deszczowy wiatr 

 
난 또 다시 일어설 수 밖에 없네  

Nie mam innego wyjścia jak podnieść się i iść dalej 

 
누굴 위한 마음일까  

Dla kogo bije moje serce? 

 
그건 어떤 다짐일까  

Skąd to postanowienie? 

 
누굴 위한 마음일까  

Dla kogo bije moje serce? 

 
그건 아름다움일까  

Czy można to nazwać pięknem? 


 
비바람이 오늘도 날 붙잡아도  

Nawet jeżeli deszczowy wiatr mnie dzisiaj złapie w swe sidła 

 
난 또 다시 걸어갈 수 밖에 없네  

Nie mam innego wyjścia jak po prostu iść przed siebie 

 
누굴 위한 마음일까  

Dla kogo bije moje serce? 


그건 어떤 다짐일까  

Skąd to postanowienie? 


누굴 위한 마음일까  

Dla kogo bije moje serce? 


그건 아름다움일까  

Czy można to nazwać pięknem? 

PIERWSZE KOREAŃSKIE EKO-FEMINISTKI — HAENYEO


CZYLI HISTORIA “KOBIET MORZA”, CZĘŚĆ DRUGA

W dzisiejszym bazgroleniu kontynuuję o koreańskich dwunożnych syrenach – haenyeo. Tym razem spróbuję Wam przybliżyć pojęcie eko-feminizmu, o którym wspomniałam w pierwszym artykule o haenyeo. Od razu mówię, że jest to trudne i złożone zagadnienie i tutaj skupię się na odniesieniu go wyłącznie do kobiet morza. 

Moje streszczenie pojęcia “eko-feminizmu” 

Eko-feminizm odnosi się do przyrody jako poszerzonej strefy kobiecości. Gdzie pokrzywdzona, eksploatowana i niedoceniona przyroda jest uważana za będącą w dużej mierze pod kontrolą mężczyzn – tak jak same kobiety w patriarchalnym społeczeństwie. Eko-feminizm doszukuje się wspólnych cech natury i kobiet podkreślając, że kobiety powinny być szanowane i wyzwolone spod wszelkiej opresji. Ruch ten skupia się jednak nie tylko na dyskryminacji kobiet, ale również na innych dyskryminacjach społecznych – takich jak rasizm, podział na klasy czy grupy wiekowe i wszelkie inne formy ucisku, w dążeniu do powszechnej równości.  

Pokazuje to, że eko-feminizm to coś odrębnego od feminizmu czy samej ekologii. Jego ideologia ma na celu zrzeszenie ludzi, dążenie do wzajemnego zrozumienia i zrozumienia otaczającej nas natury. Niektórzy eko-feminiści uważają nawet, że najwłaściwszym modelem społecznego życia byłoby życie w niewielkich wspólnotach – czymś w rodzaju eko-wiosek.  

I tutaj przenosimy się do wiosek haenyeo.  

Haenyeo jako eko-feministki 

Haenyeo od zarania dziejów po dzień dzisiejszy tworzyły niewielkie zgrupowania, w których nie tylko wypływały na wspólne połowy, ale także prowadziły aktywne życie społeczne. Największym na to dowodem są tak zwane 불턱 bulteok (gdzie 불 bul oznacza ogień, a 턱 teok podwyższenie), czyli zagrody z kamienia powulkanicznego wybudowane przy morzu, które były formą schronienia przed zimnem dla haenyeo. W takich zagrodach rozpalało się ognisko nie tylko, żeby się ogrzać i wysuszyć po połowach, było to też miejsce wymiany wiedzy na temat morza i jego ochrony, miejsce pogłębiania relacji, miejsce na plotki i dyskusje o sposobach na polepszenie życia w wiejskiej społeczności.

na zdjęciu po lewej: 불턱 bulteok

Haenyeowa społeczność różniła się od mocno zhierarchizowanego wiekowo koreańskiego społeczeństwa – tutaj każdy miał prawo głosu i pomimo że najwyższe rangą haenyeo były najbardziej poważane (rangi haenyeo przydzielane są według umiejętności, nie wieku), każda z kobiet mogła się poczuć potrzebną i szanowaną.

*w wersji PC kontynuuj czytanie od góry

“Łatwiej być krową niż kobietą.” 

Ponadto haenyo to przodowniczki koreańskiego matriarchalizmu. Jako kobiety, które wzięły odpowiedzialność za rodziny na swoje barki – w wielu wypadkach mężczyźni zajmowali się wychowaniem dzieci – obróciły dotychczasowy patriarchalny model Korei do góry nogami. Na wyspie Jeju zrodziło się nawet powiedzenie „łatwiej być krową niż kobietą”, które wskazuje na to, że wcale nie było im łatwo żyć, pełniąc funkcję tych – utrzymujących całe rodziny i wspierających wiejską społeczność. W cięższych czasach haenyeo po dniu pracy w morzu pracowały dodatkowo na roli. Mówi się, że nie zaprzestawały połowów nawet w zaawansowanych stadiach ciąży, a po samym porodzie nie zwlekały z powrotem do wody. Z czasem zawód stał się na tyle opłacalny, że poprzestały na samych połowach.

Praca jako haenyeo nie jest jednak zwykłą formą zarobku – tylko po to, żeby wyżywić własną rodzinę. W haenyeowym społeczeństwie „ta”, która złowiła więcej, dzieliła się z „tą”, która złowiła mniej, a szkody po tajfunach wyrządzone w wiosce są często pokrywane z haenyeowych funduszy.  

Haenyeo były też nieugiętymi powstańczyniami, narażającymi życie w walce o swoje prawa i wyzwolenie spod reżimu Japonii. To one jako jedne z pierwszych sprzeciwiły się okupantom Japońskim i ruszając ze swoimi bojami w dłoniach, protestowały m.in. przeciwko wykorzystywaniu ich jako siłę roboczą.  

Oprócz tego haenyeo brały czynny udział w życiu kulturalnym wyspy, uczestnicząc w różnego rodzaju występach podczas Festiwalu Kultury Halla (dawnego festiwalu kulturalnego na wyspie Jeju). Nawet do teraz tworzą one zgrupowania zapoznające ludzi z kulturą haenyeo – śpiewając wspólnie tradycyjne „połowicze pieśni” i tańcząc w dawnych tradycyjnych strojach do nurkowania. 

Zastanawiać by się tylko można, gdzie tu ta cała ekologia. W końcu haenyeo to poławiaczki – wydawało by się – intruzki w morskiej otchłani. Kobiety morza nauczyły się jednak współistnieć z naturą i zachować w niej równowagę, a nie ją eksploatować.  W swoim połowiczym systemie mają ściśle określone reguły. Haenyeo wyznaczyły miesiące, w których dają odpocząć poszczególnym zasobom morskim i „sieją je”, tak żeby morska flora i fauna odrodziła się na nowo. Nigdy też nie ogołacają swojego domu, jakim jest dla nich morze. Wiedzą, kiedy powiedzieć „dość!”. 

Haenyeo przyczyniają się też do oczyszczania mórz wyławianiem morskich śmieci, a będące ich znakiem rozpoznawczym – jaskrawo pomarańczowe boje zrobione są ze styropianu z odzysku. Nic dziwnego, że nawet delfiny uznają haenyeo za „swojaków” i potrafią nurkować z nimi ramię w ramię.  

Poniżej podrzucam krótki film dokumentarny o życiu młodej haenyeo (po angielsku). Pokazuje on wyspę Jeju sprzed 40 lat i ma ten urokliwy dawny i swojski klimacik. Uważam, że można też przez niego dobrze zaobserwować, jak ważną rolę sprawowały kobiety morza na wyspie. 

Jak Wam się podoba model życia haenyeo? Czy znacie jakieś inne przykłady, które można by było podpiąć pod termin eko-feminizmu? Mam nadzieję, że miło Wam się czytało 😊


Źródła: wikipedia, theme.archives.go.kr, Muzeum Haenyeo, http://www.jejuweekly.com

MÓW MI HAENYEO


CZYLI HISTORIA “KOBIET MORZA”, CZĘŚĆ PIERWSZA

Można się nie domyślić, chociażby po samej głównej stronie bloga, że jestem zafascynowana kobietami morza – haenyeo (wstęp o haenyeo znajdziesz w poście „Wiatr, kamień, kobieta”). W dzisiejszym bazgroleniu opowiem Wam więcej o tych tajemniczych bohaterkach.  

http://blog.daum.net/hikyunga
http://blog.daum.net/hikyunga

W totalnym skrócie – haenyeo to kobiety nurkujące za owocami morza bez butli tlenowych i innego typowego nurkom osprzętowania. Jest to zawód, który ma korzenie w Korei Południowej (na wyspie Jeju), chociaż haenyeo zaczęły także migrować do Władywostoku, na wybrzeża Chin i Japonii. Niektóre z nich potrafią zanurkować na głębokość do dwudziestu metrów i wstrzymać oddech nawet do trzech minut. Czy nie czyni ich to prawdziwymi żyjącymi syrenami?  

Wspominki o haenyeo sięgają już 삼국사기 (Kronika trzech królestw) – najstarszego z zachowanych zabytków koreańskiego piśmiennictwa historiograficznego z 1145 roku. W tekstach z tego okresu możemy znaleźć między innymi „zakaz pływania haneyeo – topless”, co może świadczyć o tym, że Korea kilkaset lat temu była mniej konserwatywna, jeżeli chodzi o ubiór, niż współcześnie (o tym, jak strój haenyeo ewoluował na przestrzeni wieków, napiszę kiedy indziej).   

Haenyeo wyławiają głównie 전복 słuchotki,  소라 konchy (morskie ślimaki), 해삼 jeżowce, różne odmiany glonów, a także ośmiornice i czasami ryby. Pomagają im w tym różnego rodzaju haczykowate narzędzia i harpuny, a ich znakiem rozpoznawczym są jaskrawo-pomarańczowe boje na tafli morza, do których przymocowane są ich sieci. Są one wypełnione styropianem z odzysku, bo haenyeo to też przodowniczki koreańskiej ekologii, a posuwając się dalej, nawet koreańskiego eko-feminizmu (o, którym to zagadnieniu, też rozpiszę się innym razem). 

“Kiedy raz zostajesz haenyeo, już na zawsze pozostajesz haenyeo”

Haenyeo nie zostawało się, do końca z wyboru. Był to zawód dziedziczny – matka haenyeo – córka haenyeo, teściowa haenyeo – synowa haenyeo itd. Dziewczynki w wieku od około siedmiu lat uczono pływać i zanurzać się pod wodę. W wieku dwunastu lat zaczynały już głębsze nurkowanie z boją na powierzchni, a w wieku piętnastu lat, połowy jako haenyeo. Jednak, żeby móc być nazwaną haenyeo wyższej rangi, czyli tą mistrzowsko penetrującą dno i wyławiającą kilogramy muszli na jednym wdechu, trzeba było nabierać wprawy przez lata. Dopiero w wieku trzydziestu, a nawet czterdziestu lat haenyeo są w szczycie swoich możliwości.  

https://iphostory.tistory.com/

Najstarsze obecnie haenyeo są czynne w zawodzie do wieku nawet ponad dziewięćdziesięciu lat i łatwiej im się poruszać w wodzie niż na lądzie. Korea ma co prawda kiepski system emerytalny, jednak haenyeo to dość opłacalny zawód, więc zamartwianie się o kwestie materialne to nie główny powód, dla którego babcie haenyeo wracają do wody. Dla haenyeo morze jest nie tylko źródłem dochodów, ale jak twierdzą – to też ich matka i „coś”, z czym czują się jednością. Uważam zatem, że nie powinno się im szczędzić tytułu – jedynych na tym świecie „niemitycznych syren”! 

W 2016 roku haenyeo zostały wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO, mimo to ich liczba z roku na rok maleje. W latach 70-tych było aż 14 tysięcy czynnych zawodowo kobiet morza, podczas gdy obecnie liczbę tą szacuję się na niecałe 4 tysiące. Średni wiek też dramatycznie się podniósł – z 55% haenyo, będących w przedziale wiekowym 30~49 lat, do 59%, będących w wieku ponad 70 lat.  

Zawód może wydawać się ciężki, ale który nie jest? Za to, ile w nim magii! Bycie haenyeo oznacza życie w zgodzie z naturą i bycie częścią jedynego w swoim rodzaju ekosystemu. To wyraz miłości do morza, do rodziny, a także do wiejskiego społeczeństwa, którego są częścią i podporą.

Może któraś z Was jest chętna na zostanie pierwszą polską syrenką?  😉


Źródła: wikipedia, theme.archives.go.kr, Muzeum Haenyeo – https://www.jeju.go.kr/haenyeo/index.htm

KAMIEŃ, WIATR, KOBIETA


CZYLI WSTĘP DO WYSPY JEJU

Jeju-do 제주도 (wyspa Jeju) nazywana też Hawajami Korei Płd., a dla mnie będąca wyspą 1001 cudów i miejscem, do którego mogłabym wracać co każde wakacje, jest wyspą od dawien dawna znaną z trzech rzeczy — „kamienia, wiatru i kobiet”. Dlaczego? O tym pokrótce w dzisiejszym pierwszym bazgroleniu.

Zacznijmy od kamienia. Nawet kamień na Jeju nie jest zwyczajnym dobrze nam znanym kamolem, a wspólnym arcydziełem natury i człowieka. Wygasły już wulkan Halla (na ilustracji powyżej) położony w samym centrum wyspy zalał kiedyś to miejsce lawą, z której, już po jej zastygnięciu, dawni mieszkańcy odkuli wyspę, żeby przywrócić jej warunki rolnicze. Taki odłupany powulkaniczny kamień zaczęli wykorzystywać do budowy płotów i wszystkiego kamiennego co się mogło przydać, łącznie z kamiennymi hareubang 하르방 (czyt. harybang) – kamiennymi dziadami, które były przedmiotem pierwotnych kultów (ilustarcja poniżej). Już brzmi magicznie, czyż nie? Mniej magicznie, ale całkiem praktycznie – kamień ten z różnej wielkości dziurkami świetnie nadaje się na pumeks! Poza tym cała ta historia uczy, że jeżeli tylko człowiek dobrze współpracuję z naturą, to wszyscy mogą mieć z tego korzyść i uciechę — zieleń wyłoniła się na nowo spod piekielnego czarnego dywanu, a ludzie zyskali ziemię pod uprawę i stos kamoli, które wykorzystywane są do dnia dzisiejszego.

Wiatr – Jeju jest zawsze na pierwszym froncie, jeżeli chodzi o tajfuny. Nawiedzają ją bezlitośnie kilka razy w roku, mając właśnie tam największe natężenie w Korei. Wyspiarski wiatr zaś zwiewa czapki z głów na co dzień. Nic więc dziwnego, że oprócz nadmorskich alei, pola otoczone murkami z powyższych kamieni, które mają chronić uprawę przed rozwianiem, są typowym krajobrazem wyspy. Chyba jedynymi zadowolonymi z porywistego wiatru są surferzy. Namnożyło się ich w Korei, odkąd zapanowała powszechna moda na ten sport. To kolejna rzecz obok wulkanu, która przybliża Jeju do Hawaii – surf mode on”

W końcu najważniejsze – kobiety, bo to one są głównymi bohaterkami tej całej syreniej parady. Z powyższego można wywnioskować, że choć sama wyspa może być osnuta magiczną mgiełką, samo życie na niej wcale nie musiało być takie bajkowe. Choćbyś niewiadomo jak wysoki płotek sobie sklecił – przyjdzie wiatr, który wygra i z nim i rozwieje, co już zasadziłeś. Nie wspominając już o czterech porach roku, które też nie ułatwiały życia. W tych ciężkich do życia warunkach, właśnie kobiety wkroczyły do akcji, zakasując swoje rękawy i podejmując się wyzwania bycia syrenami i połowczyniami darów morza. Nazwano je bardzo dosłownie – haenyeo 해녀 (czyt. henjo), czyli „kobietami morza”. W czasach, kiedy nie było nawet mowy o butlach gazowych, nurkowały poddając próbie swoje płuca i ryzykując życie dla swoich rodzin i dobrobytu wiejskiego społeczeństwa. Nauczyły się nurkować bez żadnego osprzętowania na głębokość do dwudziestu metrów i wstrzymywać oddech na ponad dwie, a nawet do trzech minut! Już wiecie, dlaczego nazwałam je „koreańskimi syrenami”?

W 2016 roku, haenyeo, które łowią na Jeju, w ten sam tradycyjny sposób po dziś dzień, zostały wpisane na listę skarbów kultury Unesco. Uważam, że zasługują one na większą uwagę, ale o tym dlaczego tak jest opowiem w kolejnych bazgroleniach! Stay tuned! 🙂